Zaskakujący prezent

**Prezent**

Halina przeszła po mieszkaniu, sprawdzając, czy wszystko wyłączyła, czy zostawia porządek. Uwielbiała wracać do czystego domu. Więc po co opuszcza swój wygodny raj? Dlaczego? Żyje przecież jak w sanatorium – robi, co chce. Ale jeśli nie pojedzie, córka się obrazi. Wyjazd nad morze to jej prezent dla Haliny na urodziny.

Westchnęła, wyniosła walizkę na klatkę i zamknęła drzwi na dwa zamki. Szarpnęła klamkę dla pewności, po czym zapukała do sąsiadki.

— Już wyjeżdżasz? — spytała Zosia.

— Tak. Klucze zostawiam — Halina niechętnie podała jej wiązkę.

— Nie martw się, podleję kwiaty, wszystko dopilnuję. Odpoczywaj i nie zamartwiaj się — zapewniła Zosia. — Masz szczęście do córki, kupiła ci ten wyjazd, korzystaj, mamo. A mój Jurek tylko o butelce myśli. Miał rodzinę, mieszkanie, wszystko przepił…

Halina współczuła sąsiadce, ale dopiero teraz dotarło do niej, jak ryzykowne było zostawianie kluczy pod jej opieką. A nuż jej syn wtargnie do środka? Nic szczególnie cennego nie miała, ale każdą rzecz szkoda, jeśli zginie. Wszystko kosztuje. I nieprzyjemnie, gdyby ktoś grzebał w jej rzeczach. Żałowała, że nie poprosiła kogoś innego o doglądanie mieszkania. Za późno na zmiany. I nie chciała urazić Zosi niewiarą. Ile razy ta jej pomagała?

Sąsiadka dostrzegła wahanie na twarzy Haliny.

— Nie martw się, schowam klucze, Jurkowi nic nie powiem. Jedź spokojnie — obiecała.

Halina skinęła głową i skierowała się z walizką w stronę schodów.

— Szczęść Boże! — krzyknęła za nią Zosia, zamykając drzwi.

Na dworzec dotarła pieszo — po co brać taksówkę na dwa przystanki? A do autobusu z walizą tylko ludzi niepokoić. Przeszła tunelem na perony. Akurat stał tam przejezdny pociąg. Ruszyła wzdłuż składu, wypatrując dziewiątego wagonu. Znalazła i przystanęła. Tu będzie czekać, by później nie biegać po peronie.

*A jeśli numery wagonów idą od drugiej strony? — nagle zaniepokoiła się Halina. — Nie szkodzi, konduktor zwykle zapowiada, zdążę.*

Tydzień temu córka niespodziewanie przyjechała i oznajmiła, że postanowiła dać prezent urodzinowy wcześniej, by Halina zdążyła się przygotować.

— Jesteś w ciąży? — spytała wtedy.

Drugie dziecko to oczywiście potrzeba, ale pierwsze ma ledwie rok. Jeszcze nie wyszli z pieluch, za wcześnie na kolejne.

— Nie, nie w ciąży. Kupiłam ci wyjazd na południe. Pociąg jedenastego wieczorem, przedział. Oto. — Wyciągnęła kopertę. — Tydzień wystarczy, żeby się spakować.

— Jak? Sama? Bez was? Co ty wymyśliłaś? W samych urodziny! A goście, stół? Nie, nigdzie nie jadę. Oddaj bilet — zdecydowanie oświadczyła Halina.

— Mamo, specjalnie tak ustawiłam, żebyś nie stała cały dzień w kuchni jak przy taśmie. Chciałam, żebyś miała święto — spotkanie z morzem. Kiedy ostatnio byłaś na południu? Nawet nie pamiętasz. To prezent ode mnie i od Jacka. Rób z nim, co chcesz — powiedziała obrażona córka. — Nie chcesz nad morze, siedź w domu, ale biletu nie oddam. Jak zajdę w ciążę, to zapomnisz o wyjeździe na lata. Wybrałam dobry pensjonat, tuż przy plaży — przekonywała.

I co miała robić? Pomarudziła, że bez jej zgody wszystko załatwili, ale zaczęła się pakować.

Tak oto znalazła się na dworcu. Z tych podróży, zwłaszcza samotnych, więcej stresu niż radości. Same zmartwienia: czy zdąży na pociąg, z kim będzie w przedziale, jak się urządzi… A w jej wieku nerwy to ostatnia rzecz, której potrzebuje.

Gdy konduktor ogłosił przyjazd pociągu, a numery wagonów zaczynały się od końca składu, Halina odetchnęła. Wszystko dobrze przemyślała. Wkrótce rozległ się gwizd nadjeżdżającej lokomotywy. Halina zebrała się w sobie, mocniej ścisnęła uchwyt walizki, w drugiej ręce trzymała gotowe dokumenty. Obok stali inni z bagażami.

Pociąg przemknął obok, wreszcie ukazał się koniec. Halina miała ochotę poderwać się i biec za wagonami. Wydawało jej się, że skład odjedzie dalej, a ona w dwie minuty nie zdąży do swojego przedziału. Ale pociąg w końcu stanął, szarpnął i zastygł. Konduktorka dziewiątego wagonu otworzyła drzwi dokładnie naprzeciw Haliny, przetarła poręcz ścierką i przygotowała się do sprawdzania biletów.

Halina jako pierwsza podała dokumenty, weszła do wagonu, znalazła swój przedział, usiadła na leżance i odetchnęła. No i proszę, połowa sukcesu — jest w pociągu.

Pociąg znów drgnął i ruszył, nabierając prędkości. Drzwi z hukiem odsunęły się na bok, do przedziału weszły trzy dziewczyny. Od razu zrobiło się głośno i ciasno. Halina wyszła do korytarza, dając im miejsce.

Za oknami migały lasy i pola, ciemniała tafla jezior. Noce w lipcu krótkie — zanim zdąży zapaść zmrok, już świta. Dziewczyny, śmiejąc się, minęły ją, kierując się do sąsiedniego wagonu. Halina wróciła do przedziału, przebrała się i położyła. Przy kołysaniu wagonu szybko zasnęła.

Obudził ją postój na jakiejś stacji i głos z głośników. Niebo za oknem rozjaśniło się. Zegarek wskazywał wpół do trzeciej. Z górnej półki zwisał kosmyk jasnych włosów. Halina nawet nie słyszała, kiedy dziewczyny wróciły. Pogratulowała im w duchu, że były cicho, i znów zasnęła.

Gdy obudziła się ponownie, przedział zalewało słońce, duszno było nie do wytrzymania. Dziewczyny spały. Halina cicho wyszła, przytrzymując drzwi. Na klamce toalety widniała kartka „zajęte”. Trzeba czekać.

— Na morze pani jedzie? — spytał mężczyzna z ręcznikiem przewieszonym przez ramię.

— Tu wszyscy jadą na morze — odparła mu równie sucho.

Nie miała ochoty na rozmowę, zwłaszcza stojąc pod drzwiami toalety. Odwróciła się, dając do zrozumienia, że nie jest rozmowna. Ale on nie zrozumiał, ciągle gadał,Halina spojrzała przez okno na migoczące w słońcu morze i uśmiechnęła się do siebie, czując, że po raz pierwszy od dawna jest dokładnie tam, gdzie powinna być.

Rate article
Fajna Tajna
Zaskakujący prezent