**Pociąg do nowego życia**
Bożena obudziła się i nasłuchiwała. Cisza w mieszkaniu mówiła jej, że Jakuba nie ma w domu. Wstała, przeciągnęła się i poszła do kuchni. Na stole leżała kartka: *„Przepraszam, zapomniałem uprzedzić. Będę w pracy do popołudnia”*.
Uśmiechnęła się gorzko, zmięła kartkę i wrzuciła do kosza. Od dawna czuła, że Jakub ma kogoś. Ciągle go nie było, rozmawiali rzadko, a i tak tylko o niczym. Córka wyszła za mąż i wyjechała z mężem do garnizonu. Rodzina? Tylko z nazwy.
Zadzwonił telefon. Wiesława.
— Co robisz? — spytała jedyna przyjaciółka ze szkolnych lat.
— Nic. Właśnie wstałam.
— Słuchaj, pogoda cudowna, wiosna, słońce. Pójdziemy na zakupy? Tak mi się chce czegoś ładnego. Masz jakieś plany?
— Żadnych. Jakub w pracy.
— W sobotę? No to się ogarnij, za godzinę podjadę. — Wiesia rozłączyła się.
Bożena nastawiła czajnik i poszła do łazienki. Lubiła zakupy z Wiesławą. Ta miała nosa. Potrafiła wyłowić z setek ubrań te jedyne, idealne. Bożena gubiła się w gąszczu ubrań, a Wiesia, jak magik, wyciągała sukienkę w sam raz.
Uczyła ją: *„Na zakupy idź w pełnym makijażu, żeby sprzedawczynie widziały damę, a nie wieśniarę. Wtedy wyciągną towar z zaplecza”*. I działało. Zawsze wracały z torbami.
Bożena pomalowała usta, włożyła ulubioną spódnicę i spojrzała w lustro. Zakupy to był dobry pomysł. Potrzebowała tego.
Po dziesięciu minutach Wiesia zadzwoniła.
— Cześć. Masz coś konkretnego na oku? — spytała Bożena, wsiadając do jej *Skody*.
— Nie. Mają wyprzedaż zeszłorocznej kolekcji. Wiosna, czujesz? — Wiesia zaśmiała się.
— Jakub mnie zabije. Zbieramy na wakacje…
— Nie zabije. Wytnij metki, wyrzuć paragony, powiedz, że wydałaś połowę.
— A wydam dwa razy więcej.
— Znam sposób, jak uśpić czujność męża.
— Jaki? — Bożena uniosła brwi.
— Zobaczysz.
Wiesia była postawna. Nie gruba, ale muskularna, z pełnym biustem i wąską talią. Mężczyźni się za nią oglądali. Bożena była jej przeciwieństwem — drobna, szczupła, z kasztanowymi lokami i zielonymi oczami. W dżinsach wyglądała na nastolatkę.
Gdy Wiesia wchodziła do sklepu, sprzedawczynie rzucały się jej usługiwać. Bożena? Traktowały ją z pobłażliwością.
Po dwóch godzinach wyszły z kolejnego butiku.
— Dość, Jakub mnie zabije — jęknęła Bożena.
— Chodź. — Wiesia pociągnęła ją do działu bielizny.
— Nie! Za to Jakub się do mnie nie odezwie przez tydzień.
— Patrz, jakie koronki! Weź ten wiśniowy zestaw. Pasuje do twoich włosów. — Wiesia trzymała w rękach biustonosz z misterną koronką. — Może jeszcze peniuar? Chociaż… to już przesada.
— Kto to zobaczy pod ubraniem? Za drogie. Nie kus.
— Ile ci tłumaczyć? Takie cuda zakłada się na wieczór, żeby mąż oszalał! Z twoją figurą to *must have*. Kupujemy. — Wiesia ruszyła do kasy.
— Nogi mi odpadają. Chodźmy gdzieś usiąść. — Bożena westchnęła. — Jakub mnie zdradza.
— Bo poszedł w sobotę do pracy? — Wiesia zmarszczyła brwi.
— Od dawnZanim zdążyła odpowiedzieć, wzrok jej przykuła sylwetka Jakuba, siedzącego w kącie pobliskiej kawiarni, a gdy odwrócił głowę, ich spojrzenia spotkały się na ułamku sekundy, który wystarczył, by zrozumiała, że pociąg, którym odjeżdżała, zabiera nie tylko ją – ale i całą przeszłość, która nigdy już nie miała być jej ciężarem.



