Czekaj na mnie!

„Czekaj na mnie, Ewelina Janowska!”

Dźwięk dzwonka rozległ się po korytarzach, a szkoła powoli pustoszała. Nauczyciele rozchodzili się do klas, przeganiając spóźnialskich uczniów.

Za oknami szumiała młoda zieleń, a słońce kusiło, by wyjść na zewnątrz. Ewelina Janowska zatrzymała się przed drzwiami do klasy. Tak samo jak uczniowie, marzyła, by rzucić wszystko i wyjść na wiosenny spacer po mieście. Westchnęła i weszła. Klasa 7b z hałasem wstała.

— Dzień dobry. Proszę usiąść — powiedziała, przechodząc w stronę biurka.

— Kogo dziś nie ma? — zapytała, szybko patrząc po uczniach.

Wzorowa uczennica, Kasia Szymańska, wstała i po angielsku oznajmiła, że brakuje Weroniki Zawadzkiej i… Adama Kowalskiego. Zawsze reagowała najszybciej, bo mówiła najlepiej po angielsku. Po klasie przeszła fala szeptów.

— Michał, co z Adamem? — Ewelina zwróciła się po polsku do chłopca.

Michał Nowak był sąsiadem Adama.

Wszyscy w szkole wiedzieli, że ojciec Adama rok temu wyszedł z więzienia, nie pracował, pił i okrutnie bił żonę. Syn też dostawał w skórę, gdy stawał w jej obronie. Adam często przychodził na lekcje z siniakami. Przed WF-em wchodził do szatni ostatni, by koledzy nie zobaczyli śladów na jego ciele. Ale wszyscy wiedzieli, co się dzieje. Michał opowiadał.

Ewelina współczuła Adamowi. Chłopak był przystojny, dojrzały jak na swój wiek. W takich rodzinach dzieci szybko dorastają. Uczył się dobrze, szybko łapał materiał. Tylko angielski mu nie szedł, ale się starał.

Po studiach Ewelina wróciła do swojej szkoły jako nauczycielka angielskiego. Nie chciała zostawiać samej matki, więc nie wyjechała do Warszawy, nie poszła do prywatnej szkoły, jak wielu jej kolegów z roku.

Starsze klasy uczyła bardziej doświadczona nauczycielka. Ewelinie przypadła podstawówka. Na początku oczywiście jej dokuczali, ale potem się przyzwyczaili i pokochali młodą nauczycielkę. Ubierała się skromnie, ale pod maską surowości często przebijał się ciepły uśmiech i błysk w oczach.

Dziewczyny naśladowały jej maniery, a chłopcy kryli zauroczenie pod warstwą chamstwa. W tym roku Ewelina Janowska została wychowawczynią 7b.

— Pani Ewelino, wczoraj jego ojciec znowu się upił, bił matkę Adama. Krzyki słychać było w całym bloku. W nocy zabrali ją karetką. Adam wezwał, gdy ojciec zasnął. Wezwali też policję. Ojca zabrali, a Adama też, dopóki nie znajdą krewnych…

— Co?! — Ewelina aż się zachwiała i znów spojrzała po klasie. Uczniowie w ciszy czekali na jej słowa. Co mogła powiedzieć?

— Dobrze, po lekcjach pójdę na komisariat i wszystko sprawdzę.

W klasie rozległ się odgłos ulgi.

Przed oczami Eweliny stanęła twarz trzynastolatka. Ile razy pytała, czy nie potrzebuje pomocy, ale on tylko przerażony kręcił głową. Często łapała jego przenikliwe spojrzenie, od którego się rumieniła i gubiła wątki.

Klasa zamarła.

— W porządku, zaczynamy… — powiedziała, udając nieudaną wesołość.

Na przerwie Ewelina weszła do gabinetu dyrektora.

— Panie Waldemarze, Kowalski…

— Wiem, pani Ewelino. Dzwonili z policji. Szukają rodziny. Jeśli nie znajdą, trafi do domu dziecka. Ojcu grozi wyrok, a matka… oby przeżyła. Sami wiecie, dom dziecka to nie cukierki. Nie wiadomo, co gorsze — bestia ojciec czy zgorzkniałe dzieciaki.

— Chcę tam iść. Wesprzeć go, dowiedzieć się więcej.

— Jako wychowawczyni ma pani prawo. Spróbujcie. Ale nie radzę się w to pakować. Widziałem już różne rzeczy. — Zmęczonym gestem dał jej do zrozumienia, że rozmowa skończona.

Spotkanie z Adamem pozwolili jej odbyć. Zeszli się w pomieszczeniu z jaskrawozielonymi ścianami i tandetnymi meblami.

— Co z mamą? — od razu zapytał Adam.

Ewelina się zmieszała. Nie pomyślała, by spytać o stan jego matki.

— Jest w szpitalu. Nie wolno jej odwiedzać. Nie martw się, będzie dobrze. — Starała się brzmieć przekonująco.

— Ojca zamkną? Niech go zamkną — rzucił Adam, a w jego oczach błysnął gniew. Ewelina zauważyła, jak naciąga rękaw bluzy, by zakryć ślady na nadgarstku.

— Masz rodzinę? Wujków, ciotki, dziadków? — spytała życzliwie.

— Nie wiem. Nawet jeśli, nikomu nie jestem potrzebny. Dziękuję, że pani przyszła. — Jego wzrok sprawił, że zadrżała. — Mogę do pani pisać?

— Tak, oczywiście — odparła po chwili. — Nie wiem, czy będziesz miał tam dostęp do internetu… Zapisałam adres i numer telefonu. Weź. — Wcisnęła mu w dłoń złożoną kartkę.

— Dziękuję. Jeste pani dobra. Bardzo mi pani podobna. Wiem, że jestem dla pani za młody. Ale dorosnę i wrócę. Poczeka pani na mnie? — Mówił, patrząc na nią z rozpaczą i nadzieją.

Ewelinę rozbawiło to niezdarne wyznanie, ale też ścisnęło za serce. Chciała go objąć, pogłaskać po niesfornych włosach, uspokoić. Powstrzymała się. Mógł źle zrozumieć ten matczyny gest.

Do pokoju zajrzała policjantka.

— Przepraszam, obiad…

Ewelina zrozumiała, że czas iść.

— Trzymaj się. Jeśli coś, dzwoń albo pisz. Postaram się pomóc. — Stała już w drzwiach.

— Pani Ewelino! — Głos Adama zadrżał. — Poczeka pani…

Skinęła głową i wyszła.

Łzy napływały do oczu młodej nauczycielki. „Jak przestępca. Co z nim będzie? Jak mu pomóc?”

Dwa dni później dyrektor zatrzymał ją na korytarzu.

— Ewelina, proszę do mnie.

Po tym, że nazwał ją po imieniu, zrozumiała, że stało się coś złego.

— Matka Adama Kowalskiego nie żyje. Już pochowana. Psycholog nie pozwolił mu się pożegnać. Trumna była zamknięta. Ale jest i dobra wiadomość. Przyjechała babcia, matka ojca. Zgodziła się wziąć Adama do siebie, do Poznania. Dokumenty już wydaliśmy.

Więc ułożyło się lepiej, niż myśleliśmy. Oby z Adamem byłoEwelina przechowała ten dzień w swoim sercu, gdyż wiedziała, że czasem największe burze przynoszą właśnie taki spokój.

Rate article
Fajna Tajna
Czekaj na mnie!