Ostatnia wiadomość

Ostatni list

Ania nigdy nie znała swojego ojca. Gdy podrosła i zapytała mamę o niego, ta tylko odparła:

– Czyż jest ci ze mną źle?

Halina kochała córkę, choć nie rozpieszczała. Jak nie kochać cichej, wielkookiej dziewczynki? Ania nie sprawiała kłopotów, nie uciekała ze szkoły, uczyła się dobrze i słuchała matki.

Była zwyczajną, niepozorną dziewczynką. Nie każdy musi być pięknością. Nigdy nie usłyszała od dorosłych, że jest słodka czy urocza. „Zupełnie jak matka!” – mawiali.

Mama nie perfumowała się, nie malowała ust, nie chodziła na obcasach. „Jakie obcasy? Po całym dniu przy maszynach nogi same bolą” – mówiła. Pracowała w zakładach włókienniczych. W halach panował ogłuszający hałas, więc Halina przywykła mówić głośno, niemal krzyczeć.

Po dziewiątej klasie mama wysłała Anię na wakacje na wieś, do swojej przyjaciółki. Najwyraźniej sama miała wtedy jakieś plany. Córka nie przeszkadzała, ale nie była jeszcze gotowa, by o tym wiedzieć.

– Jak poznałaś moją mamę? – zapytała Ania ciocię Jadzię. – Ona jest z miasta, a ty mieszkasz na wsi.

– Twoja matka też była wiejską dziewczyną. Przyjaźnimy się od kołyski. Dopiero później wyjechała do miasta, dostała pracę w fabryce. Nie mówiła ci? Zawsze wstydziła się swoich wiejskich korzeni. – Ciocia Jadzia westchnęła. – Ja zostałam, zaraz po szkole wyszłam za mąż. Dzieci mi Pan Bóg nie dał, mąż wyjechał za pracą i przepadł. Tak żyję sama. Twoja mama przynajmniej zdążyła urodzić, bo tu nawet porządnych mężczyzn nie ma. Wszyscy piją.

– A mój ojciec? Wiesz coś o nim?

– A czego nie wiedzieć? W fabryce same kobiety pracują. Po zmianie nie ma czasu na miłość. Twojej matce jako przodowniczce pracy dali mieszkanie. Nie wszystkim się tak poszczęściło. A lata lecą.

Zatrudnili u nich mężczyznę, mechanika do naprawy maszyn. Nie przystojniak, ale facecie uroda niepotrzebna. W babskim kolektywie każdy jest na wagę złota. Nie wiem jak, ale zaszła w ciążę. I to w ostatniej chwili, już prawie za późno.

Halina nie grzeszyła urodą. Zalotnicy za nią nie łażyliby stadami. Gdy dowiedziała się, że będzie dziewczynka, jeszcze się ucieszyła. Dziewczynkę łatwiej wychować bez ojca. Urodziła dla siebie. Tak to się nazywa. – Ciocia Jadzia znów westchnęła.

Z ciocią Jadzią rozmawiało się łatwiej niż z mamą. Nauczyła Anię wielu rzeczy w gospodarstwie. Co innego robić na wsi? Dzieciaków było sporo, ale same maluchy, nie w wieku Ani.

Pod koniec lipca przyjechał do sąsiada nastolatek. Gdy Ania go zobaczyła, serce zabiło mocniej. Pomagał dziadkowi w ogrodzie, nosił wodę z rzeki, a Ania obserwowała go przez okno.

Pewnego dnia zobaczyła, że idzie nad rzekę. Chwyciła ręcznik i ruszyła za nim. W połowie drogi przypomniała sobie, że nie założyła kostiumu, ale nie było sensu wracać. Usiadła na trawie nad brzegiem i patrzyła, jak nurkuje i prycha, wynurzając się. On też ją zauważył.

– Co siedzisz? Woda ciepła! – krzyknął do Ani.

Zawstydziła się, chciała odejść. A on nagle wyszedł na brzeg i podał jej lilie wodne, pachnące rzeką i mchem.

Ania w zamian podała mu swój ręcznik. Rozmawiali. Wojtka rodzice wysłali do dziadka na wieś, bo sami się rozwodzili i dzielili majątkiem.

– Co robisz jutro? – zapytał Anię.

– Nic, pomagam cioci Jadzi w domu. A co? – A jej serce waliło jak oszalałe. Nigdy tak z żadnym chłopakiem nie rozmawiała.

– Chodź ze mną do lasu, grzyby już rosną, a dziadkowi noga dokucza.

– Chodźmy – odparła i zaczerwieniła się.

– Tylko wcześnie, po rosie pójdziemy. Zagwizdzę ci – obiecał Wojtek.

Wracali do domu razem. On uderzał patykiem w pokrzywy przy płocie, a ona niosła na ramieniu mokry ręcznik i wydawało jej się, że obejmuje ją za ramiona.

Obudziła się o świcie. Co chwilę zerkała na zegar. Wskazówki wlokły się niemiłosiernie.

– Czym się męczysz? – zapytała ciocia Jadzia i głośno ziewnęła. – Śpij, jeszcze wcześnie.

– Idę z Wojtkiem do lasu na grzyby, boję się zaspać – szczerze przyznała się Ania.

Ciocia wstała, stękając, przyniosła z komórki gumowce i ubranie w koszu.

– Nie założę tego. Będę wyglądać jak straszydło – uparła się Ania.

– Zakładaj, głupia. W lesie są węże, komary i kleszcze. I włosy schowaj pod chustkę.

Niechętnie wciągnęła na siebie szerokie spodnie i koszulę, spojrzała w lustro i przestraszyła się własnego odbicia. Rzeczywiście – straszydło. A za oknem rozległo się gwizdnięcie. Nie było czasu na przebieranie. Chwyciła koszyk i wybiegła na podwórze. Wojtek z zadowoleniem obrzucił ją wzrokiem. Sam był ubrany identycznie.

W lesie Wojtek zbierał grzyby, a Ania nie widziała ani jednego.

– Kiedykolwiek zbierałaś grzyby? – zapytał Wojtek.

Ania zawstydzona pokręciła głową.

– Rozumiem – westchnął i zaczął pokazywać, jak szukać grzybów, które są jadalne, a których pod żadnym pozorem nie należy zbierać.

Gdy znajdował grzyb, pokazywał go Ani, a sam szedł dalej. Wkrótce i ona zaczęła je zauważać.

– Brawo! – pochwaliła ciocia Jadzia, widząc pełen koszyk. – Zrobię zupę, a wam z matką nasuszę. Zimą będziecie jeść i wspominać lato.

A za oknem znów rozległ się gwizd.

– Biegnij. Narzeczony pewnie na kąpiel cię woła.

Ania poczerwieniała i poszła po kostium.

Tak minął im cały miesiąc – las, rzeka, sklep. Ania zakochała się od pierwszego wejrzenia. Na widok Wojtka serce zamierało jej w piersi. Od przypadkowego dotknięcia drżała jak osika. W nocy o nim marzyła, śpieszyła się z porankiem, by jak najszybciej go zobaczyć.

Niepostrzeżenie minął sierpień, przyjechała mama.

– Czym ty ją tu karmAnia spojrzała przez okno w stronę lasu, gdzie pierwszy raz pocałował ją Wojtek, i uśmiechnęła się, bo wiedziała, że już nigdy nie będzie musiała wybierać między miłością a posłuszeństwem.

Rate article
Fajna Tajna
Ostatnia wiadomość