Zatańcz ze mną

**Mój pamiętnik: Taniec, który wszystko zmienił**

Od pierwszego dnia, gdy tylko Ola dołączyła do naszego biura w Warszawie, wiedziałem, że jest wyjątkowa. Wysoka, szczupła blondynka o bursztynowych oczach – od razu przykuła uwagę wszystkich. Kobieca część zespołu szybko podzieliła się na dwa obozy: jedne przekonywały, że to farbowane włosy („takie oczy nie występują u naturalnych blondynek!”), inne twierdziły, że to kolorowe soczewki. Czas mijał, a Ola wciąż wyglądała tak samo. Czasem zakładała okulary, co tylko podsycło spekulacje.

Nie tylko ja ją zauważyłem. Był też Krzysiek, nasz biurowy podrywacz. W przeciwieństwie do mnie – nieśmiałego Krzysia Kowalskiego – on od razu zaczął działać. Kawy w pracy, obiady w pobliskiej pierogarni, a potem propozycja podwiezienia samochodem. Gdy to usłyszałem, serce ścisnęło mi się z zazdrości. Jak ja mogę konkurować z Krzysiem? On miał urok, dowcip i tę nieznośną łatwość zjednywania sobie kobiet. Choć prawda była taka, że po zdobyciu dziewczyny szybko tracił zainteresowanie. Tym razem jego ofiarą padła Ola, pozostawiając za sobą płaczącą w toalecie Magdę, która już knuła zemstę.

A ja? Byłem po prostu Krzyśkiem – wysokim, nieco ociężałym, z okularami w grubej oprawie i workowatymi koszulami. Moja znajomość komputerów była jedyną rzeczą, która wyróżniała mnie w pracy.

„Krzyś, pomóż! Zawiesił mi się system!”
„Kowalski, ty geniuszu! Sam bym się z tym męczył godzinami, a ty w pół godziny ogarnąłeś. Naleje ci wódki!” – obiecywał któryś z kolegów, choć wszyscy wiedzieli, że nie piję. Wolałem podziękowania od dziewczyn – zwłaszcza gdy całowały mnie w policzek, a ja wtedy czerwieniłem się jak burak.

Tak naprawdę nazywałem się Krzysztof, ale ktoś kiedyś rzucił „Krzyś” i tak już zostało. Nawet jak się wkurzałem, że to dziecinne, Krzysio tylko klepał mnie po plecach: „Spoko, pasuje ci!”. I nigdy nie wiedziałem, czy to komplement, czy podpuszczanie.

Nie byłem jakimś bogatym dziedzicem. Mama wychowywała mnie sama. Gdy spytałem o ojca, nie kłamała – powiedziała, że urodziła mnie dla siebie, pod koniec swojej młodości. Była drobna, niepozorna i samotna. Pewnego wieczoru koleżanka zaprosiła ją na imprezę, gdzie poznała młodego chłopaka. On ją odprowadził, została zaproszona na kawę… i tak się zaczęło. Nikomu nie powiedziała, kto był moim ojcem. Po co mu było psuć życie? Gdy urodziła syna, dała mi imię po swoim dziadku.

Rosłem spokojny, zawsze w komputerach. W szkole zamiast grać jak inni, uczyłem się programować. Mama wzięła kredyt, kupiła mi lepszy sprzęt. Po studiach zacząłem dobrze zarabiać, a ona przeszła na emeryturę i zajęła się gotowaniem. Pączki, pierogi, placki – jadłem, a moja waga rosła. Sport? Nie dla mnie.

Ale potem pojawiła się Ola. Pierwsza dziewczyna, na którą spojrzałem inaczej. Straciłem sen, apetyt. Pobierałem jej zdjęcia z Facebooka i wpatrywałem się w nie godzinami. A ona nawet nie zauważała mojej obecności.

Pewnego dnia… celowo zepsułem jej komputer. Musiała przyjść po pomoc. Udawałem, że coś skomplikowanego się stało, a ona gryzła wargi z niecierpliwości. W końcu „naprawiłem” usterkę.

„Dziękuję! Mogę ci się jakoś odwdzięczyć?” – rzuciła lekkomyślnie.
„Naprawdę? Wszystko?” – spytałem, patrząc na nią dziwnie.
„No… w granicach rozsądku” – dodała szybko. „Kino? Kolacja?”
„Wszystkie filmy już obejrzałem. Ale za tydzień mamy firmową imprezę. Zatańczysz ze mną?”
„Z tobą? Umiesz tańczyć?” – zdziwiła się. „Dobrze, obiecuję.”

Na imprezie, gdy przyszła pora na tańce, Krzysio porwał Olę, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Wróciłem do domu sam.

Następnego dnia Ola przeprosiła: „Czemu tak wcześnie wyszedłeś? Przecież miałam z tobą zatańczyć.”
„Rozumiem. Nie jestem przystojny jak Krzysio. Myślałem, że jesteś inna.”
„Krzyś, jesteś mądry, dobry… ale musisz trochę schudnąć. Próbowałeś soczewek? Lepiej się ubrać? Dziewczyny też patrzą na wygląd.”

Zaczęło się od rezygnacji z mamowych pączków. Potem trafiłem na ogłoszenie o kursie tańca. Zadzwoniłem – odezwał się miły głos kobiecy.

„Jestem za gruby?” – spytałem, gdy przyszedłem.
„Nieważna waga. Liczy się chęć” – powiedziała Laura, moja nowa nauczycielka. Była starsza, niż myślałem. Nie chuda, ale pełna energii. Uczyła mnie cierpliwie, nawet gdy deptałem jej po nogach.

Zaczęły się zmiany. Spodnie stały się za luźne. Krzysio zauważył: „O, chudniesz! Zakochałeś się?”

Kupiłem nowe rzeczy, soczewki, buty. Laura pomogła mi wybrać styl.

„Teraz podobałbym się dziewczynie?” – spytałem.
„Przyszedłeś tu przez nią?”
„Tak.”
„Na pewno ci się spodoba” – odparła, ale w jej głosie zabrzmiał smutek.

Na wiosennej firmówce Ola przypomniała sobie o obietnicy. Tańczyliśmy, a wszyscy patrzyli zdumieni. Nawet Krzysio podszedł: „Nauczysz mnie?”

Ale ja… wyszedłem wcześniej. Pojechałem do Laury.

„Udało się?” – spytała.
„Tak. Dzięki tobie.”
„A Ola?”
„Nie ona… to ty dałaś mi wiarę w siebie.”
Pocałowałem ją.

„Krzyś, jestem starsza…”
„Czy to ważne?”

Napisałem w sieci o mojej przemianie. Laura znalazła nowych uczniów. A ja? Zrozumiałem, że nie warto gonić za czymś, co nie jest dla nas. Czasem szczęście znajduje nas samo.

Rate article
Fajna Tajna
Zatańcz ze mną