**Zasłużone szczęście**
Joanna wróciła z pracy, przebrała się i wypiła herbatę. Kolacja mogła jeszcze poczekać, miała czas. Marek miał wrócić za jakieś dwie godziny. Wzięła książkę, położyła się na kanapie i z rozkoszą wyprostowała nogi. Cały dzień chodziła w butach na obcasie.
Pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Zawsze wyglądała schludnie, z krótką, elegancką fryzurą. Ubierała się w stonowane sukienki i klasyczne garsonki – taki był szkolny dress code. Codziennie musiała spotykać się z rodzicami uczniów, a ci byli różni – jedni biedniejsi, inni lepiej sytuowani. Joanna starała się nie wyróżniać na tle tych pierwszych, ale też nie ginąć w tłumie tych drugich. Z czasem nauczyła się mówić spokojnie, bez podnoszenia głosu. Dzieci i rodzice ją szanowali.
Po kilku stronach Joannie zaczęły się kleić oczy. Zamknęła je i niechcący zasnęła. Obudził ją dźwięk książki, która spadła na podłogę. Usiadła, przetarła oczy i schyliła się, by ją podnieść. W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Marek miał klucz, a poza tym było jeszcze za wcześnie na jego powrót. Dzwonek powtórzył się – krótki, nieśmiały.
W przedpokoju Joanna spojrzała w lustro, poprawiła potargane włosy i otworzyła drzwi.
Na progu stał Krzysztof, przyjaciel i kolega Marka.
— Cześć, Joanno.
— Cześć, Krzysiu. Marek jeszcze nie wrócił — powiedziała.
— Wiem. Tak naprawdę… przyszedłem do ciebie. — Krzysztof przestępował z nogi na nogę.
— Wejdź. — Joanna odsunęła się, wpuszczając go do środka.
Zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku, szalik wsunął w rękaw. Potem ściągnął buty. Joanna obserwowała go, zastanawiając się, co go do niej sprowadza. Czyżby coś się stało Markowi?
Krzysztof poprawił marynarkę i czekał, aż go zaprosi dalej.
— Chodź do kuchni — powiedziała Joanna.
Wiadomo, najlepsze rozmowy toczą się przy kuchennym stole.
Krzysztof wszedł pierwszy i usiadł. Joanna podeszła do kuchenki, włączyła palnik pod czajnikiem. Zaraz zaczął gwizdać.
— Herbatę czy kawę? — zapytała, odwracając się do niego.
— Herbatę poproszę — odparł.
Joanna wyjęła z szafki filiżankę. Półmisek z ciasteczkami i cukierkami już stał na stole. Czajnik szybko się zagotował, głośnym gwizdkiem oznajmiając gotowość.
Nalała herbatę i przysunęła mu cukierki. Usiadła naprzeciwko.
— Nie napijesz się ze mną? — zapytał Krzysztof, wyraźnie czując się nieswojo.
— Chyba nie przyszedłeś tu bez powodu. Coś się stało? Z Markiem? — odpowiedziała pytaniem.
— Marek żyje i ma się dobrze. — Krzysztof opuścił wzrok, udając, że wybiera cukierek.
— Mów wreszcie — Joanna niecierpliwiła się.
— Od dawna chciałem ci powiedzieć… — Krzysztof wziął cukierek i zaczął obracać go w palcach. — Jesteś kobietą piękną, mądrą, gospodarną… Nie chciałem się wtrącać w wasze życie. Ale muszę ci otworzyć oczy na Marka. — Włożył cukierek do ust i zaczął żuć.
— No i co? Mam cię prosić jak na spowiedzi? — Joanna traciła cierpliwość.
— Nieprzyjemnie mi to mówić… — Krzysztof głośno popił herbatę.
— Mów — nacisnęła.
— Marek ma kochankę — wyrzucił z siebie i zakrztusił się cukierkiem.
Joanna podniosła się, sięgnęła przez stół i klepnęła go po plecach. Potem usiadła i wybuchnęła śmiechem.
— Nie zrozumiałaś, co powiedziałem? Nie wierzysz? A może już wiedziałaś? — zdziwił się Krzysztof.
— Uff, a ja już myślałam, że coś poważnego — odparła, wciąż się śmiejąc.
Teraz kolej na Krzysztofa była zaskoczona.
— No i co z tego? Marek to przystojny facet, w samym rozkwicie sił — powiedziała Joanna. — A tobie co do tego? Przecież jesteście przyjaciółmi, a przyjaciele się nie zdradzają. Sam ile razy chodziłeś na boku? — Joanna patrzyła na niego chłodno.
— Rozwaliłeś swoją rodzinę, a teraz przyszedłeś rozwalić moją? — uniosła się i nawet wstała od stołu.
— Chciałem ci tylko uświadomić prawdę. Ty dla niego wszystko robisz. Gotujesz, sprzątasz, pieczesz ciasta. Jesteś idealna. A on cię nie docenia — mamrotał Krzysztof, czerwieniejąc ze wstydu albo od gorącej herbaty.
— Napijesz się? A teraz wynoś się. Marek zaraz wróci — odcięła się ostro.
— Pójdę, ale pomyśl o tym, co powiedziałem. Dobrze się zastanów. Ostrzeżenie…
— Idź już, dobrodzieju — pogoniła go.
Krzysztof szybko wycofał się do przedpokoju. Zaczął szukać łyżki do butów, a gdy jej nie znalazł, z jękiem schylił się i zaczął wsuwać buty na siłę. Joanna stała, skrzyżowawszy ręce na piersi, oparta o framugę. Patrzyła na niego zimno i zniecierpliwiona.
W końcu Krzysztof jakoś się obuł, zerwał płaszcz z wieszaka i podszedł do drzwi. Długo majstrował przy zamku, w końcu otworzył i wyszedł na klatkę. Za nim wlókł się szalik, który wysunął mu się z rękawa. Odwrócił się, chciał coś powiedzieć, ale Joanna zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Wróciła do kuchni, postawiła niedopitą filiżankę w zlewie i ciężko opadła na krzesło.
Z Markiem poznali się w teatrze. W przerwie w bufecie ustawiła się kolejka. Joanna z koleżanką stanęły na końcu.
— Okropnie chce mi— Oszaleję z pragnienia, myślisz, że zdążymy? — denerwowała się przyjaciółka.
— Zostań tu — powiedziała Joanna i poszła na początek kolejki.



