Zajęcia za kierownicą

**Lekcje jazdy**

Kinga zaparkowała samochód pod biurowcem i szybkim krokiem ruszyła w stronę wejścia. Przed nią spacerowały dwie dziewczyny, prowadząc powolną rozmowę. Tuż przed drzwiami zatrzymały się nagle, blokując przejście. Bezceremonialnie wcisnęła się między nie, odepchnęła je na boki i szarpnęła drzwi na siebie.

— Hej, gdzie się pchasz… — w ślad za nią poleciały grubiańskie obelgi.

Innym razem odpowiedziałaby im tym samym tonem, ale dziś Kinga była w rozpaczy spóźniona. Nie wdawała się w kłótnię, tylko pobiegła dalej, w stronę windy. Ludzie już wchodzili do środka. W ostatniej chwili wślizgnęła się do kabiny, wpychając na swoją drogę mężczyznę.

— Przepraszam — burknęła, odwracając się do zamykających się drzwi.
Między ich szczelinami mignęły rozwścieczone twarze dziewczyn, które za nią biegły. Winda ruszyła w górę. *„Trzeba było im pokazać język”* — pomyślała z opóźnieniem.

Była rozgrzana od biegu, włosy miała w nieładzie. Na ścianie kabiny wisiało lustro, ale tłok uniemożliwiał jej do niego dotarcie. Przeciągnęła dłonią po włosach.

Za plecami ktoś prychnął. Kinga była pewna, że to ten mężczyzna, którego przed chwilą potrąciła. Odwróciła się, by to sprawdzić. Stał tuż za nią, patrząc z uniesioną brodą. Albo jej się tylko tak wydawało przez różnicę wzrostu. Poczula subtelny zapach jego wódki kolońskiej. Przez moment patrzyli na siebie. W końcu gwałtownie odwróciła głowę, wzniecając chmurę włosów.

Winda zatrzymała się, drzwi rozsunęły się płynnie, a Kinga wyszła, czując na plecach jego wzrok.

— Dostałeś wilczego apetytu? — zapytał Kajetan, gdy winda ruszyła. — Widziałeś, jak cię mierzyła? Ledwo powstrzymała się, żeby ci nie nawrzucać.

— Daj spokój. Tego typu sztuczki na mnie nie działają. Stary wyjadacz. Teraz taka harda, a jak wyjdzie za mąż, wtedy dopiero pokaże swoje prawdziwe oblicze. „Kochanie, Ola z mężem były na Malediwach, a my znowu do Turcji? Znudziło mi się. Kasia ma trzy futra, a ja tylko jedno. Czuję się jak żebraczka…” — Darek wydął usta, groteskowo parodiując ton żony.
Wokół rozległy się chichoty.

— Po prostu pechowo trafiłeś z Leną — stwierdził Kajetan.
W tej chwili winda zatrzymała się i przyjaciele wysiedli.

— W prawo — podpowiedział Kajetan.

— Zgoda. Po niej patrzeć nie mogę na kobiety. I koniec tematu — mruknął Darek. — Tu? — Zatrzymał się przed szklanymi drzwiami.

Tymczasem Kinga wysłuchiwała reprymendy od szefa.

— Gdzie diabły cię noszą? Klient się wkurzył, psujesz kontrakt! — krzyczał, aż pryskał śliną.

— Piotrze Marku, przysięgam, to ostatni raz. W korku utknęłam…

— Oszczędź mi szczegółów. Mniej spać i wyjeżdżać wcześniej. Jeszcze raz się spóźnisz, przysięgam, Kowalska, nie spojrzę, że matka chora, zwolnienie. A teraz znikaj mi z oczu. Bierz próbki i jazda do klienta.

Kinga cofnęła się do drzwi.

— Dziękuję, Piotrze Marku. Już lecę. Obiecuję, nie, przysięgam, to się nie powtórzy… — Wyszła na korytarz, wypuszczając powietrze.

— Szukał cię Grabowski. Wściekał się — powiedziała koleżanka, gdy Kinga weszła do biura.

— Już mnie znalazł. — Chwyciła przygotowaną teczkę i wybiegła.

Nie czekała na windę, zbiegła schodami, wyszła z budynku i stanęła jak wryta przed samochodem. W pośpiechu zaparkowała swoją małą *Hyundaia* zbyt blisko *Kii* przed nią. Liczyła, że kierowca za nią zostawi przyzwoity odstęp.

Widocznie też się spieszył. Ogromny, czarny *Mercedes* groźnie górował nad jej skromnym autem, prawie dotykając zderzaka. Kinga utknęła w pułapce. *„Co teraz? Jak wyjechać? Gdybym tak zaparkowała, byłaby awantura…”* Choć właśnie tak zaparkowała.

Nie mogła iść pieszo. Wsiadła za kierownicę, rzuciła teczkę na fotel pasażera, przekręciła kluczyk i zaczęła ostrożnie manewrować.

Była zdenerwowana. W uszach wciąż brzmiały groźby zwolnienia. Pewnie Piotr Marek już zadzwonił, że jedzie. A ona traciła czas na daremnych próbach wyjazdu.

Uznała, że da radę wyjechać, nie rysując samochodu przed sobą, i raz jeszcze cofnęła. Zrobiła to zbyt gwałtownie. Poczuła lekkie uderzenie. *Mercedes* zawył alarmem. Tego jej brakowało. Kinga przejechała minimalnie do przodu. Wyszła, modląc się, by nie było śladów. Na błotniku *Mercedesa* dostrzegła rysę i wgniecenie. *„Przynajmniej lampy nie rozbiłam”*. Auto mignęło światłami i zamilkło.

Bezradnie rozejrzała się. Na parkingu nikogo nie było. Kamery wisiały na budynku, ale z tej odległości pewnie nie złapały numeru. Westchnęła, wsiadła i ruszyła z piskiem opon. Nie miała już nic do stracenia.

Gdy wróciła, ominęła miejsce zdarzenia. *Mercedesa* już nie było. *„Właściciel pewnie nie zauważył. Ale jeśli zauważył, łatwo mnie znajdzie. Wszyscy znają moje auto. To tylko mała wgniecionka…”* — machnęła ręką, wjeżdżając windą do agencji reklamowej. I nagle przypomniała sobie tamtego mężczyznę.

Minął tydzień. Nikt jej nie szukał. Ale pewnego dnia zadzwonił nieznany numer.

— Kinga Piotrowna Kowalska?… Kapitan Nowak… — Kinga przycisnęła telefon do ucha, ledwo słuchając. Na słowo *„kapitan”* zesztywniała. — Czy samochód o numerze… należy do pani?

— Tak — odpowiedziała, ignorując czerwoną lampkę w głowie. Ale było za późno. Przyznała się.

— Oczekuję pani w komendzie… gabinet szósty… przepustka przy wejściu… — Kinga przestała pisać. — Jeśli się pani nie stawi, prześlemy wezwanie.

— Ja… Przyjdę — obiecała.

Twarz płonęła, słuchawka przykleiła się do spoconej dłoni. *Zauważył. Cholera! Na takich wozach jeżdżą tylko ważniacyKinga wzięła głęboki oddech i podeszła do niego, a w jego oczach zobaczyła coś, co sprawiło, że jej serce zabiło mocniej niż zwykle.

Rate article
Fajna Tajna
Zajęcia za kierownicą