Nieoczekiwane spotkanie
Jagoda wyszła z biurowca i głęboko wciągnęła w płuca jesienne powietrze, pachnące opadłymi liśćmi i chłodnym porankiem. Choć noce były już zimne, dni wciąż przypominały babie lato – można było jeszcze nosić lekkie sukienki i miękkie sweterki.
Zastanawiała się, co zrobić najpierw: odebrać Piotrusia z przedszkola i razem z nim pójść do sklepu, czy najpierw zrobić zakupy, a potem dopiero zajść po synka? W „Biedronce” zawsze stały półki z drobnymi zabawkami, a Piotruś na pewno zacząłby błagać o jakąś błyskotkę. A pieniędzy przed wypłatą było mało – szkoda wydawać je na coś, co znudzi mu się po pięciu minutach.
Spojrzała na zegarek. Jeśli się pospieszy, zdąży zrobić zakupy, wrzucić torby do domu, a potem pobiec po chłopca. Przyspieszyła kroku.
Szła, nie patrząc na nikogo, zatopiona w myślach i układając w głowie listę zakupów. „Sól koniecznie! Dlaczego zawsze kończy się tak niespodziewanie?” Dwa dni temu specjalnie wyszła po sól, a wróciła z pełnymi torbami… tylko bez soli. Powtarzała w myślach jak mantrę: „Kup sól, tylko nie zapomnij. Marchewka, mleko, jeszcze masło…”
– Jagódka, Nowak! – ktoś krzyknął za jej plecami.
Jagoda zrobiła jeszcze kilka kroków, zanim zatrzymała się i obejrzała. Przed nią stała elegancka kobieta o błyszczących blond lokach.
– Nie poznałaś? A to kto przysięgał na wieczną przyjaźń? – uśmiechnęła się szeroko.
Jagoda usłyszała o przysiędze i dopiero wtedy skojarzyła szkolną koleżankę – Karinę Zawadzką. Nie była już tą chudą nastolatką z warkoczykami, lecz pewną siebie, modnie ubraną kobietą.
Karyna dołączyła do ich klasy w drugiej szkole podstawowej i od razu usiadła obok Jagody. Przyjaźniły się aż do matury. W ósmej klasie przysięgły sobie wieczną przyjaźń. Życie je rozdzieliło. Nic nie trwa wiecznie – nawet najszczersze uczucia.
– Wyglądasz, jakbyś miała pod opieką całą gromadkę dzieci – zauważyła Karina, przyglądając się zmęczonej twarzy Jagody i jej prostej, biurowej stylizacji. Jagoda też czuła, że wypada blado w porównaniu z dawną przyjaciółką.
– Tobie natomiast widzę świetnie się układa – szybko zmieniła temat, by uniknąć pytań.
– Nie narzekam. Drugi raz zamąż poszłam, dzieci jeszcze nie mam. A ty?
W głosie Kariny zabrzmiała nutka smutku, więc Jagoda nie drążyła tematu.
– Nie jestem zamężna, ale nie jestem sama. Mam syna – powiedziała z odrobiną dumy.
– Pewnie już szkołę kończy? A może nawet studia? – Karina uniosła brew.
– Nie, jeszcze do przedszkola chodzi – uśmiechnęła się Jagoda.
– No proszę! Byłaś taka piękna, myślałam, że pierwsza wyjdziesz za mąż. U wszystkich dzieci już dorosłe, a ty dopiero zaczynasz. Chociaż… ty zawsze byłaś taka poukładana, w głowie tylko nauka.
Jagoda poczuła ukłucie przykrości. Karina szybko się zreflektowała.
– No nie dąsaj się, znasz mnie – zawsze gadam, zanim pomyślę.
– Przepraszam, muszę już lecieć po syna – Jagoda zrobiła krok w bok, lecz Karina zatrzymała ją gestem.
– Czekaj! – Wydobyła telefon z torebki. – Podaj numer, umówimy się, pogadamy.
Jagoda wymamrotała cyfry, byle szybciej się uwolnić, po czym ruszyła w stronę przedszkola.
Karina jednak dotrzymała słowa. Następnego dnia zadzwoniła i zaproponowała spotkanie w sobotę, w jakiejś przytulnej kafejce.
– Może być, tylko muszę sprawdzić, czy mama zajmie się Piotrusiem. Oddzwonię – odparła Jagoda z wymuszonym uśmiechem.
„O nie… właśnie przepadł mój wolny dzień. No dobrze, spotkam się, przynajmniej da mi spokój. Już dawno nie mamy ze sobą nic wspólnego” – myślała, wybierając numer matki.
W sobotę siedziały w modnej kawiarence. Jagoda nigdy wcześniej tu nie była – właściwie od narodzin Piotrusia nie wychodziła prawie w ogóle. Czuła się niepewnie. Karina to wyczuła i od razu zamówiła wino, by ją rozluźnić. Trunek okazał się wyjątkowo smaczny. Rozmawiały o szkole, o dawnych kolegach. Karina znała losy niemal wszystkich – kto się ożenił, kto gdzie pracował, ile miał dzieci…
Jagoda piła i słuchała. Gdy tematy się wyczerpały, Karina przeszła do sedna.
– Słuchaj, moja koleżanka z pracy ma syna – w naszym wieku. Programista. Całe dnie spędza przed komputerem, zero znajomych kobiet. Żadnych nałogów, zarabia dobrze. W sumie – dobra partia. A jego matka marzy o wnukach. Łapiesz, o co chodzi? Powinnam was poznać.
– Nie musisz mnie z nikim swatać – Jagoda ostro postawiła kieliszek. – Wyglądam, jakbym desperacko szukała faceta? Nawet takiego, którego własna matka próbuje na siłę ożenić?
– Nie odrzucaj od razu. Nawet go nie widziałaś – próbowała tłumaczyć Karina.
– Skoro taki wspaniały, czemu jeszcze samotny? Coś z nim nie tak? – Jagoda złagodniała.
– Była jakaś nieudana miłość. No wiesz… jak przysłowiowe mleko i woda. Teraz boi się powtórki. Tak jak ty.
– To jego problem. Spotkania powinny być spontaniczne, a nie zaplanowane. Liczyłam, że po prostu porozmawiamy, a ty mnie swatała – w głosie Jagody zabrzmiała obraza.
– Pomyśl jednak. Synkowi przydałby się ojciec…
– Właśnie dlatego – mam już jedno dziecko, nie potrzebuję drugiego. I proszę, zmieńmy temat.
Karina westchnęła.
– No dobrze, tylko chciałam pomóc. Jeśli nie chcesz – twój wybór.
Jagoda w końcu się zgodziła. Czemu nie spróbować?
W następną niedzielę po śniadaniu zawiozła Piotrusia do babci, starannie ułożyła włosy, delikatnie podkreśliła oczy i ubrała się skromnie. Nie zamierzała się przerabiać ani nikogo uwodzić.
Miała już wyjść, gdy uświadomiła sobie, że nie wie, jak wygląda jej „randkowicz”. Jak go rozpozna? Zadzwoniła do Kariny.
– Cholera! Nie pamiętam. Chyba Mateusz? Albo Jan? Wiem tylko, że imię z Ewangelii.
– Co?! – Jagoda aż podskoczyła. – Tylko tego mi brakowało!
– PamiętamMężczyzna, którego przypadkowo poznała w kawiarni, okazał się być nie tym, kogo zaplanowała jej Karina, lecz człowiekiem, który naprawdę docenił jej szczerość i pokochał ją taką, jaką była, wraz z Piotrusiem, przekonując ją, że czasem najlepsze rzeczy przychodzą przez pomyłkę.



