Dwie Noce i Dzień Pełen Tajemnic

Dwie noce i jeden dzień

Weronika co chwila spoglądała na zegarek. Czas wlókł się jak ślimak, leniwie i opornie. Do końca pracy została jeszcze godzina.

— Czemu ciągle zerkaś na zegarek? Śpieszysz się? — zapytała główna księgowa Bożena Nowak.

— Nie, ale…

— Facet? W twoim wieku tylko przez faceta kobieta może spieszyć czas. A w moim — marzy, by go zatrzymać. — Bożena westchnęła. — Dobrze, idź już. I tak niewiele dziś robisz.

— Dziękuję! — Weronika szybko zamknęła program na monitorze.

— Kochasz go? — spytała Bożena z melancholijną ciekawością.

— Tak. — Weronika spojrzała szefowej prosto w oczy.
Jej biurko stało na ukos, więc Bożena widziała ją doskonale. Rozmiar gabinetu nie pozwalał inaczej ustawić mebli. Weronika czuła się jak na egzaminie pod jej bacznym spojrzeniem.

— To czemu za niego nie wyszłaś? Nie proponuje? — Bożena zdjęła okulary i przetarła nos. — Ach, rozumiem. Żonaty. Dzieci ma? Klasyka gatunku. Najpierw ukrywał prawdę, a gdy się przyznał, ty już byłaś zakochana i nie mogłaś zerwać. Obiecał, że się rozwiezie, gdy dzieci podrosną. Tak?

— Skąd pani wie? — zdziwiła się Weronika.
Teraz wpatrywała się w szefową szeroko otwartymi oczami.

— Też byłam młoda. Myślisz, że tylko ty dałaś się złapać na tę przynętę? Dziewczyno, jeśli facet nie odszedł od rodziny od razu, to już nie odejdzie. Zaakceptuj to. Odejdź sama.

— Ale… ja go kocham.

— Gdy mu się znudzisz albo, broń Boże, żona się dowie, będzie jeszcze gorzej. Odejdź, zachowaj godność. I karmy nie psuj. — Bożena założyła okulary, odzyskując surowy wyraz twarzy.

— Pomyśl. W poniedziałek się nie spóźniaj — rzuciła, nie podnosząc wzroku z papierów.

— Kocha go… — szepnęła Bożena, gdy drzwi gabinetu zamknęły się za Weroniką.

A Weronika zbiegła po schodach, pożegnała się ze strażnikiem i wybiegła na ulicę, zalane majowym słońcem. Od razu zauważyła samochód Marcina i ruszyła w jego kierunku.

— No wreszcie, myślałem, że w ogóle nie wyjdziesz. Siedzę tu jak słup soli na Rynku — mruknął Marcin, gdy Weronika wsiadła obok niego.
Zakręcił kluczykiem, odjechał od biurowca i włączył się do ruchu.

— Gdzie jedziemy? Nic nie zrozumiałam z twojej wiadomości — spytała Weronika.

— Niespodzianka. — Marcin rzucił jej obiecujące spojrzenie.
Wystarczył ten jeden krótki wzrok, by serce Weroniki zabiło mocniej, a po brzuchu rozlało się słodkie ciepło.

Samochód wyjechał z miasta i pognał autostradą. Potem skręcił na wąską wiejską drogę, wijącą się między gęstymi drzewami.

Weronika patrzyła na wstęgę drogi i marzyła, by nigdy nie dojechać, jechać tak długo, aż na koniec świata, tylko we dwoje. Po jakimś czasie między drzewami ukazały się domki letniskowe.

— Jesteśmy — uśmiechnął się Marcin.

— Masz tu domek?

— Ja nie. To domek mojego kolegi. Jego żona jest w ostatnim miesiącu ciąży, więc na pewno tu nie przyjadą. Mamy go na cały weekend.

— A twoja żona? Po prostu puściła cię na całe dwa dni? — Weronika spojrzała na niego nieufnie.

Zatrzymał auto przy wysokim drewnianym płocie.

— Mamy przed sobą dwie noce i cały dzień. — Marcin pochylił się, by ją pocałować.

*Tylko dwie noce i dzień*, pomyślała ze smutkiem. *A potem wszystko wróci do normy…*

Oderwał się od jej ust, wysiadł, wyciągał z bagażnika torby. Weronika też wyszła, wdychając pełną piersią czyste powietrze. Pachniało trawą, liśćmi i czymś znajomym, jak u babci na wsi…

*Dwie noce i jeden dzień! Tak wiele?! Sami!* — pomyślała radośnie, nie wierząc własnemu szczęściu.

— Podoba ci się? — Marcin stał już obok, uśmiechając się, zadowolony z reakcji. — No to bierz to i chodźmy. — Podał jej torbę i ruszył do furtki z plecakiem na ramieniu.

— Byłeś tu już? — spytała, czekając, aż otworzy bramkę.

— No jasne. W końcu to mój kolega.

— Przyjeżdżałeś tu z żoną, czy…

— Weronika, nie zaczynaj. Nie psuj mi niespodzianki. — Otworzył zamek i przepuścił ją przodem.

Weszli do niewielkiego domku.

— Rozgość się. Zaniosę jedzenie do kuchni i włączę lodówkę. Toaleta, niestety, na zewnątrz.

W domu panowała głęboka cisza, niemal namacalna, przez co głos Marcina brzmiał stłumione. *Po co myśleć o tym, czego nie zmienię? Trzeba cieszyć się chwilą*, myślała Weronika, rozglądając się. W wazonie na komodzie stały zasuszone kwiaty. W oknach wisiały proste firanki. Stół nakryty był ceratą w zieloną kratę. Mały piec dzielił dom na pokój i kuchenny zakątek. Nad łóżkiem wisiał pluszowy dywan…

Skromnie, swojsko, bez przepychu, ale tak znajomo, jakby już tu była.

— Chciałabym tu zostać na zawsze — szepnęła nocą, wtulona w ramię Marcina. — Z tobą. Bez nikogo między nami.

— Mhm — mruknął półśnie.

Obudziła się pierwsza. Leżała nieruchomo, wsłuchując się w ciszę, bojąc się poruszyć i go obudzić. *Brakuje tylko pelargonii w oknie*, pomyślała. *I białej, szydełkowej serwetki, koniecznie z frędzlami*.

Ciszę poranka przerwał dźwięk telefonu. Marcin drgnął, sięgnął po spodnie wiszące na krześle i wyjął komórkę.

— Tak — odpowiedział ochrypłym głosem. — Nie… Jaki hałas?… Wszedłem tylko po wodę… Dobra, oddzwonię. — Odłożył telefon i opadł na poduszkę.

Weronika pomyślała z goryczą, że Bożena miała rację — minie kolejna noc, a wszystko wróci do punktu wyjścia: spotkania ukradkiem, w sekrecie…

Telefon znów zadzwonił. Marcin nie spieszył się z odpowiedzią.

— Odbierz — powiedziała.

Wtedy odwrócił się, objął— Nie ma już nas, Weroniko — szepnął Marcin, a gdy odwróciła się, by spojrzeć mu w oczy, zobaczyła tylko pusty dom i poranną mgłę, która powoli wypełniała przestrzeń, jakby on nigdy tu nie był.

Rate article
Fajna Tajna
Dwie Noce i Dzień Pełen Tajemnic