– To ty to wszystko zaplanowałaś, babciu? – zapytała Julka, patrząc na portret.
Po kłótni z mężem Julka nie spała całą noc. Czuła, że coś jest nie tak w ich związku, ale kiedy wieczorem wrócił do domu i wyznał, że kocha inną, nie była gotowa na taki obrót spraw. Wyszedł, a ona długo płakała i użalała się nad sobą.
Raz chciała go odzyskać – ale znaczyłoby to wybaczyć zdradę. A Julka nie była pewna, czy po tym wszystkim nadal mogłaby ufać Krzysztofowi.
Innym razem marzyła o zemście – żeby i on poczuł cierpienie. Ale miłość nie znika od razu, nawet po zdradzie. Zostawiła więc ten pomysł na później, skupiając się na tym, jak żyć dalej.
Tuż przed świtem przypomniała sobie, jak rodzice co lato wysyłali ją do babci do małego miasteczka pod Warszawą. Tam była szczęśliwa. Jakby wrócić w przeszłość, znów stać się tą małą dziewczynką…
Ale babcia zmarła trzy lata temu. Julka nie pamiętała, by rodzice sprzedali mieszkanie. Może miała jeszcze innych krewnych, którzy tam teraz mieszkają? Trzeba zapytać mamę. Z tą myślą w końcu zasnęła.
We śnie zobaczyła park niedaleko domu babci. Babcia, w kremowym płaszczu i słomkowym kapeluszu, siedziała na ławce i patrzyła, jak Julka z jakimś chłopcem bawią się ze szczeniakiem. *„Wiedziałam, że przyjedziesz, czekałam”* – nagle powiedziała babcia, patrząc prosto na nią. Nie na tamtą małą Julkę, ale na tę dorosłą, dziś.
Od tego spojrzenia Julka się obudziła. Sen był tak realny, że przez długą chwilę czuła obecność babci.
Im więcej o nim myślała, tym bardziej była pewna: to znak. Skoro babcia na nią czekała, musi jechać.
– Mamo, co się stało z mieszkaniem babci po jej śmierci? Nie sprzedaliście go? Nikogo tam nie ma? – spytała wieczorem.
– Oczywiście, że nie. Skąd ci to przyszło do głowy? Babcia nie miała innych krewnych. Zostawiła list – mieszkanie należy do ciebie.
– Czyli mogę tam zamieszkać? – ucieszyła się Julka.
– Nie rozumiem! Chcesz uciec pod Warszawę? I co tam będziesz robić? Co za kaprys? – oburzyła się mama.
– Mamo, nie mogę tak żyć. Przeszkadzamy sobie. Muszę odpocząć, poukładać myśli…
Mieszkanie, w którym żyli z mężem, było prezentem od jego rodziców. Julka nie mogła tam zostać, więc wprowadziła się do mamy. Po dwóch latach samodzielności ciężko było znosić jej rady i komentarze o tym, że Krzysiek się opamięta, wróci, a takiego męża już nie znajdzie…
– Ale to stare mieszkanie, wymaga remontu. Pojedź na wakacje, jeśli chcesz odpocząć!
Gdyby nie ten sen, pewnie by pojechała. Ale teraz nie dawał jej spokoju.
– A klucze masz?
– Gdzieś były… – Mama przeszukała szufladę. – O, chyba to one. – Podała Julce dwa klucze. – Twój tata się tym zajmował. Powinnam była je dawno sprzedać…
– Pojadę, zobaczę, a potem zdecydujemy, dobrze? – Julka zacisnęła dłoń na kluczach.
– Naprawdę chcesz tam jechać? A praca?
– Wezmę urlop. Nie próbuj mnie odwieźć – muszę stąd wyjechać.
Nazajutrz Julka, z “przeziębieniem”, poszła do szefowej po urlop. Ta, współczując “zdradzonej”, podpisała wniosek, mówiąc, że “wszyscy faceci to świnie”.
Wieczorem spakowała kilka rzeczy, a rano wsiadła w pociąg. Po pięciu godzinach taksówka zatrzymała się przed starym ceglanym blokiem. Na drugim piętrze stanęła przed brązowymi drzwiami.
Ogarnęły ją wątpliwości. Nie da się wrócić do przeszłości, babci nie ma, a od siebie nie ucieknie. Ale była zmęczona – może jutro wróci? Klucz obrócił się gładko.
Wewnątrz powitały ją znajome sprzęty, stęchłe powietrze i cisza. Bez babci wszystko wydawało się obce. Otworzyła okna, przeszła się po pokojach, potem wzięła się za sprzątanie.
Kiedy padła na kanapę, nie miała sił nawet na prysznic. Nie zostało jej też energii na żale o Krzysztofa.
Gdy w końcu zebrała się pod prysznic, rozdarł powietrze piskliwy dzwonek.
Za drzwiami stała pulchna kobieta po pięćdziesiątce, z kręconymi blond włosami i szerokim uśmiechem.
– Dzień dobry! To pani nowa lokatorka? Słyszałam hałas…
– Nie, jestem wnuczką Heleny Nowak. Przyjechałam…
– Julka?! – kobieta aż podskoczyła. – To ja, Lucyna! Pamiętasz mnie? Bawiłaś się z moim Darkiem! Szkoda Heleny, taka dobra dusza…
Lucyna mówiła bez przerwy, nie zauważając, że Julka milczy.
– Od lat tu nie byłaś! A mój Darko właśnie się żeni… Kupilibyśmy to mieszkanie. Tak wygodnie, gdy syn mieszka obok… Szkoda, że przyjechałaś. Oczywiście, cieszę się, ale szkoda… – wreszcie wzięła oddech.
– Ojej, zagadałam się! Jeśli czegoś potrzebujesz, jesteśmy obok. – W końcu poszła, ku uldze Julki.
Po jej wizycie rozbolała głowa. Julka wzięła prysznic, wypiła herbatę i poszła po nowe zasłony – stare były żółte i nie do uratowania.
Następnego dnia obudziła się późno, obolała po sprzątaniu. Za to przez nowe zasłony wpadało radosne, czerwcowe słońce.
W łazience kapał kran, zostawiając rdzę. Julka próbowała go dokręcić, ale bez skutku. Wspomniała słowa Lucyny i postanowiła poprosić o pomoc jej męża.
Drzwi otworzył sam Zbigniew – wysoki, chudy, zupełne przeciwieństwo pulchnej Lucyny. Zabrał narzędzia i naprawił kran.
– Wymieniłem uszczelki – posłuży jeszcze lata! – obwieścił z dumą.
Julka zaproponowała herbatę. Gdy rozlewała napar, znów rozległ się piskliwy dzwonek.
– Dzisiaj kupię nowy… – warknęła, idąc do drzwi.
Stała tam Lucyna, od razu tłumacząc, że przyszła sprawdzić męża (leżał z korzonkami), ale zapomniała kluczy w pracy, a Zbyszek nie otwierał, pewnie poszedł do lekarza…
Julka wpuściła ją, licząc, że zabierze męża. Ale Lucyna, zachwycona zmianami w mieszkaniu, nie zamierzała się zatrzymywać.
– Skąd dwie– A dlaczego dwie filiżanki? Gość był? – zdziwiła się Lucyna i nagle domyśliła się, z kim Julka piła herbatę – A ty stary kozie… Wychodź tu zaraz! Zaraz ci te korzonki wyleczę! – zaczęła przeszukiwać mieszkanie, zaglądając nawet za firanki, podczas gdy Julka tłumaczyła, że Zbigniew tylko kran naprawiał, ale Lucyna już biegła do siebie, by dać mężowi burę, a Julka, patrząc na zdjęcie babci, która jakby mrugnęła do niej z portretu, pomyślała, że jednak czasem warto posłuchać podszeptów losu.



