„Czy nie masz nic przeciwko, jeśli przymierzam twoją suknię ślubną? Tobie już się do niczego nie przyda” – zaśmiała się przyjaciółka

— Nie masz nic przeciwko, żebym założyła twoją suknię ślubną? Przecież już ci się nie przyda — zaśmiała się przyjaciółka.
— Właśnie to jest idealne. Najlepsze ze wszystkiego, co przymierzałaś — powiedziała Joanna, wpatrując się krytycznie w przyjaciółkę.

— Twoja przyjaciółka ma rację. Ta suknia bardzo ci pasuje. Wystarczy podszyć dół i trochę zwęzić w talii — dodała sprzedawczyni w salonie ślubnym. — Przyniosę welon?

— Chciałam bez welonu — zmieszała się Kinga.

— Proszę przynieść, ale nie za długi — zdecydowała Joanna, patrząc, jak przyjaciółka kręci się przed lustrem.
Szeroka spódnica falowała wokół jej nóg. Kinga już widziała zachwycone oczy Jakuba, gdy zobaczy ją w tej sukni.

Sprzedawczyni z powagą przyniosła delikatny welon i wprawnym ruchem przypięła go do włosów panny młodej.

— Gotowa do urzędu stanu cywilnego. — Kobieta uśmiechnęła się do odbicia Kingi w lustrze. — No więc? Bierzemy?

— Co myślisz? — Kinga odwróciła się do Joanny.

— To ty wychodzisz za mąż, twoja decyzja — odparła przyjaciółka, nie kryjąc iskierki zazdrości w oczach.

— Tak, bierzemy. — Kinga uniosła spódnicę i chciała zejść z podestu, ale sprzedawczyni ją zatrzymała.

— Zaraz zawołam krawcową.

Kinga udawała zniecierpliwienie, ale w głębi duszy cieszyła się, że jeszcze chwilę zostanie w sukni.

Wracały do domu przez park.

Znały się od podstawówki. Joanna była wysoka, kanciasta, z ostrymi rysami twarzy i długim, prostym nosem. Zawsze zazdrościła Kingi urody — jej małego, zadartego noska, dołeczków w pulchnych policzkach. Ale najbardziej tego, że Kinga miała normalnych rodziców, którzy nie pili i nie kłócili się codziennie. Ojciec Joanny zmarł dwa lata wcześniej od zatrucia podejrzaną wódką. Myślała, że wreszcie z mamą będą żyć spokojnie. Ale kobieta stała się nerwowa, jakby gotowa wybuchnąć w każdej chwili.

Kinga skończyła prestiżowy wydział na uniwersytecie, pracowała jako tłumaczka w dużej firmie. Joanna po zaocznych studiach biologicznych zatrudniła się w laboratorium ekologicznym. Nienawidziła swojej pracy, co było kolejnym powodem do zazdrości.

A teraz ta „myszka” wychodzi za mąż. Jakub był Joannie obojętny, ale sam fakt ją wściekał. Spotykała się z chłopakami, ale nigdy nie doszło do ślubu. Marzyła o białej sukni, a jeszcze bardziej — by uciec od matki. Czym ona jest gorsza od tej cichej Kingi? Dlaczego to jej zawsze się udaje?

— W ogóle mnie nie słuchasz — Kinga pociągnęła przyjaciółkę za rękę.

— Co? Co powiedziałaś? — Joanna naprawdę się zamyśliła.

— Mówiłam, że na weselu rzucę ci bukiet i wkrótce też wyjdziesz za mąż. Tam jest kobieta, która sprzedaje biżuterię. Wczoraj ją zauważyłam, ale się spieszyłam. Chodź, podejdźmy. — Kinga pociągnęła Joannę w stronę ławki.

— Po co ci ta tandeta? — opierała się.
Sceptycznie spojrzała na starszą kobietę, obok której na ławce leżał kramik z błyszczącymi, tanimi ozdobami. Ludzie mijali je obojętnie, a jeśli ktoś przystanął, szybko tracił zainteresowanie.

— Spójrz, jakie śliczne pierścionek. — Kinga kręciła w palcach maleńki pierścionek z białym kamieniem. — Mogę przymierzyć?

— Za przymierzenie nie biorę pieniędzy. Ale nie sprzedam ci go — powiedziała nagle kobieta.

— Dlaczego? — zdziwiła się Kinga, nie puszczając pierścionka.

— Wkrótce założysz obrączkę. A noszenie różnych metali to zły gust — pouczyła kobieta. — Lepiej spójrz… — przejrzała zawartość kramiku — o, to. Podała Kindze metalowy wisiorek w formie okrągłej blaszki na cienkim łańcuszku. Blaszka lśniła jak lustro.

— Kinga, po co ci ta szmira? — skrzywiła się Joanna.

— Popatrz, jaki oryginalny. Ile kosztuje? — zignorowała uwagę przyjaciółki.

— Tyle, ile dasz. Weź go. Przyniesie ci szczęście.

— Ona już jest szczęśliwa — wtrąciła się Joanna.

— A ty zazdrościsz — rzuciła kobieta, patrząc na Joannę surowym wzrokiem.

Kinga poszperała w torebce i podała kobiecie trzy banknoty.

— To wszystko, co mam.

— Wystarczy. Noś na zdrowie. — Kobieta uśmiechnęła się.

Gdy odeszły, Kinga natychmiast założyła łańcuszek.

— No jak? — zapytała przyjaciółkę.

— Oryginalne — odparła sucho.
Choć i jej się podobał.

Minął tydzień. W przerwie obiadowej Kinga wpadła do salonu po gotową suknię. Przymierzyła, upewniła się, że teraz leży idealnie. Sprzedawczyni zapakowała ją do dużego pudełka.

— Ojej, jakie wielkie. Nie mogę tego nieść do pracy.

— Weź taksówkę albo zostaw u nas do wieczora.

Kinga zostawiła pudełko i pobiegła do biura. Próbowała dodzwonić się do Jakuba, ale ten nie odbierał. Był programistą, często pracował w domu, ale nigdy nie wyłączał telefonu.

Nie mogąc usiedzieć w miejscu, wcześniej wyszła z pracy i pojechała do niego. Nacisnęła dzwonek, lecz drzwi otworzyła nie Jakub, a Joanna — w jego koszuli. Na jej szyi błyszczał znajomy wisiorek.

— Co ty tu robisz? — Kinga mrugała, oszołomiona. — Gdzie Jakub?

— Zmęczył się, śpi — zaśmiała się Joanna.

Kinga odepchnęła ją i wpadła do mieszkania. Jakub leżał na kanapie, rzeczywiście śpiąc.

— Jakub! — krzyknęła.

Drgnął, ale się nie obudził.

— Przekonałaś się? — spytała za nią Joanna.

Kinga odwróciła się gwałtownie.

— Jak mogłaś? Po co? — Odsunęła przyjaciółkę i wybiegła z mieszkania.

Gdy wróciła do domu, rzuciła się na kanapę i wybuchnęła płaczem. Opowiedziała matce wszystko, oznajmiła, że ślubu nie będzie.

— Nie działaj pochopnie. Trzeba to wyjaśnić — próbowała ją uspokoić matka.

— W czym? Widziałam na własne oczy…

— Nigdy nie lubiłam twojej przyjaciółki. Spodziewałam się czegoś takiego. Ale porozmawiajPo latach, gdy Kinga i Jakub stali przed ołtarzem, a mały Wiktor rzucał płatki róż pod ich nogi, zrozumieli, że prawdziwa miłość potrafi przetrwać nawet najcięższe próby.

Rate article
Fajna Tajna
„Czy nie masz nic przeciwko, jeśli przymierzam twoją suknię ślubną? Tobie już się do niczego nie przyda” – zaśmiała się przyjaciółka