Spotkanie przyjaciół

Silnik samochodu mruczał uspokajająco, a wnętrze pachniało skórą i odświeżaczem powietrza. Szara asfaltowa droga z białą linią środkową pędziła ku nam i znikała pod kołami. Słońce dopiero wstawało, obiecując ciepły letni dzień. Agnieszka odchyliła głowę na zagłówek i przymknęła oczy.

– Prześpij się. Do celu jeszcze z dwadzieścia minut – powiedział Robert.

– Wolałabym spać w domu, w ciepłym łóżku. W końcu to wolny dzień. Mógłbyś jechać sam. To przecież twoi znajomi – odparła, nie otwierając oczu.

– Co ja tam robiłbym sam? Wszyscy będą z żonami. Myślałem, że ty i Ewa też się lubicie. Poza tym, najlepszy wypoczynek to ten na łonie natury, a nie w łóżku. – Robert zamilkł na chwilę. – Dawno się tak nie widzieliśmy. Pamiętasz, jak kiedyś? Łukasz przyjedzie z młodą żoną. Mówiłem ci o tym? Nie? Wyobraź sobie, wziął ślub. Zobaczymy, kto zdołał tak zdobyć jego serce, że poświęcił dla niej swoją wolność.

Agnieszka zareagowała na tę wiadomość, wyprostowała się i otworzyła oczy.

– Już go widziałeś?

– Tak, ale tylko na szybko, bez szczegółów. A tak by się chciało pogadać jak kiedyś, posiedzieć przy ognisku z gitarą. Ech, było – westchnął Robert.

– I teraz w każdy weekend będziesz się z nimi spotykał – mruknęła Agnieszka.

– No weź, co w tym złego? Znamy się od studiów. Tysiąc lat razem. Jak twojej mamie było źle, Łukasz bez słowa dał pieniądze na operację.

Agnieszka znów opadła na fotel.

– To prawda. Łukasz to porządny facet. Ale Artur z Ewą…

– Co z nimi nie tak? – zdziwił się Robert.

– Zupełnie jakby nie byli rodziną, tylko udawali. Jacyś obcy, nie swoi. Nie wiem, jak to ująć.

– Nie zauważyłem. Dla mnie normalna para. Wiesz, Ewa i Łukasz kiedyś byli razem. Taka miłość, wszyscy myśleli, że się zaręczą już na pierwszym roku. Ale coś im się rozpadło. Ewa wyszła za Artura.

– Nigdy mi nie mówiłeś – Agnieszka odwróciła głowę w jego stronę.

– To było dawno. Wiele wody upłynęło. – Robert zamilkł.

Silnik warczał monotonnie, Agnieszka znów przymknęła oczy. Otworzyła je, gdy auto zjechało z asfaltu na polną drogę. Sosny stały wzdłuż niej gęstym murem, nie przepuszczając promieni słońca.

– Zapomniałam, jakie to tu piękne – zachwyciła się Agnieszka.

– No właśnie – w głosie Roberta słychać było dumę, jakby to on odpowiadał za ten widok.

Brama na posesję była otwarta – czekali na nich. Robert zaparkował obok dwóch innych samochodów przy płocie. Więc wszyscy już są. Z domu wybiegł Łukasz, szeroko rozkładając ręce, jakby chciał objąć ich razem z autem.

– No nareszcie! Już myśleliśmy, że pojedziemy na ryby bez ciebie. – Łukasz objął Roberta i klepnął go po plecach. – A ty się nie zmieniasz. Jak ty to robisz? – zwrócił się z komplementem do Agnieszki. – Po co tyle jedzenia przywieźliście? U nas pełno wszystkiego, na tydzień by starczyło. No dobra, dajcie torby, nie zaszkodzą.

Ruszyli w stronę domu obładowani zakupami. Przed domem już stał grill, obok leżał worek z węglem. W cieniu jabłoni – drewniany stół z wiklinowymi krzesłami.

W drzwiach pojawiły się Ewa z młodą dziewczyną. Niosły w rękach poduszki i koce.

– O! Robert, Agnieszka, cześć! – krzyknęła Ewa.

Zrobiło się głośno i wesoło. Wszyscy mówili naraz, śmiali się.

– No to, dziewczyny, rządźcie tu, a my na ryby – oznajmił Łukasz.

– No proszę… – jęknęła niezadowolona Ewa.

– Będziemy niedługo. Tak, pogadamy po męsku. A wy się nie nudźcie. My swoją robotę zrobiliśmy: mięso zamarynowane, grill przygotowany, zakupy dostarczone. Teraz wasza kolej.

– No to, dziewczyny, wypijemy za znajomość? – Ewa postawiła na stół butelkę czerwonego wina, gdy mężczyźni odeszli.

– O, ja bym wolała białe. Od czerwonego boli mnie głowa – powiedziała najmłodsza i najnowsza w ich gronie Ania.

– Specjalnie dla ciebie przyniosłam. Zaraz przyniosę – odparła Ewa.

– Znasz ją? – spytała Agnieszka Anię, wskazując głową w stronę domu, gdzie poszła Ewa.

– Tak. Była u nas parę razy.

– Naprawdę? – zdziwiła się Agnieszka. – I dawno wróciliście do miasta?

Z rozmowy w samochodzie zrozumiała, że dopiero co wrócili z podróży poślubnej.

– Dwa tygodnie temu – zdążyła odpowiedzieć Ania.

– Ta-daam! – W drzwiach domu pojawiła się Ewa z butelką białego wina.

Kobiety wypiły po kieliszku i zaczęły planować, co przygotować na stół. Procesem kierowała Ewa. Agnieszce wydawało się, że specjalnie gra tę rolę dla Ani. W stylu: ja tu rządzę, byłam tu przed tobą. Ty jesteś nowa, nic nie wiesz. A w ogóle – znAgnieszka spojrzała na nią uważnie i westchnęła cicho, wiedząc, że ta przyjaźń nigdy nie będzie już taka sama.

Rate article
Fajna Tajna
Spotkanie przyjaciół