29 kwietnia 2023
Pociąg podmiejski zwalniał. Ludzie w przedziale już ustawili się w kolejce do wyjścia. Za oknami coraz wolniej migały sylwetki na peronie, oświetlone jaskrawym światłem latarni. Wreszcie skład drgnął parę razy i stanął. Drzwi z hukiem się otwarły, a pasażerowie obładowani torbami ruszyli na wydeptany przez tysiące stóp peron małej podwarszawskiej stacyjki.
Marek wyszedł ostatni. Nikt na niego nie czekał. Sam też nie spieszył się do swej wynajętej nory, gdzie przyjeżdżał tylko spać.
Od kilku miesięcy był po rozwodzie. Mieszkanie w Warszawie zostawił żonie z nowo narodzoną córeczką, a sam wynajął coś tańszego pod miastem.
Poznał kiedyś dziewczynę, krótko się spotykali, potem rozstali w zgodzie. Trzy miesiące później zjawiła się u niego z widocznym brzuchem. Oświadczyła, że jest w ciąży. Zaproponował ślub. Po czterech miesiącach urodziła zdrową dziewczynkę.
Przez łzy wyznała, że przed nim była z innym, który porzucił ją, gdy tylko dowiedział się o ciąży. A tu trafił się Marek. Gdzie miała iść? Wracać do rodzinnego Lublina nie chciała. Nie mógł jej przecież wyrzucić na bruk. Sam się wyprowadził, podał na rozwód.
Teraz pracował niemal bez odpoczynku, zbierając na nowe mieszkanie. Kumpel zorganizował ekipę remontową i ściągnął Marka. Wykonywali wykończenia mieszkań i domów.
Marek dotarł powoli do oświetlonych schodów. Na dole zauważył rudego kundla. Pies spojrzał na niego, potem wzrok skierował na peron.
“Chyba nikogo już nie ma. Co, pan nie przyjechał? Nic, może będzie na ostatnim pociągu” – mruknął Marek i ruszył przed siebie.
Po kilku krokach się odwrócił. Pies wskoczył na peron i wypatrywał kogoś. Rozległ się stukot kół odjeżdżającego pociągu. Kundel zawył, śledząc wzrokiem oddalający się skład, potem zszedł po schodach i podbiegł do Marka, siadając przed nim z niemym pytaniem w oczach.
“Co zamierzasz, stary? Czekać na następny pociąg czy jednak pójdziesz ze mną? Uważaj, drugi raz nie zaproponuję” – Marek odwrócił się i ruszył bez oglądania.
Pies przez chwilę patrzył za nim, jakby ważąc decyzję, w końcu poderwał się i powłókł za nim. Najpierw trzymał dystans, potem przysunął się bliżej.
“Samotno ci? Rozumiem. A czyj w ogóle jesteś? Nie widziałem cię wcześniej. Sam zresztą jestem tu nowy…”
Kundel kłusował obok, słuchając. Tak dotarli do czteropiętrowej kamienicy, w której mieszkał Marek. Przed klatką pies się zatrzymał.
“Wchodzisz?” – Marek otworzył szeroko drzwi. “Decyduj się, bo strasznie mi się jeść i spać chce” – przeszedł próg, ale drzwi przytrzymał.
Pies wolno wspiął się po schodach, mijaPies wszedł do środka, a Marek uśmiechnął się pod nosem, bo choć nie spodziewał się tego towarzysza, w głębi duszy cieszył się, że nie będzie już tak samotny.



