*Wicher za oknem huczał jak rozgniewany niedźwiedź, a Kasia przewracała syczące kawałki mięsa na patelni. Przykryła garnek przykrywką, gdy nagle usłyszała warkot silnika i szelest opon na żwirowanej dróżce. Wiktor wrócił, a ona jeszcze nie skończyła kolacji. Spojrzała na jabłecznik w piekarniku, wyjęła z lodówki warzywa i zaczęła je płukać.*
*”Kasiu, jestem!” – zawołał Wiktor z przedpokoju. – “Ależ tu pachnie!” – dodał, wchodząc do kuchni i przeciągając się z rozkoszą.*
*”Głodny?” – Kasia zakręciła kran i odwróciła się do męża. – “Dziś wcześniej wróciłeś. Jeszcze nic nie gotowe.”*
*”Nic nie szkodzi, poczekam. A na deser będzie coś słodziutkiego?”*
*”Jabłecznik. Wytrzymasz chwilę?”*
*”Oczywiście.” – Wyszedł do salonu, a Kasia zabrała się za krojenie warzyw do sałatki. Nie lubiła robić kilku rzeczy naraz, zwłaszcza gotować parę dań jednocześnie. Jak się rozproszyła, coś zawsze się przypaliło. Ale tym razem poszło jak z płatka – wszystko wyszło idealnie. Nakryła do stołu i poszła za Wiktorem. Siedział w fotelu przed telewizorem, z zamkniętymi oczami, a na ekranie leciały wiadomości. Zastanawiała się, czy go obudzić, gdy nagle otworzył oczy.*
*”Zmęczony? Wyglądasz…” – Kasia pokręciła głową, szukając słów.*
*”Trochę. Kolacja?” – Wstał z fotela.*
*Ruszyli razem do kuchni.*
*”Mmm… Jak pięknie, a ten zapach!” – Wiktor rozejrzał się po stole.*
*”Wina?” – zaproponowała Kasia. – “Zostało trochę.”*
*”Nie. Dziś nie.”*
*Kasia uwielbiała patrzeć, jak mąż je – z apetytem, ale schludnie. Po prostu go kochała. Kochała gotować dla niego, prasować jego koszule, zasypiać na jego ramieniu. Nie był idealny, ale kochała go takiego, jakim był – ze wszystkimi jego przyzwyczajeniami i wadami.*
* * *
*Poznali się, gdy oboje mieli już za sobą nieudane małżeństwa. Kasia nie zaszła w ciążę w pierwszym małżeństwie, choć oboje byli zdrowi, lekarze nie znaleźli żadnych problemów. “Tak bywa” – mówili. “Trzeba uzbroić się w cierpliwość i nie tracić nadziei.”*
*Ale gdy Kasia czekała i wierzyła, jej mąż nie tracił czasu – znalazł sobie kochankę. Powiedziała jej o tym koleżanka. Spotkała go w galerii handlowej z brzemienną kobietą, wybierali ubranka dla dziecka. Kasia początkowo nie chciała wierzyć. Pewnie pomylili ludzi. Przecież oni mieli udany związek, on nigdy by… Ale potem ułożyła brakujące puzzle i wszystko zaczęło mieć sens.*
*Zrobić awanturę? Ale co by to zmieniło? Dziecko nie było winne – nie powinno rosnąć bez ojca. Kasia cierpiała, ale zdecydowała się nie zatrzymywać męża. I tak by nie wytrzymała, gdyby biegał do tamtej. To nie była zwykła zdrada – skoro doszło do ciąży, to znaczy, że ją kocha. A więc ją już nie kochał.*
*Mąż wrócił do domu jak zwykle, trochę później niż zwykle. Kasia nie mogła gotować, nie mogła patrzeć w telewizor. Serce pękało od bólu i niesprawiedliwości.*
*”Chora jesteś?” – zapytał, widząc ją skuloną na kanapie w ciemnym pokoju.*
*”Nie. Jestem zdrowa.”*
*”To może coś z rodzicami? Mów wreszcie.” – Stał przed nią zdezorientowany.*
*”Tak, coś się stało. Ale z tobą. Masz inną rodzinę. Będziecie mieć dziecko. I kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć?”*
*”Więc wiesz.” – Głęboko westchnął, unikając jej wzroku. – “Mam teraz wyjść, czy…”*
*”Teraz.” – Odwróciła się od niego. Walczyła ze łzami, ale wewnątrz kipiała od bólu, gniewu i rozpaczy.*
*Mąż chodził po mieszkaniu, pakował rzeczy, nie patrząc na nią. Kasia raz chciała, żeby padł przed nią na kolana, błagał o wybaczenie – to znów czekała, aż wreszcie wyjdzie, by skończyć tę mękę.*
*Turczenie kół walizki umilkło przy kanapie.*
*”Resztę zabiorę jutro, dobrze?”*
*Skinęła tylko głową, nie patrząc na niego.*
*Kółka zaturkotały w kierunku drzwi. Po chwili zatrzasnęły się. I koniec. Dopiero wtedy zrozumiała, że to naprawdę koniec – została zupełnie sama. I wtedy wybuchnęła płaczem. Wydawało jej się, że już nigdy nie będzie miała rodziny, miłości, szczęścia. Że życie się skończyło.*
*Całą noc nie spała. To chodziła boso po mieszkaniu, to ryczała w poduszkę. Ale rano wstała i poszła do pracy z opuchniętymi oczami i zapchanym nosem. Wszyscy myśleli, że jest chora, i odesłali ją do domu. Gdy wróciła do ich mieszkania, od razu zauważyła – nie było jego rzeczy. Nawet szczoteczki do zębów. Nawet brudnej koszuli z pralki. Jakby nigdy go nie było. Jakby nie istniało osiem lat małżeństwa.*
*Nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle. W końcu uznała, że dobrze. Nie będzie widzieć jego rzeczy, szybciej się z tym pogodzi. Tak, zawsze był pedantyczny. A przecież zwykle zostawiał brudne naczynia na stole, porozrzucane ubrania po całym domu.*
*Lepiej oderwać plaster jednym ruchem niż męczyć się powoli. Bo inaczej przychodziłby po zapomniane drobiazgi, a ona znajdowałaby jego rzeczy i znów płakała. Mimo to długo opłakiwała swoje małżeństwo.*
*A rok później poznała Wiktora. Przyszedł do banku, gdzie pracowała, pytać o kredyt na dom. A potem zaproponował kawę w pobliskiej kawiarni.*
*”Dla kogo buduje pan taki duży dom? Dla dzieci?” – spytała przy kawie Kasia.*
*”Dla siebie, przyszłej żony i przyszłych dzieci” – odpowiedział, patrząc na nią w taki sposób, jakby mówił o ich wspólnej przyszłości.*
*Kasia była gotowa wyznać, że marzy o domu, rodzinie, dzieciach. Ale oczywiście nic nie powiedziała. Już samo przyjście na kawę było wystarczająco odważne.*
*Wiktor z kolei opowiedział, jak po urodzeniu córki żona się zmieniła. Była wiecznie niezadowolona, krzyczała, jeśli nie dzwonił w ciągu dnia. Ich relacja rozpadła się pod ciężarem pretensji.*
*”Rozumiałem, że mało pomagam, ale ja też pracowałem, też byłem zmęczony. AKasia spojrzała na puste miejsce obok siebie w łóżku i zrozumiała, że choć Wiktora już nie ma, jego miłość będzie z nią zawsze, bo prawdziwa miłość nie zna końca.



