— Mamo, nie wychodź za niego…
— Mamo, Kacper zaproponował, żebyśmy zamieszkali razem — ostrożnie zaczęła Ania po kolacji.
— I gdzie? — zapytała mama, lekko wstrzymując oddech.
— Ma własne mieszkanie. Ojciec kupił, gdy dostał się na studia.
— Nie uważasz, że to za szybko? Jeszcze cały rok do obrony. A jeśli zajdziesz w ciążę? — Mama wyłączyła wodę, wytarła rękę w ręcznik i odwróciła się do Ani.
— Rozumiem, wychowałaś mnie sama, boisz się, że powtórzę twój błąd, że zostaniesz zupełnie sama… — Ania nie była pewna, czy mama jest przeciw, czy nie.
— Jesteś dorosła, sama odpowiadasz za swoje decyzje. O mnie się nie martw. Mam kogoś.
— Przeczuwałam. Dlaczego nigdy o nim nie mówiłaś? Nie przedstawiłaś nas? — spytała Ania, zaciekawiona.
— Nie wiem… — Mama spuściła wzrok. — Bałam się, chyba. Chodzi o to, że jest ode mnie młodszy. — Podniosła na córkę oczy.
— I co z tego? Teraz to modne. Więc nie masz nic przeciwko? — Ania podskoczyła i przytuliła mamę.
Pierwsze dni dzwoniła codziennie, często wpadała wieczorami. Miała klucz, ale teraz dzwoniła do drzwi. Pewnego dnia otworzył jej przystojny mężczyzna. Obcisła koszulka podkreślała jego mięśnie.
— Córeczka przyszła — zaśmiał się, błyskając białymi zębami.
— Córeczka, ale nie twoja — burknęła Ania, wchodząc do środka.
Mama gotowała kolację. Wyglądała inaczej — lepiej. Zwykle chodziła w domowych szlafrokach, teraz stała przy kuchni w różowym topie i białych legginsach.
— Dominik, musimy porozmawiać — powiedziała, gdy wszedł do kuchni.
— Rozumiem. Pogadajcie sobie, dziewczyny — uśmiechnął się ponownie, błyskając ciemnymi oczami.
— Mamo, on jest od ciebie młodszy o… piętnaście lat? Wyglądasz świetnie, ale różnica i tak jest widoczna — szepnęła Ania, gdy Dominik wyszedł.
— No i? Sama mówiłaś, że to modne — uśmiechnęła się mama.
Ania jej nie poznawała. Zawsze opanowana, teraz ciągle się głupio uśmiechała. A te nastoletnie ubrania…
— Już wiem, dlaczego nie chciałaś nas zapoznać. Co dalej? Tylko nie mów, że chcesz za niego wyjść… — Ania była zdezorientowana.
— A gdyby nawet? Masz coś przeciwko?
Ania otworzyła usta, ale mama ją uprzedziła:
— Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Mam skrzydła u ramion! Jestem taka szczęśliwa! — Mama spojrzała przepraszająco. — A ty? Nie kłócicie się z Kacprem?
— Nie. Mamo, już idę, pewnie się o mnie martwi.
Szła do domu przygnębiona. Czuła się obca w mieszkaniu mamy.
— Co się stało? — spytał Kacper, gdy wróciła.
— Wyobraź sobie, mama się zakochała.
— No i? Jeszcze młoda. A on za stary? Brzydki? Były więzień? Bo nie rozumiem, o co ci chodzi. Widzę, że nie jest sama, to dobrze — wzruszył ramionami.
Ania spojrzała na niego jak na zdrajcę.
— Dominik ma prawie twój wiek. Wygląda jak hollywoodzki aktor. Ona jest dla niego wygodna — młoda, ładna. A on? Tylko ją wykorzystuje. Nie wierzę, że ją kocha.
— Miłość jest ślepa… A może zazdrościsz? Albo on ci się podoba? Uwaga, jestem zazdrosny. Wyzwę go na pojedynek — zażartował Kacper.
— Zawsze te głupie żarty! Nie zazdroszczę. Po prostu nie rozumiem, czego szuka przy starszej kobiecie. Wokół pełno młodych dziewczyn, które by się rzuciły na takiego.
— Może ją kocha? Albo chce ją okraść — drażnił się dalej.
— Nie mamy pieniędzy. Złoto to cienka łaAnia westchnęła głęboko, patrząc, jak mama i wujek Wojtek tańczą na środku sali, i pomyślała, że czasem szczęście przychodzi z najmniej oczekiwanej strony.



