Ona jest niesamowita, mamo! Czy nie znudzisz się życiem z cudem?

“Spodoba ci się, mamo. Ona jest po prostu cudowna!” – zachwycony powiedział Jakub.
“A nie znudzi ci się życie z cudem?” – ironicznie zapytała Halina.

Halina stała przy kuchence i nasłuchiwała. Za życia męża zawsze przygotowywała kolację, by zdążyć przed jego powrotem. Mąż odszedł osiem lat temu. Teraz w ten sam sposób czekała na syna wracającego z pracy.

W drzwiach zaskoczył zamek i z przedpokoju dobiegł głos Jakuba:
– Mamo, jestem.
– Słyszę – odpowiedziała Halina i uśmiechnęła się.

– Co dziś mamy? Kotlety, ziemniaki smażone? – Jakub przytulił matkę i zajrzał przez jej ramię, wciągając nosem zapach ulubionych ziemniaków z zieloną cebulką.

Halina wyłączyła gaz, nakryła patelnię pokrywką.

– Masz dobry humor? Co się stało? – Po odcieniach jego głosu potrafiła odgadnąć nastrój syna.
Jakub odsunął się lekko.

– Mamo, żenię się.

– Najwyższy czas. A czemu Natalia do nas nie zagląda? – Halina odwróciła się twarzą do syna, wpatrując się w jego zasępioną twarz.

– Żenię się z Weroniką.
I Halina poczuła dreszcz w plecach. Syn od dawna był dorosły. Przytulał ją, okazywał czułość tylko w chwilach szczególnych wzruszeń lub radości.

– Obiecujące imię. A co z Natalią?

– Natalia wychodzi za mąż w sobotę. Nie chcę o tym rozmawiać, mamo. Jedzmy.

– Dobrze, że ślub Natalii nie wpłynął na twój apetyt. Umyj ręce.

Halina postawiła przed synem talerz z ziemniakami, usiadła naprzeciw, podpierając brodę dłonią, i patrzyła, jak je.

– A ta Weronika, kim jest?

– To dobra dziewczyna. Sama się przekonasz. Chcę was zapoznać. W sobotę, na przykład? – Jakub przestał jeść i spojrzał na matkę. – Weronika ci się spodoba, jestem pewien. To po prostu cud! – wykrzyknął z entuzjazmem.

Coś podobnego mówił o Natalii. O tym, że wybrała bogatszego narzeczonego, Halina dowiedziała się od jej matki, z którą chodziły do tej samej szkoły i przyjaźniły się, licząc, że ich dzieci się pobiorą. Spotkały się przypadkiem w sklepie, a tamta podzieliła się nowiną. Przeprosiła za wybór córki.

– Cudów nigdy dość. A nie znudzi ci się życie z cudem? – spytała z przekąsem Halina.

– Mamo, nie śmieszno.

– Ja też nie żartuję. Opowiedz o niej. Co w niej takiego cudownego?

– Czemu przyczepiłaś się do tego słowa? – Jakub zawahał się. – Jest nauczycielką, uczy polskiego i literatury, ale dopiero pierwszy rok. Poważna, oczytana. Czuję się z nią dobrze.

– A rodzice?

– Tata inżynier, mama zajmuje się domem.

– I przyjechała z… – Halina urwała, czekając, aż syn dokończy.

– A co to za różnica, skąd? – obruszył się Jakub.

– Racja. Więc nie jest stąd. Gdzie chcecie mieszkać?

– Jeśli masz coś przeciwko, wynajmiemy mieszkanie. – Jakub spojrzał matce prosto w oczy.

– Ależ skąd. Będę tylko szczęśliwa. Co ja sama tu będę robić? Będę czekać na wnuki. Jeśli się nie dogadamy, wtedy się wyprowadzicie.

– Weronika nie chce się spieszyć z dziećmi, chce najpierw popracować, zdobyć doświadczenie.

– Weronika nie chce, Weronika postanowiła… – przedrzeźniała Halina. – No dobrze, zaproś swoje cudo na obiad. – Wstała od stołu i zabrała pusty talerz do zlewu.

– Jesteś najlepszą mamą na świecie – Jakub też się podniósł.

– Mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz po ślubie.

Halina zamyśliła się, zmywając naczynia. “Nauczycielka, więc wieczory spędzać będzie na sprawdzaniu zeszytów, przygotowaniach do lekcji, a weekendy na wycieczkach z klasą… – westchnęła. – Jak szybko Jakub wyrósł, już się żeni. Szkoda, że mąż nie dożył.”

W sobotę od rana Halina czarowała w kuchni. Jakub długo przymierzał się przed lustrem, dobierając koszulę i krawat. W końcu wyszedł, by spotkać Weronikę.

Halina próbowała wyobrazić sobie cudowną nauczycielkę, ale na myśl przychodziła jej tylko Krystyna Janda, gdy grała w jakimś filmie.

Weronika okazała się drobną, niską dziewczyną z długimi prostymi włosami i dużymi oczami. Nie można było nazwać jej pięknością – przeszłaby ulicą niezauważona. Jadła mało, powściągliwie chwaląc każde danie. Wina ledwie dotknęła. Patrząc na nią, Jakub też nie pił.

– Nie krępuj się, Weroniko – zachęciła ją Halina.

“Zaciśnięta ze stresu, boi się mnie. Pierwszy raz poznaje matkę narzeczonego – pomyślała. – Co on w niej znalazł? A może żeni się na złość Natalii? Ach, Natalia, Natalia…”

Dwa miesiące później odbył się skromny ślub. Przyjechali rodzice Weroniki. Mama też drobna, nieśmiała, małomówna. Ojciec żartował, opowiadając, że jako nastolatek zakochał się w bohaterce filmu, dlatego tak nazwał córkę.

– Kreację stworzyła Krystyna Janda. Lepiej byłoby nazwać córkę na cześć tej wybitnej aktorki – nie powstrzymała się Halina.

– Mówiłam mu to samo, ale uparł się na Weronikę – cicho odezwała się matka dziewczyny, spojrzała na męża, spuściła wzrok i zamilkła na resztę wieczoru.

– A ciebie nazwali na cześć jakiejś królowej? – odgryzł się ojciec.

– Gdyby. Rodzice chcieli syna, imię wymyślili wcześniej. Tak zostałam Haliną.

Dziwna była ta para. Ojciec pił, wychwalał córkę, mądralę i piękność. Matka jadła mało, milczała, siedziała wyprostowana jak struna.

Jakub pokazał im miasto. W prezencie przywieźli masę pościeli, narzut… W sumie, tradycyjne wiano. Ojciec był głową rodziny. Matka nie mogła stąpić bez jego zgody. Rzadkość w dzisiejszych czasach. Halina nie pozostała dłużna, też obdarowała ich przed odjazdem.

Gdy młodzi wychodzili do pracy, Halina zmywała naczynia, myła podłogi, potem szła na zakupy. Po sobie nie sprzątali – zostawiali brudne naczynia w zlewie. No cóż, Jakub, ale Weronika? Nie przyzwyczajona? Spieszy sięHalina westchnęła, patrząc, jak Weronika delikatnie poprawia poduszkę pod głową Jakuba, i pomyślała, że może jednak prawdziwe cuda zdarzają się dzięki zwykłej, codziennej troskliwości.

Rate article
Fajna Tajna
Ona jest niesamowita, mamo! Czy nie znudzisz się życiem z cudem?