Czy to prawda, że znów jesteśmy razem?

**Dziennik osobisty**

Czy to tylko mi się wydawało, czy znów jesteśmy razem? – Zosia przytuliła się do Piotrka.

„No jak? W porządku, prawda?” – Asia kręciła się przed lustrem, przymierzając spodnie. – „Zosiu, dość już tego cierpienia. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, oderwij się, zakochaj w końcu.” Asia wsunęła ręce do kieszeni i zgięła jedną nogę w kolanie. – „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie szkoda, to je wezmę. Dzięki.” Podskoczyła do Zosi, usiadła obok na kanapie, objęła ją i cmoknęła w policzek.

Zosia westchnęła, wstała z kanapy i podeszła do lustra.

„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. To ja zainicjowałam rozstanie, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napisę podanie o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższą datę, a potem napisę podanie.” – Zosia pierwszy raz od wieczora się uśmiechnęła.

„No i brawo, no i dobrze” – pochwaliła Asia.

Uśmiech odmienił Zosię. Uśmiechały się nie tylko usta, ale i oczy. Zmieniały się w wąskie szparki, w których migotały iskry radości. „Wesoła diabełka” – mawiała Asia. Tyle że w ostatnich miesiącach Zosia rzadko się uśmiechała.

Właśnie ze śmiechu Piotrek zakochał się w Zosi. Ona i Asia siedziały na ławce w parku przy biurze, jadły lody i śmiały się z czegoś. Obok przeszedł chłopak, rzucił okiem na dziewczyny i długo się oglądał. A one wybuchnęły jeszcze głośniejszym, zaraźliwym śmiechem.

Dwa dni później znów tam siedziały. Chłopak podszedł celowo. Zatrzymał się przed Zosią i przywitał.

„A pan kto?” – spytła bezceremonialna Asia i dziewczyny znów parsknęły śmiechem.

„Jestem Piotr. Przychodziłem tu codziennie, licząc, że was znów spotkam. Dwa dni temu siedziałyście na tej ławce… Wasz śmiech…” – Nie spuszczał z Zosi wzroku.

Nagle zrozumiała, że mówi poważnie, że mu się podoba, że boi się jej odtrącenia. Uśmiechnęła się, a kiedy on otworzył usta z zachwytem, wybuchnęła śmiechem. Nie kpiąco, ale radośnie, bo nikt wcześniej nie patrzył na nią w ten sposób. Ze zmrużonych oczu trysnęły figlarne błyski. Potem tłumaczył, dlaczego zakochał się w niej, a nie w Asi, która przecież była bardziej wyrazista.

Podbił ją tym zachwytem, uwagą, miłością. Zamieszkali razem i byli ze sobą dwa lata. A potem… Czas było się zaręczyć albo rozejść. Ich związek stał się zbyt zwyczajny, codzienny.

Piotrek zamilkł, jej śmiech już na niego nie działał. I Zosia uznała, że jego miłość minęła. Nie czekała, aż jej to powie – sama zaproponowała rozstanie.

Sprzeciwiał się, ale słabo, w końcu spakował rzeczy i wyszedł. Po dwóch tygodniach Zosia zrozumiała swój błąd. Bez niego było jeszcze gorzej. Po miesiącu wariowała z tęsknoty, a po dwóch wiedziała już, że bez niego nie da rady żyć.

Wtedy Asia przyszła, narzekając, że chłopak zaprosił ją na koncert. Kupiła elegancką bluzkę, ale żadne spodnie do niej nie pasowały. Zosia zaproponowała, że odda swoje – po rozstaniu z Piotrkiem stały się za duże.

„To odzyskaj go, zanim znajdzie sobie inną…” – poradziła Asia.

„Nie. Będzie myślał, że jestem od niego zależna. Jakbym mu się podporządkowała.”

„A co w tym złego? Podporządkowywać się ukochanemu?”

„A jeśli znów będę czuła nudę i chłód?”

„Za dużo myślisz. Włącz laptop i szukaj biletów.” – Asia machnęła ręką.

Bilety znalazły się niespodziewanie – tanie, w dobrym terminie, za dwa tygodnie.

Zosia przekonała szefa, by podpisał jej urlop. Tłumaczyła, że oszaleje, jeśli nie wyjedzie z miasta. Trochę się bała jechać sama. Wcześniej podróżowała z rodzicami, z Piotrkiem, z Asi i jej chłopakiem – nigdy solo.

„Jesteś dorosła, rozsądna, ale uważaj na siebie” – pouczała Asia na peronie.

Z samolotu zrezygnowała od razu. Tylko do Gdańska, a tam drogo i gwarno. Wolała pociąg – leżeć na półce, wpatrywać się w migający za oknem krajobraz. Albo drzemać pod kołysanie kół, marząc o morzu. A potem wyjść z zakurzonego wagonu, wciągnąć słony powiew i rzucić się w fale…

Nie chciała już poważnych związków. Miłość często przynosi ból, rozczarowanie i strach, że kiedyś się skończy.

„Masz już prawie trzydzieści. Czas zrozumieć, że związki się zmieniają, że nie są idealne. Wzajemna miłość to rzadkość. Trzeba wybrać, czy wolisz kochać, czy być kochaną. Więc bierz, co dają, i bądź szczęśliwa.” – Asia mówiła to, a Zosia myślała tylko o Piotrku.

W przedziale spotkała starsze małżeństwo z nastoletnim wnukiem. Chudy, pryszczaty chłopak gapił się na nią bez przerwy. W końcu i ona zaczęła go uważnie obserwować, aż się speszył i przestał.

Dziadek całą drogę spał lub rozwiązywał krzyżówki, babcia narzekała, że syn się rozwiódł, a wnuka im podrzucili.

Dojechali bez problemów. Zosia długo szukała pokoju – miał stać nad samym brzegiem, z widokiem na morze.

W końcu znalazła, daleko od zatłoczonej plaży. Idealne miejsce – kąpać się i opalać w samotności. Całe dni spędzała na brzegu, wpatrując się w horyzont.

Odpoczęła, opaliła się, znów zaczęła wyglądać dobrze. I wtedy pojawił się on – przystojny, samotny mężczyzna.

„Nazywam się Marek. Od dawna cię obserwuję.” – przyznał. Też uciekł przed tłumem. Okazało się, że mają wiele wspólnego: on też po niedawnym rozstaniu leczył rany nad morzem.

Spacerowali, pływali, jedli kolacje w knajpkach. Pewnej nocy Marek zapukał kamieniem w jej okno.

„Właśnie dzwoniła matka – ojciec w szpitalu. Rano wyjeżdżam. Nie chcę się z tobą rozstawać.”

Zosia wpuściła go. To była noc, o której marzyła – nie tylko seks,”Gdy następnego ranka obudziła się sama, zrozumiała, że znów dała się oszukać, ale tym razem wiedziała już, że jedyna prawdziwa miłość na nią czeka – tam, gdzie zawsze, obok Piotrka.”

Rate article
Fajna Tajna
Czy to prawda, że znów jesteśmy razem?