„Wydawało mi się, czy znowu jesteśmy razem?” – Agnieszka przytuliła się do Piotra.
„No jak? Chyba niczego sobie, co?” – Kasia obracała się przed lustrem, przymierzając spodnie. „Aga, no dość już tego cierpienia. Wyjedź gdzieś, zmień otoczenie, oderwij się, zakochaj w końcu.” – Kasia wsunęła ręce w kieszenie i zgięła jedną nogę w kolanie. „Nie, zdecydowanie mi się podobają. Jeśli ci nie szkoda, to je wezmę. Dzięki.” – Podskoczyła do Agnieszki, usiadła obok niej na kanapie, objęła ją i cmoknęła w policzek.
Agnieszka westchnęła, wstała i podeszła do lustra.
„Masz rację, wyglądam okropnie. Schudłam, jestem blada. Sama zainicjowałam rozstanie, a teraz żałuję. Przekonałaś mnie. Jutro napiszę wniosek o urlop. Nie, najpierw kupię bilety na najbliższy termin, a potem złożę wniosek.” – Po raz pierwszy od wieczoru uśmiechnęła się.
„No i dobrze, w końcu rozsądnie” – pochwaliła ją Kasia.
Uśmiech odmienił Agnieszkę. Śmiały się nie tylko usta, ale i oczy, które zwężały się, a w nich zapalały iskry radości. „Wesoła diablice” – mówiła Kasia. Tylko że Agnieszka ostatnio rzadko się uśmiechała.
Właśnie od tego śmiechu Piotr się w niej zakochał. Siedziały z Kasią na ławce w parku obok biura, jPiotr wciąż pamiętał tamten dzień, kiedy po raz pierwszy usłyszał jej śmiech – szczery, dzwoniący, jak dźwięk rozbitego kryształu, który na zawsze utkwił mu w sercu.



