Nieporozumienie randkowe
Anna wyszła z biurowca i głęboko wciągnęła powietrze, pachnące jesienną świeżością i opadłymi liśćmi. Trwał jeszcze złoty paździer, suche i słoneczne babie lato. Noce były już chłodne, ale w dzień można było jeszcze pozwolić sobie na lekkie sukienki i cienkie sweterki.
Zastanawiała się, co zrobić najpierw – odebrać Igora z przedszkola i razem z nim wstąpić do sklepu, czy najpierw zrobić zakupy, a potem zabrać syna? W „Biedronce” zawsze stały przy kasach drobne zabawki, a Igor od razu zaczynał marudzić, by mu coś kupić. A przed wypłatą grosz się do grosza nie schodzi, a przecież i tak ta zabawka interesowałaby go tylko przez pięć minut.
Spojrzała na zegarek. Jeśli się pośpieszy, zdąży kupić wszystko, zanieść torby do domu, a dopiero potem pobiec po chłopca. Przyspieszyła kroku.
Szła, nie patrząc na nikogo, zatopiona w swoich myślach, układając w głowie listę zakupów. „Sól, trzeba pamiętać o soli!”. Dlaczego zawsze kończy się tak niespodziewanie? Dwa dni temu poszła do sklepu właśnie po nią, nabrała pół koszyka produktów, a o soli zapomniała. Powtarzała w myślach jak mantrę: „sól, marchewka, mleko, masło…” Tak bardzo skupiła się na myśleniu, że nie zauważyła, gdy ktoś zawołał:
– Aśka, Kowalska!
Anna z rozpędu zrobiła jeszcze kilka kroków, zanim się zatrzymała i spojrzała w stronę kobiety.
– Nie poznajesz? A to którą przysięgała, że będziemy przyjaciółkami do grobowej deski? – uśmiechnęła się tamta.
Anna słyszała coś o przysiędze, domyśliła się, kto to może być, i dopiero po chwili przypomniała sobie szkolną przyjaciółkę – Kasię Nowak. Nie miała przed sobą już tej chudziutkiej, czarnowłosej nastolatki, ale elegancką, zadbaną kobietę w modnym płaszczu.
Kasia dołączyła do ich klasy w drugiej szkole podstawowej, usiadła w ławce obok Ani i do samej matury były nierozłączne. W gimnazjum przysięgły sobie wieczną przyjaźń. Życie je rozdzieliło. Jak widać, nic nie żyje wiecznie pod tym słońcem – ani przyjaźń, ani miłość.
– Wyglądasz tak, jakbyś miała dom pełen gęby do wyżywienia – powiedziała Kasia, przyglądając się zmęczonej twarzy Anny, jej prostemu biurowemu strojowi.
Anna też czuła, że wypada blado w oczach przyjaciółki.
– A ty, widzę, masz się dobrze – zmieniła temat, żeby uniknąć pytań.
– Nie narzekam. Drugi raz zamężna. Dzieci jeszcze nie mam. A ty?
W głosie Kasi wyczuła nutkę smutku i postanowiła nie drążyć tematu.
– Nie jestem zamężna, ale nie jestem sama. Mam syna – powiedziała Anna z odcieniem dumy.
– Pewnie już liceum kończy? A może studia? – dopytywała się Kasia.
– Nie, jeszcze chodzi do przedszkola – uśmiechnęła się Anna.
– No nieźle! Byłaś taka ładna, myślałam, że pierwsza wyjdziesz za mąż. U nas w klasie to już dzieci w wojsku służyły, a ty masz malucha w przedszkolu… Ale ty zawsze miałaś głowę w książkach, taka grzeczna, nie interesowałaś się chłopakami.
Anna poczuła się urażona i nawet nie starała się tego ukryć. Kasia zrozumiała swój błąd.
– No weź, nie dąsaj się. Przecież mnie znasz, zawsze mówię, zanim pomyślę.
– Przepraszam, muszę już lecieć po synka – Anna ruszyła w stronę przedszkola.
– Czekaj! – Kasia wyciągnęła telefon z torebki. – Podaj numer, odezwiemy się, spotkamy, pogadamy.
Anna wymamrotała swój numer, byle tylko się uwolnić, pożegnała się i szybko skręciła w stronę przedszkola.
Ale Kasia nie zamierzała zwlekać z realizacją obietnicy. Już następnego dnia zadzwoniła i zaproponowała spotkanie w sobotę, w neutralnym miejscu.
– Może być, ale muszę tylko sprawdzić, czy mama może zająć się Igorem. Oddzwonię – odpowiedziała Anna bez entuzjazmu.
„No i po moim wolnym dniu. Dobrze, spotkam się, może w końcu da mi spokój. Przecież to oczywiste, że nie mamy już ze sobą nic wspólnego” – myślała, wybierając numer do matki.
W sobotę spotkały się w modnej kawiarni. Anna nigdy wcześniej tu nie była – właściwie od urodzenia Igora nie bywała w takich miejscach. Czuła się nieswojo. Kasia to wyczuła i od razu zamówiła wino, żeby Anna się rozluźniła. Trunek okazał się przyjemny w smaku. Piły i wspominały szkołę, kolegów z klasy. Kasia wiedziała o niemal wszystkich: kto się z kim ożenił, czym się zajmuje, ile ma dzieci, gdzie pracuje…
Anna słuchała i sączyła wino. Gdy tematy się wyczerpały, Kasia skierowała rozmowę na nią.
– Słuchaj, u mnie w pracy jest koleżanka, ma syna w naszym wieku. Mirek siedzi całymi dniami przed komputerem. Programista. Nie ma jak poznać kobiety. Bez nałogów, zarabia dobrze. Ogólnie – porządny facet, warto się zainteresować. A jego mama marzy o wnukach. Łapiesz, o co mi chodzi? Powinniśmy was zapoznać.
– Nie musisz mnie z nikim zapoznawać – Anna ostro postawiła kieliszek. – Czy wyglądam, jakbym była gotowa na nowy związek? Nawet z gościem, którego własna matka chce się pozbyć?
– Nie odmawiaj od razu. Nawet go nie widziałaś – próbowała ją uspokoić Kasia.
– Jeśli taki wspaniały, to dlaczego jeszcze z mamą mieszka? Coś z nim nie tak? – zmiękła Anna.
– Miał niefortunny romans. Słyszałaś o tym, że się raz na wódkę nabierzesz? Boi się znowu się pomylić. Tak jak ty – powiedziała przenikliwie Kasia.
– To jego problemy. Nie, dziękuję. Spotkania powinny rodzić się z serca, a nie być zaplanowane jak spotkanie biznesowe. Chyba nie po to mnie tu zaprosiłaś, żeby swatać? – Anna zaczęła się denerwować.
– Pomyśl tylko. Igor rośnie, potrzebuje ojca…
– Właśnie dlatego – mam już jednego syna, drugiego mi nie potrzeba. I proszę, zmieńmy temat.
– No dobra, nie gniewaj się. Chciałam dobrze. Proponuję, nie musisz się zgadzać – Kasia nalała jej więcej wina.
– Spójrz w lustro. Zmęczona, zapracowana, zero życia. Gdy poznasz mężczyznę, odżyjesz. Spróbuj! Choćby jedno spotkanie. Jeśli ci się nie spodoba, nI tak oto przypadkowe spotkanie w kawiarni zmieniło się w piękną historię, w której Anna, Igor i Paweł znaleźli to, czego nawet nie śmieli się spodziewać – prawdziwą rodzinę.



