„Jak bardzo się zmienił. Gdyby był nieco bogatszy i pracował w renomowanej firmie, być może bym się w nim zakochała.”

Wspominam tamten czas, gdy w małej wsi pod Krakowem życie toczyło się swoim spokojnym rytmem. „Gdyby tylko był trochę bogatszy, pracował w prestiżowej firmie, może bym się w nim zakochała” – pomyślała Weronika, patrząc na niego ukradkiem.

„Słuchaj, Kacper, zostajesz tu za mnie. Jeśli coś się wydarzy, dzwoń. Nie lecę przecież na Księżyc, będę w kontakcie” – powiedział Marek, wyciągając rękę do swojego zastępcy i przyjaciela.

„Spokojnie, nie martw się. A tak przy okazji, nie powiedziałeś jeszcze, gdzie jedziesz na urlop. Na Majorkę, czy może do Egiptu?” – Kacper uścisnął jego dłoń.

„Nie mówiłem? Do matki jadę. Dach trzeba naprawić, płot poprawić. Za życia ojciec pilnował domu, a gdy odszedł, wszystko zaczęło się sypać. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio siedziałem z wędką nad rzeką.”

„Ja nigdy nawet nie byłem na rybach. Prawdziwy mieszczuch. Zazdroszczę ci trochę” – westchnął Kacper. „Jak wrócisz, opowiesz mi wszystko” – zawołał jeszcze, gdy Marek już wychodził.

Marek jechał do domu z uśmiechem na twarzy. Cieszył się, że już jutro rano będzie daleko od hałaśliwego i zakurzonego miasta. Przytuli matkę, wciągnie świeże powietrze dzieciństwa.

Dorastał w małej wsi. Matka była nauczycielką, ojciec pracował jako murarz. Mały Marek często pomagał ojcu na budowie i nauczył się wielu rzeczy. Ojciec marzył, że syn pójdzie w jego ślady. Ale Marka fascynowały komputery, nowe technologie. Uczył się łatwo. Gdy skończył szkołę, oznajmił, że we wsi nie ma dla niego przyszłości – chce jechać do Warszawy i osiągnąć więcej niż tylko być murarzem, jak chciał ojciec.

„Jak to nie ma przyszłości? Wieś się rozwija, murarze zawsze będą potrzebni. Chleba ci nie zabraknie. Chcesz, to ci dom postawimy nowoczesny? Ożenisz się, dzieci będą biegać po podwórku” – przekonywał ojciec.

„Za wcześnie na żonę. Najpierw muszę stanąć na własnych nogach” – zbywał go Marek.

Ojciec się denerwował, kłócił się. Ale matka cierpliwie go uspokajała i wspierała syna.

„Nie podcinaj mu skrzydeł. Niech spróbuje. Jest mądry, jeszcze będziemy z niego dumni” – przekonywała męża.

Rodzice dali mu pieniądze na start i wypuścili w świat. Marek studiował i pracował na budowie. Z czasem osiągnął wszystko, o czym marzył.

W szkole zakochał się w Weronice, śmiesznej, zadziornej dziewczynie. Nie była orłem w nauce, marzyła o własnym salonie fryzjerskim. Każde z nich miało swoje plany. Rozjechali się w różne strony, mając nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkają.

Gdy Marek przyjeżdżał na wakacje, okazywało się, że Weroniki już nie ma.

Mógł pójść do jej matki, poprosić o numer telefonu, adres… ale tego nie zrobił. Miłość mogła przeszkodzić w realizacji marzeń. Gdyby się pobrali, przyszłyby dzieci, trzeba by zarabiać na chleb, a nie dążyć do celu. Nie, najpierw musiał osiągnąć sukces – założyć firmę, kupić dom, samochód… Dopiero potem.

„Uważaj, byś czasu nie przegapił. Weronika może na ciebie nie zaczekać” – mawiał ojciec.

„Nie szkodzi, są inne dziewczyny” – odpowiadał Marek.

Ale inne go nie interesowały.

Teraz miał już wszystko, o czym marzył. Piękny dom w dobrej dzielnicy, drogi samochód, biznes, który przynosił spore zyski. Mógł wreszcie pomyśleć o żonie. Kobiet nie brakowało. Ale one chciały go razem z domem, samochodem, pieniędzmi. A on pragnął, by kochały go dla niego samego.

Przyjeżdżając do rodziców, w głębi serca liczył, że spotka Weronikę. Opowiadał im o sobie oszczędnie. Żyli skromnie, bez luksusów, uczciwą pracą zarabiając na życie. Tego samego oczekiwali od syna. Gdy mówił o swoich sukcesach, ojciec marszczył brwi, a matka niespokojnie mrugała. Czy można w uczciwy sposób zdobyć mieszkanie w Warszawie, wybudować dom?

„Łamiesz prawo? Czy tego cię uczyliśmy? Wolałbym, żebyś był murarzem, niż żebym musiał się za ciebie wstydzić” – gderał ojciec.

Dlatego Marek przyjeżdżał do nich starym, skromnym samochodem, który pożyczał od znajomych w zamian za swoją nową „Audi”. Albo przyjeżdżał pociągiem. Mówił krótko, że pracuje jako informatyk. Ojciec kiwał głową z aprobatą i dumą.

Tym razem też nie zmienił swojego zwyczaju, choć ojciec odszedł trzy lata temu. Zostawił „Audi” w garażu, kupił bilet na pociąg i ubrał się zwyczajnie.

Dostał miejsce na dolnej półce, ale górne miała zająć starsza pani. Marek bez wahania się zamienił. Kobieta dziękowała mu przez całą podróż.

Leżąc na górnej półce, patrzył przez okno. Za szybą mijały lasy, pola, rzeki. Wspominał, jak wiele lat temu jechał po raz pierwszy do Warszawy. Pod stukot kół łatwo się myśli i wspomina.

Wieś wydała mu się maleńka i bajecznie piękna. Powietrze było świeże, drzewa miały soczyste, zielone liście, nie jak te smutne, przykurzone rośliny z miejskich ulic. W ogródkach kwitły kwiaty, ciesząc oczy.

Wszedł na podwórko rodzinnego domu. Matka go zobaczyła, klasnęła w dłonie, w oczach zabłysły jej łzy.

„Synku, co za radość! A ja nie spod„Cieszy mnie, że cię widzę” – powiedziała, patrząc na niego z czułością, choć wiedziała, że te chwile są już tylko wspomnieniem, a ich drogi rozeszły się na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
„Jak bardzo się zmienił. Gdyby był nieco bogatszy i pracował w renomowanej firmie, być może bym się w nim zakochała.”