**Uciekinierka**
Jakub wysiadł z pociągu, pożegnał się z konduktorką i ruszył w stronę starego, parterowego budynku dworca. Wewnątrz znajdła się jedna wielka hala. Wzdłuż ścian stały kasy biletowe, kioski z gazetami i napojami, a na środku rzędy żelaznych krzeseł pospawanych w ryzy. Po lewej od drzwi – niewielki bufet z pulchną kobietą za ladą. Około dziesięciu osób siedziało, czekając na swoje pociągi.
— Młody człowieku, daj sto złotych, brakuje mi na bilet — powiedziała kobieta o nieokreślonym wieku, która podeszła do niego.
Twarz miała czerwoną, makijaż nierówno nałożony. W nos uderzył zapach alkoholu.
— Może lepiej kupię pani coś do jedzenia? — zaproponował Jakub, chwycił kobietę pod łokieć i chciał poprowadzić do bufetu, ale ta wyrwała rękę.
— Zostaw mnie! A wyglądał na porządnego człowieka — krzyknęła na całą halę.
Rozmowy na moment ucichły, wszystkie twarze zwróciły się w ich stronę, lecz zaraz odwróciły, a gwar znów się podniósł.
— A idź se… — Kobieta odeszła od Jakuba.
Uśmiechnął się pod nosem i podszedł do bufetowej.
— Dobrze zrobiłeś, młody, że nie dałeś jej forsy. Codziennie tu żebrze. Zupełnie się stoczyła. A była taka ładna. Cóż to miłość z ludźmi robi. — Kobieta westchnęła i pokiwała głową. — Kawa z drożdżówką? — zaoferowała.
— Nie, dziękuję. Muszę do wsi Kwietniówki. Gdzie tu staje autobus?
— Do Kwietniówki dziś już nie będzie. Jutro rano o piątej trzydzieści. — Bufetowa zauważyła, że Jakub się zmartwił. — Na zewnątrz stoją prywatni kierowcy. Wieczorami dorabiają sobie, ale biorą drogo.
— Dzięki. — Jakub chwycił porządniej dużą sportową torbę i wyszedł.
Na dworze szybko zrobiło się ciemno. Wyciągnął z kieszeni kurtki telefon, wybrał numer i przyłożył do ucha. Nikt nie odebrał.
Nagle obok budynku zatrzymało się srebrne Lancia. Wysiadła z niego dziewczyna i przebiegła obok Jakuba do środka dworca. Wydała mu się mgliście znajoma. Skąd? Był tu pierwszy raz, nie mógł jej znać. Jakub wrócił do hali. Dziewczyna rozmawiała z bufetową. Podszedł do nich.
— Może herbatki? — spytała bufetowa dziewczynę.
— Dziękuję, ciociu Broniu, muszę jechać. — Odwróciła się i wpadła na Jakuba. — Przepraszam, nie zauważyłam pana.
Jakub zobaczył błękitne jeziora jej oczu, dołeczki w pulchnych policzkach i zrozumiał, że piękniejszej kobiety nie widział.
— A właśnie, Wojtek jedzie do Kwietniówki. Wojtek, podwieź chłopaka — powiedziała kobieta.
Dziewczyna przyjrzała się Jakubowi uważnie.
— Do widzenia, ciociu Broniu. Jedziemy — rzuciła Jakubowi i ruszyła do wyjścia.
Ledwo za nią nadążył. Wiola otworzyła drzwi od strony pasażera i wyciągnęła dużą torbę.
— Pozwól, pomogę — Jakub wyciągnął rękę.
— Nie trzeba. W środku welon i kwiaty — uśmiechnęła się, a na jej policzkach zatańczyły dołeczki. — Lepiej otwórz tylne drzwi.
Wiola postawiła torbę na tylnym siedzeniu i odwróciła się do Jakuba.
— Wsiadaj.
— Chwila. Wiola! Myślałem, skąd znam twoją twarz. Na żywo wyglądasz jeszcze lepiej — dopowiedział pospiesznie, widząc jej zdziwienie. — Ja przecież do was z Krzysztofem na wesele jadę. Służyliśmy razem. Tylko on mnie nie spotkał i nie odbiera telefonów.
— Bo dzisiaj ma kawalerskie. — Na policzkach Wioli znów pojawiły się dołeczki.
— Widziałem cię na zdjęciu, Krzysiek pokazywał — dodał Jakub.
Samochód jechał wąską drogą, wijącą się wśród lasu. Światło reflektorów odpychało ciemność, wpychało ją za drzewa po bokach szosy.
— Nie boisz się jeździć sama nocą przez las? — spytał Jakub.
— Nie. I rzadko jeżdżę sama. Po prostu dziś Krzysiek nie mógł ze mną pojechać do miasta.
— A w waszej wsi nie było kwiatów? — zainteresował się Jakub.
— Były, oczywiście. To bukiet panny młodej. Chciałam coś wyjątkowego. — Wiola wpatrywała się uważnie w drogę.
— Jak to szybko, z tym weselem. Zaledwie rok po wojsku. — Jakub poczuł zażenowanie, że wtrąca się nie w swoje sprawy.
— Umówiliśmy się z Krzysiem jeszcze przed wojskiem, że kiedy wróci, pobierzemy się — odpowiedziała wesoło Wiola.
Jakub nie mógł oderwać wzroku od jej dołeczka.
— Więc wychodzisz za mąż z umowy? Nie z miłości? — spytał cicho.
— Z miłości też — odparła Wiola, nie zauważając jego osądzającego tonu.
Przez chwilę jechali w milczeniu.
— Dobrze prowadzisz — przerwał ciszę Jakub.
— Krzysiek nauczył mnie jeszcze w szkole. Gdzie cię podrzucić we wsi? Do hotelu?
— Pewnie tak — odparł Jakub.
— Wiesz co? Zawiozę cię od razu do knajpy na kawalerskie, tam się dogadacie z Krzysiem — zaproponowała Wiola.
— Do knajpy z torbą jakoś niekomfortowo — zawahał się Jakub.
— To może wezmę ją do siebie. Rano odbierzesz. Więc do knajpy? — spytała Wiola, rzucając na niego szybkie spojrzenie.
— Więc do knajpy — uśmiechnął się Jakub, zgadzając się.
Patrzył na wymykającą się spod świateł ciemność przed maską i przypomniał sobie, jak kiedyś u Krzysztofa zobaczył zupełnie inne zdjęcie.
— Kto to? — spytał, patrząc na piękną rudowłosą dziewczynę z przymglonym wzrokiem.
— Podoba ci się? — Krzywo się uśmiechnął Krzysiek. — Odpuść sobie. — I wyrwał zdjęcie z rąk Jakuba.
— Wiola jest ładniejsza — powiedział wtedy Jakub.
Krzysiek nie odpowiedział. A wieczorem w koszarach opowiadał, ile miał dziewczyn przed wojskiem. „Tylko palcem kiwnę, a już jest moja” — przechwalał się, uśmiechając.
Krzysiek to porządny chłopak, ale jego przechwałki drażniły Jakuba. Zrobiło mu się szkoda Wioli. BędJakub pocałował Wiolę w czoło, a ich córeczka wyciągnęła rączki, by objąć oboje rodziców, i w tej chwili zrozumiał, że najważniejsza podróż jego życia skończyła się dokładnie tam, gdzie powinna.



