**Wakacje nad morzem**
– Kinga, absolutnie nie zgadzam się, słyszysz? Masz dopiero osiemnaście lat. Nie rozumiesz… – Krystyna raz po raz podnosiła głos. Kłóciły się od kilku godzin.
– To ty nie rozumiesz. Wszyscy jadą, a mnie jak zawsze nie wolno – upierała się Kinga.
– Jacy „wszyscy”? Twoja Kasia? Jej mama pozwala nawet skakać na główkę… – Krystyna nagle zamilkła, czując, że przesadziła. – Posłuchaj, córeczko…
– A ty mnie słuchałaś, gdy mówiłam, że nie chcę żadnego Janusza Wiesława? Ach tak, zdanie dziecka nikogo nie obchodzi. Zrobiłaś po swojemu. Mówiłaś, że zasługujesz na szczęście. I co? Jesteś szczęśliwa, mamo? Nie jestem dzieckiem, jestem pełnoletnia. Też chcę być szczęśliwa. Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Pieniędzy nie potrzebuję, jeśli o to chodzi. – W oczach Kingi błyszczały łzy złości.
– Właśnie dlatego chcę, żebyś była naprawdę szczęśliwa. Możesz popełnić błąd, którego pożałujesz. Pomyśl, Kinga. Będziesz tam całkowicie zależna od tego twego Michała. Jesteś pewna? Zaledwie go znasz. Nikogo bliskiego nie będzie…
– Nie martw się, nie wrócę z „pamiątką” – zaśmiała się gorzko Kinga.
– Nie słyszymy się nawzajem – Krystyna osunęła się na kanapę.
Była zmęczona tłumaczeniami. Mąż zostawił ją z trzyletnią Kingą, alimentami i zniknął. Gdy poznała Janusza, nie spodziewała się, że znów pokocha i zaufa mężczyźnie. Janusz przez lata starał się zastąpić Kingi ojca, ale ona nigdy go nie zaakceptowała.
Pamiętała, jak dwunastoletnia córka przywitała go kwasem:
– Będzie z nami mieszkał?
– Tak. Masz coś przeciwko?
– Kto mnie pyta? I tak zrobisz po swojemu – prychnęła.
Krystyna tłumaczyła, że Janusz jest dobry.
– Po prostu go nie znasz. Zobaczysz, polubisz go.
– Twoja córka jest po prostu zazdrosna – radziła koleżanka. – Nie daj się wciągnąć w jej gry. Zanim się obejrzysz, wyjdzie za mąż, a ty zostaniesz sama. Takich facetów jak Janusz nie spotyka się często. Nie wybieraj między nim a Kingą. Daj czas.
Krystyna starała się nie zaniedbywać córki, ale ciągnęło ją do Janusza. Kinga celowo odwracała uwagę. Gdy zrozumiała, że matka już nie należy tylko do niej, odsunęła się. I oto efekt – przestały się słuchać.
Teraz Kinga się mści. Michał wydawał się sympatyczny, z dobrej rodziny. Ale pozwolić córce jechać z nim nad morze?
Rodzice zawsze widzą tylko wierzchołek góry lodowej. Może rodzice chłopaków mają łatwiej? Krystyna wychowała Kingę samotnie. Trzęsła się nad nią. Trudno jej zaakceptować, że córka dorosła.
Ale nie można jej trzymać na smyczy. Janusz też uważał, że trzeba dać wolność.
– Gdyby Kinga była twoją córką, pewnie nie puściłbyś jej z chłopakiem – rzuciła Krystyna. Janusz zacisnął usta. Była wdzięczna, że nie podgrzewał sporu.
Może powinna była zostać sama, zapomnieć o sobie? Ale jak, skoro miała ledwie trzydzieści parę lat i tęskniła za miłością?
Teraz Kinga chce być szczęśliwa. Przestała słuchać matki. Łatwo radzić, gdy chodzi o cudze dzieci. Gdy dotyczy własnego dziecka, zdrowy rozsądek milknie.
Krystyna westchnęła i weszła do pokoju córki. Kinga siedziała na łóżku, wpatrzona w telefon. „Pewnie narzeka Michałowi”.
– Zmęczyła mnie ta walka. Boję się o ciebie, chcę uchronić cię przed błędami. Masz osiemnaście lat… Jedź. Tylko obiecaj, że będziesz dzwonić.
Kinga spojrzała zdziwiona. Nie spodziewała się kapitulacji.
– Dobrze – odparła chłodno.
„Wcześniej rzuciłaby mi się na szyję. A teraz traktuje to jak łaskę” – pomyślała Krystyna. Wyszła, tłumiąc łzy. „Niech jedzie. Byle nie w gniewie”.
– Wezmę niebieską walizkę? – Kinga zajrzała do kuchni.
– Oczywiście. Kiedy wyjeżdżacie?
– Dziś w nocy, mówiłam.
Krystyna zamarła. Już dziś? Nie przywykła jeszcze do myśli. „Boże, co ja robię?”. Zerwała się, wyjęła z oszczędności pięćset złotych i wręczyła córce.
– Na wszelki wypadek. Nie mów Michałowi. Jeśli zechcesz wrócić, kupisz bilet.
– Dzięki. – Kinga ledwie się uśmiechnęła. – Michał mnie zabierze. Nie wychodź, dobrze?
Krystyna skinęła głową. „Dzięki Bogu, nie rozstajemy się wrogo”.
– Myślałem, że tu wojna, a tak cicho. Zgodziłaś się? – Janusz objął ją.
– Dobrze, że jesteś. Nie wiem, czy postępuję słusznie. Boję się.
– Wszystko będzie dobrze. Kinga nie jest głupia.
Michał przyszedł po Kingę przed jedenastą.
– Odpowiadasz za nią. Dzwonić, dobrze? – Krystyna ledwo powstrzymywała łzy. W oczach Kingi dostrzegła przebłysk wątpliwości, ale ten szybko zniknął.
– Jestem gotowa – Kinga przerwała przeciągające się pożegnanie. Michał złapał za walizkę.
– Bez obaw, wróci cała – zapewnił.
Gdy drzwi się zamknęły, Krystyna rzuciła się do okna. Janusz objął ją.
– Wsiedli do taksówki. Boże, chroń ją…
– Zróbmy herbatę – zaproponował.
***
W taksówce Michał zarzucił Kingi ramię, przyciągnął ją i zaczął całować.
– Przestań! – odsunęła się, rzucając znaczące spojrzenie na plecy kierowcy.
Michał wyprostował się, ale ręki nie zdjął.
Może niepotrzebnie kłóciła się z matką? Jeszcze mogła się wycofać. Ale gdy taksówka zatrzymała się po Darka i Kasię, wątpliwości zniknęły. Za kilka godzin byli w Gdyni.
W hotelu wzięli dwa pokoje. Kinga spodziewała się, że będą w parach, ale trochę się bała. Michał od razu pociągnął ją do łóżka.
– Chcieliśmy iść nad morze… – zaczęła, ale szybko o nim zapomniała.
Dni mijały szybko. Kinga opaliła się, wysyłała matce zdjęcia.
„Morze ciepłe jak mleko. Wszystko super,Kinga wróciła do domu, gdzie czekała na nią herbata, świeżo upieczone ciasto i uścisk matki, który mówił więcej niż wszystkie słowa świata.



