— Postanowiłaś urodzić dziecko bez męża? Nie wstydzisz się, mamo? — z wyrzutem zapytała Zosia.
Tuż po balu maturalnym Zosia złożyła dokumenty na studia. Nie miała wątpliwości, że się dostanie. Wyniki z matur były wysokie, nawet z zapasem, patrząc na poprzednie roczniki.
Lato tego roku było upalne. Przyjaciółka zaproponowała wyjazd do ciotki w Sopocie. Kusiły dwie, może trzy tygodnie nad morzem, bez rodzicielskiej kontroli, zanurzenie się w dorosłe życie. Ale gdy do wyjazdu został tylko dzień, Zosia zaczęła się denerwować. Nie dlatego, że po raz pierwszy jedzie bez mamy. Tylko dlatego, że przez ten czas nie zobaczy Krzysztofa.
Jeśli, jej mamie, niedawno skończyły się trzydzieści siedem lat. Z mężem rozstała się, gdy Zosia miała trzy lata. Ojca dziewczyna nie pamiętała. I właściwie nie było co pamiętać. Pobrali się młodzi, nie znając się dobrze. Dlatego nie wytrzymali pierwszej poważnej próby: nieprzespanych nocy, płaczącego dziecka, braku pieniędzy i wzajemnych pretensji.
Gdy Zosia podrosła, Jeśli próbowała ułożyć sobie życie. Ale albo kandydaci nie chcieli wychowywać cudzego dziecka, albo oni nie podobali się Zosi.
Dwa lata temu w życiu Jeżeli pojawił się Krzysztof. Często przychodził do nich, choć nigdy nie został na noc. Przynajmniej Zosia tego nie zauważyła. Z Krzysztofem było ciekawie i wesoło. Dawał jej prezenty, a na ostatnie urodziny wręczył ogromny bukit czerwonych róż.
I Zosia się zakochała. Krzysztof był dwa lata młodszy od Jeżeli. Nieznaczna różnica, ale Zosia myślała inaczej. Uznała, że pasuje do niego bardziej niż mama. Każde jego spojrzenie odbierała jako oznakę zainteresowania. Cóż, była dwa razy młodsza od mamy, miała dopiero osiemnaście lat. Jeśli miałby wybierać między nią a mamą, wybrałby ją. Tak sobie tłumaczyła. I desperacko zazdrościła mamie Krzysztofa.
Przez czas, gdy ona będzie się opalać i kąpać w morzu, może się wszystko zdarzyć. Na przykład oświadczy się mamie. I wtedy dla Zosi Krzysztof będzie już na zawsze stracony.
W przeddzień wyjazdu mama krzątała się w kuchni, a Zosia wciąż myślała, jak wyznać Krzysztofowi miłość.
— Zosia, skocz do sklepu. Zapomniałam kupić ser, a majonezu zostało mało — poprosiła mama, wyglądając z kuchni.
— Mamo, jeszcze nie spakowałam wszystkiego — odparła Zosia.
Mama westchnęła i poszła sama.
Kilka minut później rozległ się dzwonek. Krzysztof! Serce Zosi zabiło mocniej. To była szansa, by porozmawiać z nim bez mamy.
Zosia przyjęła go jak gospodyni. Posadziła na kanapie, prowadziła niezobowiązujące rozmowy, w końcu włączyła telewizor i usiadła obok. Spojrzał na nią, ale nie odsunął się.
Ich ramiona się stykały, a Zosia nie mogła opanować emocji. Nagle objęła jego rękę, przytuliła się bliżej. Jego policzek znalazł się tuż przy jej ustach. Nigdy jeszcze nie siedziała tak blisko, nie wdychała jego zapachu, przebijającego się przez woń wody kolońskiej.
To ją upoiło, dodało śmiałości. Pocałowała go w policzek. Krzysztof nie odskoczył, tylko odwrócił głowę i wstał. Zosia zobaczyła w jego oczach zakłopotanie. Nagle poczuła wstyd. Wymyśliła sobie wszystko. Dla niego była tylko córką Jeżeli. Spuściła wzrok, policzki jej płonęły.
W zamku przekręcił się klucz. Jeśli Krzysztof chciał coś powiedzieć, moment minął. Do pokoju wpadła Jeśli, zdyszana.
— Krzysztof! Już jesteś? Wyobraź sobie, zapomniałam sera. A przy kasie przypomniałam sobie o majonezie. Z tym wyjazdem Zosi wszystko mi się miesza. Zaraz przygotuję sałatkę i zjemy kolację — mówiła, uśmiechając się.
Patrzyli na siebie z czułością. Serce Zosi pękało z bólu, rozczarowania i zazdrości. Na nią Krzysztof tak nie patrzył. Zerwała się z kanapy i uciekła do swojego pokoju.
— Co się z nią dzieje? — zdziwiła się Jeśli. — Coś się stało?
— Co tam przygotowałaś na kolację? — Krzysztof odwrócił jej uwagę.
— Och, pewnie jesteś głodny. Już podaję. — Wyszła do kuchni, ale w drzwiach się zatrzymała. — Mam dla ciebie wiadomość. Powiem po kolacji. — I zniknęła.
— Ciekawe, co to — mruknął Krzysztof, rozmyślając o pocałunku Zosi.
A Zosia stała za drzwiami, próbując uspokoić serce i modląc się, by Krzysztof już wyszedł. Bała się spojrzeć mu w oczy, wstydziła się swojego impulsu.
Ale gdy mama zawołała ją na kolację, podeszła, usiadła naprzeciw Krzysztofa, nie podnosząc wzroku. On opowiadał coś, a mama się śmiała. W końcu Zosia spojrzała. Zachowywał się, jakby nic się nie stało. I ona też zaczęła się śmiać, tak jak kiedyś, gdy Krzysztof był tylko mamą.
A jednak między nimi było coś, choć trwało tylko chwilę. I to nie dawało jej spokoju.
— Co chciałaś mi powiedzieć? — zapytał Krzysztof, gdy Jeśli sprzątnęła talerze.
— Poczekaj, powiem po kolacji — odparła, kokieteryjnie mrużąc oczy.
Zosi nie podobało się, gdy mama zachowywała się jak nastolatka.
— Zosia jutro rano wyjeżdża nad morze, sama. Już dorosła, nie mogę się przyzwyczaić. Martwię się. Może źle robię, że ją puszczam? — powiedziała, nie zwracając się do nikogo konkretnego.
— Nie jadę sama, z przyjaciółkami. I będziemy pod opieką dorosłych — poprawiła Zosia, drażniąc się, że mama wciąż ją infantylizuje.
— Zosia jest rozsądna, nic jej nie będzie. Prawda? — Krzysztof spojrzał na nią, a jej serce drgnęło. — Poza tym, co w mieście robić latem?
— No tak, trzy tygodnie nie będę wam przeszkadzać w spotkaniach — rzuciła wyzywająco.
— Zosia! Przestań. Co się z tobą dzieje? — zdziwiła się mama.
— Nic — burknęła i wstała, przeciągając krzesło po kafelkach, by irytować mamę.
Wyszła, nie patrząc na nich. Słyszała tylko przyciszone głosy z kuchni.
Gdy Krzysztof wyszedZ czasem mały Felek stał się ich wspólnym światłem, a ból po Krzysztofie zelżał, lecz nigdy nie zniknął całkiem.



