Narzeczony

Po kolacji Kinga usiadła na kanapie z nogami podwinietymi pod siebie i sięgnęła po książkę. Ledwie zanurzyła się w przygody bohaterki, gdy do pokoju weszła mama, trzymając wibrujący telefon. Na całym ekranie uśmiechała się Basia Nowak.

Kinga niechętnie odłożyła lekturę i odebrała połączenie, znacząco spoglądając na matkę. Ta w końcu zrozumiała, że przeszkadza, i wyszła. Dziewczyna nie miała wątpliwości, że mama teraz podsłuchuje pod drzwiami.

Przez kilka minut gadały o niczym, aż w końcu Basia oznajmiła, że zaprasza ją na urodziny – imprezę w sobotę w domku letniskowym.

– Przecież miałaś miesiąc temu. Czy się mylę? – zdziwiła się Kinga.

– Co za różnica? Mogę świętować codziennie. To tylko pretekst, żeby się spotkać.

– Po co? Można się zwyczajnie umówić, bez okazji – odparła Kinga.

– Nie, musi być nutka tajemnicy, oczekiwanie. Przyjeżdża kolega mojego Jacka z Niemiec. Nie wie, kiedy właściwie obchodzę urodziny. Gdybyśmy zaprosili go bez powodu, mógłby odmówić. A urodziny to poważna sprawa. Ela, moja przyjaciółka, pamiętasz ją? Wrzeszczała z radości, gdy się dowiedziała, że przyjeżdża. Podobno jest reżyserem, ale sama nie wiem. W każdym razie kręci się wokół kina, a Ela marzy o występach przed kamerą. Przyczepiła się jak rzep do psiego ogona, nie daje mi spokoju.

– Ach, więc o to chodzi. A ja po co jestem potrzebna?

– Jak to po co? Urodziny przecież – Basia zaczynała się irytować.

– Jako tło? – domyśliła się Kinga. – Dlaczego w domku? Przecież śnieg jeszcze nie stopniał.

– Nie bądź głupia, Kinga. Żeby nie uciekł – zaśmiała się Basia, zadowolona z siebie. – No to jedziesz? Rozerwiemy się, upieczemy kiełbaski. Stoi u nas jeszcze choinka. Po świętach nie zdążyliśmy jej zdjąć. Śnieg tak przysypał, że nie dało się dojechać. No błagam, zrób to dla mnie – powiedziała, a Kinga wręcz widziała, jak przyjaciółka dumnie wydyma dolną wargę.

– Dobrze już – westchnęła Kinga.

Zgodziła się tylko dlatego, że do soboty były jeszcze cztery dni. W tym czasie mogło się przydarzyć wszystko – zachoruje ona, Basia, albo wydarzy się coś jeszcze i wyjazd się nie odbędzie.

Odłożyła telefon, a do pokoju natychmiast weszła mama.

– Gdzie cię zapraszała?

– Mamo, przecież słyszałaś – uśmiechnęła się Kinga.

Matka wcale się nie speszyła.

– Jedź sobie. Zawsze siedzisz w domu. Niedługo czterdziestka, a ty bez męża. Nie doczekam się wnuków.

– Mamo, narzeczeni nie są jak przebiśniegi, nie rosną na działce – zażartowała Kinga. – Mam dopiero trzydzieści dwa, jeszcze osiem lat do czterdziestki. A dzieci powinny rodzić się z miłości, nie dlatego, że ty chcesz wnuków…

Mama zacisnęła usta, machnęła ręką i wyszła, ale po chwili wróciła i znowu stanęła przed Kingą.

– Całe dnie czytasz. Żyjesz cudzymi życiami, a twoje własne ucieka. Książki nie pomogą ci wyjść za mąż. Czas ucieka…

– Słyszałaś, jadę. Przywiozę ci wnuki stamtąd – znów zażartowała Kinga.

Mama pokręciła głową z wyrzutem.

– Przepraszam – Kinga zerwała się z kanapy i objęła ją.

W piątek Basia znów zadzwoniła, przypomniała o wyjeździe, kazała ubrać się elegancko, żeby nie wpaść przed obcokrajowcem w błoto, i oznajmiła, że z mężem będą czekać pod domem punktualnie o siódmej.

– Po co tak wcześnie? – oburzyła się Kinga.

– Droga, musimy napalić w domku, przygotować wszystko… Ledwie zdążymy do wieczora.

O szóstej rano zadzwonił budzik. Kinga nie mogła zrozumieć, po co nastawiła go tak wcześnie w weekend. Wtedy weszła mama i oznajmiła, że śniadanie gotowe.

Dziewczyna przypomniała sobie o domku, urodzinach i jęknęła. Żegnaj, spokojny weekend. Wlekła się do łazienki. Gdzieś po godzinie wyszła przed blok, gdzie już czekało auto Jacka. Kinga wsiadła z tyłu i ponuro się przywitała.

– No nie marszcz się. Możesz się zdrzemnąć po drodze – łaskawie pozwoliła przyjaciółka.

Basia paplała bez przerwy. „Jak on z nią wytrzymuje?” – pomyślała Kinga i wkrótce rzeczywiście zasnęła.

W osiedlu letniskowym było pięknie i pusto. Na działkach bielił się nienaruszony śnieg, tylko na drogach między domami widać było ciemne ślady opon. Znaczyło to, że nie będą sami w tej scenerii.

W domku rzeczywiście stała wielka sztuczna choinka. Przez chwilę Kinga miała wrażenie, że cofnęli się w czasie o dwa i pół miesiąca i przyjechali świętować Nowy Rok. Jacek od razu zajął się piecem, a w powietrzu rozniósł się zapach drewna, żywicy i dzieciństwa.

Zanim drewno dobrze się rozpaliło, pod dom podjechały jeszcze dwa auta. Kinga z Basią obserwowały przez okno, jak z jednego wysiadła para znajomych i Ela. Z drugiego – wysoki nieznajomy w okularach.

– To ten reżyser? Jakoś nie wygląda – podzieliła się wątpliwościami Kinga.

– A ty dużo reżyserów w życiu widziałaś? – odcięła się Basia.

Goście szli w stronę domu. Ela podskakiwała jak młoda koza, zapadała się w śnieg i śmiała się głośno, oznajmiając wszystkim w okolicy swoje przybycie.

– Dość gapienia – powiedziała Basia i pierwsza odeszła od okna.

Poszła otworzyć drzwi, a Kinga udała się do kuchni, by rozpakować torby z jedzeniem.

– Twój kolega naprawdê jest reżyserem? – spytała Jacka.

Nie zdążył odpowiedzieć, gdy w domu rozległ się tupot, krzyki, a wszystko przykrył histeryczny śmiech Eli. Dziewczyna od razu rzuciła się w stronę choinki.

Reżyser wnosił do kuchni torby, uścisnął dłoń Jacka i skinął głową Kindze, przytrzymując na niej wzrok.

– Pomóc? – zapytał.

Do kuchni wparował tłum, robiąc się głośno i ciasno. W piecu wesoło trzaskały polana. Kinga pomyślała, że dobrze zrobiła,Kinga spojrzała w oczy Pawła i zrozumiała, że jej życie właśnie się zmienia na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
Narzeczony