**Dziennik Oli**
Nie wiedziałam o jej istnieniu do dziś. Przecież nie oddam jej do domu dziecka. To moja córka – powiedział mąż.
Ola przygotowywała kolację i nuciła pod nosem. Wreszcie ucieszy Krzysztofa. Żyli razem dziesięć lat. Najpierw nie spieszyli się z dzieckiem, dobrze im było we dwoje. Ola chciała zdobyć doświadczenie, stanąć na nogi.
Marzyła o pracy w prestiżowej firmie i obiecała, że w najbliższym czasie nie planuje dzieci. Praca była dobra, z perspektywami. Ola świetnie się spisywała, miała awans w zasięgu ręki. Wynagrodzenie przyzwoite, urlop macierzyński też niezły – teraz można pomyśleć o dziecku. Ale nie tak szybko. Badania wykazały, że wszystko w porządku – i u niej, i u Krzysztofa.
– Proszę uzbroić się w cierpliwość – powiedziała lekarka. – Tak bywa. Osiągnęła pani wiele w pracy, dużo stresu i wysiłku. Niech pani odpocznie, nie skupia się tylko na dziecku. Żyć normalnie, więcej relaksu – wszystko będzie dobrze – uśmiechnęła się, przepisując Oli witaminy.
W końcu zaszła w ciążę. Najpierw nie uwierzyła, myślała, że to pomyłka. Kupiła jeszcze dwa różne testy, ale na obu pojawiły się dwie kreski. Czekała tydzień, nie mogła dłużej wytrzymać, poszła do szpitala na badania. Z Krzysztofem będą mieli dziecko! Teraz go zaskoczy, urządzą małe święto.
Ola smażyła mięso i nasłuchiwała własnego ciała. Wiedziała, że to za wcześnie, by cokolwiek czuć, ale wydawało jej się, że wyczuwa, jak w niej rośnie nowe życie. Podchodziła do lustra, podnosiła bluzkę i przyglądała się swojemu brzuchowi. Ale ku jej rozczarowaniu pozostawał płaski.
Gaz pod patelnią dawno wyłączony, woda w czajniku ostygła, a Krzysztofa wciąż nie było. Telefon milczał. Wreszcie zaskrzypiał zamek w drzwiach. Po odgłosie kroków Ola zrozumiała, że mąż nie wrócił sam. Zirytowała się – niespodzianka musi poczekać. Wiadomość o ciąży była sprawą tylko ich dwojga.
Ola westchnęła i wyszła do przedpokoju. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła około dziesięcioletnią dziewczynkę z upartym, nieufnym spojrzeniem. Ola spojrzała na męża, stojącego za nią.
– Przepraszam, że się spóźniłem, musiałem zabrać Kingę – powiedział, patrząc na kark dziewczynki.
– Kto to? Dlaczego ją przyprowadziłeś? Dlaczego nie zadzwoniłeś? – pytania wylewały się mimo woli.
– Chodźmy do pokoju. Wszystko wyjaśnię – odpowiedział Krzysztof i delikatnie popchnął Kingę do przodu.
Ola została na miejscu, patrząc na ich plecy. Gdy weszła do pokoju, siedzieli już razem na kanapie. Usiadła na krześle, by widzieć ich twarze. Kinga obojętnie na nią spojrzała i odwróciła się w stronę okna.
– To Kinga, moja córka – powiedział Krzysztof.
W jego głosie było zmieszanie, ale i twarda decyzja.
– Twoja córka? Nic nie rozumiem.
– Ja też dopiero dziś się dowiedziałem. Zadzwoniła jej babcia i poprosiła, żebym zabrał Kingę. Idzie do szpitala – wyjaśnił.
– A skąd wiesz, że to twoje dziecko? – Ola nie dowierzała.
Krzysztof zawahał się na chwilę.
– Wszystko się zgadza. Można zrobić test DNA, ale jestem pewien, że Kinga jest moją córką. W każdym razie, dopóki jej babcia jest w szpitalu, zostanie z nami. Dziewczynka nie ma innych krewnych, jej mama zginęła pół roku temu w wypadku. Ola, zjedzmy kolację, potem wszystko dokładnie opowiem. – Spojrzał na Kingę, która siedziała obok, wycofana.
Ola wstała i weszła do kuchni. Wszystko w niej protestowało przeciwko słowom męża. Ale nie wyrzuci przecież dziecka na ulicę. *To tylko na kilka dni. To sen, to nie może być prawda.*
Krzysztof i Kinga zasiedli przy stole. Ola nałożyła im mięso z ziemniakami. Sama nie tknęła jedzenia. Kinga jadła ziemniaki, odsuwając mięso.
– Nie lubisz mięsa? – zapytał Krzysztof. Dziewczynka skinęła głową. – A co lubisz?
– Makaron z parówkami – odparła, nie podnosząc wzroku.
– Przepraszam, twój tata nie uprzedził, że cię zabierze – Ola wypaliła, nie ukrywając irytacji.
Ledwo przyszła, a już wymusza specjalne traktowanie, myślała.
– A herbatę będziesz piła? Czy tylko kompot albo sok? Niestety, nie mam ani jednego, ani drugiego – dodała sarkastycznie, wlewając wrzątek do kubków.
– Ola, przestań – Krzysztof podniósł głos.
Ola postawiła czajnik i wyszła z kuchni. Słyszała, jak rozmawiają, jak Krzysztof po raz pierwszy od lat sam zmywa naczynia. Gdy wszedł do pokoju, Ola siedziała na kanapie, skrzyżowawszy ręce na piersi, i wpatrywała się w noc za oknem. Usiadł obok, próbował ją objąć, ale odsunęła jego rękę.
– Kinga powinna już spać – powiedział.
– Rozłóż kanapę. – Ola wstała i wyjęła pościel z szafy.
Dziewczynka stała pod ścianą, śledząc ich spode łba. Gdy Kinga się położyła, zamknęli się w kuchni. Krzysztof opowiedział o związku z matką dziewczynki.
– To było przed tobą. Nie widziałem jej od tamtej pory. A dziś jej mama zadzwoniła i powiedziała o Kingi.
– Ale dlaczego nie uprzedziłeś mnie? Sam podjąłeś decyzję, przyprowadziłeś ją tutaj. Moje zdanie cię nie obchodzi? *„Wkrótce będziemy mieli własne dziecko”* – chciała powiedzieć, ale zamilkła.
– Ola, sam byłem w szoku. Nie mogłem jej zostawić. Babcia jest śmiertelnie chora. Co miałem zrobić? Wysłać ją do domu dziecka? To moja córka.
– Nie wiesz tego na pewno – ledwo powstrzymała krzyk.
– Zrobię test na ojcostwo. Na razie zostanie z nami – powiedział twardo.
*„Tak zdecydowałem. Jeśli ci się nie podoba, rób, co chcesz…”* – wyczytała w jego spojrzeniu. Może wcale nie potrzebuje już dziecka, które nosi w sobie?
Nocą odwróciła się plecami do Krzysztofa. Jakie tu mogą być bliskości, gdy w drugim pokojW końcu zrozumiała, że miłość nie jest walką o uwagę, ale wspólną drogą, na której każdy ma swoje miejsce – i choć życie nie zawsze układa się tak, jak się marzy, właśnie w tej niedoskonałości odnaleźli prawdziwe szczęście.



