Bilet w jedną stronę

Matka małej Zuzanny pracowała jako pokojówka w hotelu i często zabierała córkę ze sobą. Zuzannie podobał się wielki hol z kilkoma zegarami na ścianie, które jakby na złość pokazywały różne godziny. Podobały się jej szklane drzwi, które otwierały się same, jakby na magiczne skinienie. Miękkie dywany tłumiły odgłos kroków, a zapach hotelu – mieszanina środków czystości i kwiatów – wydawał się jej magiczny. Najbardziej jednak fascynowały ją dziewczyny za recepcją – zawsze uśmiechnięte, eleganckie, jakby wyjęte z telewizji.

„Trzeba dobrze się uczyć, być uprzejmą i kulturalną. Recepcjonistka to wizytówka hotelu” – tłumaczyła matka.

„Ja mam ładną twarz. Samo mówiłaś!” – odpowiadała Zuzanna.

„Ale nie tylko wygląd się liczy. Trzeba znać języki i mieć wykształcenie. Dorośniesz, skończysz szkołę, wtedy zobaczymy” – uśmiechała się matka.

W liceum Zuzanna już pomagała sprzątać. Przeglądała się w lustrach, niezadowolona ze swej chudej sylwetki. „Czemu nie mam większego biustu? I pięć centymetrów więcej wzrostu by się przydało…” – myślała. Ale buty na obcasie mogły to naprawić. Za to włosy – kasztanowe, gęste, z naturalnymi falami – były jej dumą. „Mam wszystko, by pracować za recepcją” – przekonywała siebie.

Gdy nie było Nadziei Leszczyńskiej, Zuzanna siadała za stołem i obserwowała dziewczyny. Uczyła się od nich. Pewnego dnia jedna recepcjonistka zachorowała, druga pojechała na pogrzeb matki. Nadzieja sama stanęła za kontuarem, ale nie dawała rady. Wtedy Zuzanna zgłosiła się na ochotnika.

„Widziałam setki razy, jak to robią. Dam radę” – powiedziała, nie wspominając, że już wcześniej próbowała sama.

I dała radę. Wszyscy byli zadowoleni, ale najbardziej ona sama – czuła się ważna, dorosła.

„Świetna robota. Jeśli zdecydujesz się na hotelarstwo, napiszę ci rekomendację” – obiecała Nadzieja.

Po szkole Zuzanna poszła na zaoczne studia, by od razu wykorzystywać wiedzę w praktyce. Gdy jedna z recepcjonistek poszła na macierzyński, Zuzanna zajęła jej miejsce. Każdą wolną chwilę spędzała nad książkami, ucząc się angielskiego.

Mama była dumna. Ona całe życie sprzątała pokoje, a córka od razu dostała lepszą posadę, i jeszcze studiowała!

Młodzi mężczyźni adorowali Zuzannę – komplementy, czekoladki, perfumy, kwiaty.

„Uważaj na tych przyjezdnych. Na delegacjach wszyscy są wolni, a potem wracają do żon” – ostrzegały ją matka i Nadzieja.

Zuzanna już i tak wiele rozumiała. Jedną z pokojówek wyrzucili za romans z gościem. Oskarżył ją o kradzież, choć później pieniądze się znalazły. Dziewczyna i tak straciła pracę.

W hotelu poznała Jacka. Młody mężczyzna przyjechał z Katowic w interesach. Siedział w holu, udając, że czyta gazetę, ale spoglądał na nią ukradkiem. Po zmianie zaprosił ją do kina. Było lekko, przyjemnie. Laskało jej, że starszy od niej o sześć lat tak się nią interesuje.

Jacek wyjechał po delegacji, ale w weekend wrócił – specjalnie do niej, zatrzymał się w hotelu. Zuzanna nie mogła doczekać się kolejnych odwiedzin. Po pół roku przeniósł się do Warszawy, do nowej filii firmy, dostał służbowe mieszkanie.

Byli wtedy tak szczęśliwi!

Ignorując ostrzeżenia matki, Zuzanna zostawała u Jacka na noc. Budził ją pocałunkami w ramię, a ona wtulała się w niego z uśmiechem…

„Ożeńmy się. Nie chcę się z tobą rozstawać” – szeptał.

„I tak będziemy się rozstawać na czas pracy” – śmiała się.

„Ale po pracy – i na zawsze. Będziemy mieć dzieci…”

Zuzanna zesztywniała. Uwielbiała pracę w hotelu. Dzieci oznaczały rezygnację – ktoś inny zająłby jej miejsce.

„Mam dopiero dwadzieścia cztery lata, ledwo skończyłam studia. Nie spiesz mnie” – prosiła.

Pewnego dnia źle się poczuła w pracy. Myślała, że to zatrucie, ale Nadzieja od razu się domyśliła. Umówiła ją do ginekologa, zastąpiła na kilka godzin.

Zuzanna zrobiła aborcję. Nikt się nie dowiedział. Tego wieczoru nie poszła do Jacka, została u matki. Ta pomyślała, że się pokłócili. Od tej pory Zuzanna była ostrożniejsza.

Dwa lata później Nadzieja zachorowała – trudna diagnoza, operacja. Na czas leczenia zostawiła hotel pod opieką Zuzanny, choć były tam starsze pracownice marzące o awansie.

„Łooo!” – gwizdnął Jacek, gdy mu powiedziała. – „Teraz ty rządzisz hotelem, a ja tylko inżynierem jestem.”

„Zawsze dostaję to, czego chcę” – cieszyła się Zuzanna. Nie zauważyła smutku w jego oczach.

Teraz często zostawała po godzinach. Pilnowała przygotowania pokoi, witała ważnych gości. Wiedziała, że personel tylko czeka na jej potknięcie. Czasem spała w hotelu, czasem u matki. Jacek dzwonił, zazdrosny.

„Przeszkadzasz mi!” – odkrzykiwała.

Zapominała oddzwonić, a wieczorem słuchała wyrzutów. Kłócili się, ona uciekała do matki. Nie zauważyła, jak się od niego oddala.

Hotel pochłonął ją całkiem. Wymagała od innych takiego samego poświęcenia. Wiecznie w szpilkach, w eleganckich garsonkach – zawsze gotowa, zawsze profesjonalna. Gdzie się podziała ta uśmiechnięta dziewczyna?

Gdy przychodziła do Jacka, kochali się pospiesznie. Gdy budził ją pocałunkami w szyję, nie wzdychała już z rozkoszy, tylko odwracała się z irytacją.

„Wypij ze mną kawę” – prosił rano.

„Wypiję w hotelu. Mamy nowy ekspres.”

Jacek wzdychał, patrząc, jak znika za drzwiami.

Potem zachorowała matka. Zuzanna nie odstępowała jej na krok. Gdy wyzdrowiała, w końcu przypomniała sobie o Jacku. Zadzwoniła, powiedziała, że tęskni.

„Wyjeżdżam za godzinę. Na centralę.”

„Na długo?”

„Zadzwonię.”

Minął miesiąc. Nie dzwonił, tylko pisał, że przedłuża pobyt. Zuzanna co chwilę sprawdzała telefon.

Gdy wrócił, już nie potrafili się cieszyć sobą. Może zbyt wiele między nimi stanęło.

Czas mZuzanna zamknęła oczy, wsiadła do pociągu i postanowiła, że tym razem to ona napisze nowy rozdział swojego życia – nawet jeśli miała zacząć go zupełnie sama.

Rate article
Fajna Tajna
Bilet w jedną stronę