Dzisiaj obudziłam się wcześniej niż zwykle. To mój urodzinowy dzień, więc od rana zabrałam się do pracy – pokroiłam warzywa na sałatki, zamarynowałam mięso, obrałam ziemniaki. Potem jeszcze zdążyłam wyskoczyć do fryzjera, a gdy wróciłam, od razu wzięłam się za gotowanie.
“Wszystkiego najlepszego, mamo! Wyglądasz cudownie. W twoim dowodzie musi być pomyłka – masz co najmniej dziesięć lat mniej” – powiedział Bartek, ledwo co obudzony, w samych bokserkach, i pocałował mnie w policzek.
“Ubierz się i pomóż mi. Boję się, że sama nie zdążę” – odparłam.
“Jasne, już lecę!” – odpowiedział, ale w połowie drogi do łazienki zatrzymał się. – “Może zadzwonimy po Zosię? Ona lepiej sobie z tym poradzi.”
“To dobry pomysł. Niech przyjdzie i pomoże” – zgodziłam się.
Kiedy Bartek, już ogolony i w eleganckiej koszuli, wrócił do kuchni, Zosia kroiła warzywa, a ja przecierałam kieliszki.
“Jak tu u was miło” – powiedział, podchodząc i podkradając plasterek świeżego ogórka.
Dziewczyna odwróciła się, nadstawiając usta do pocałunku, ale Bartek tylko się uśmiechnął i odszedł. Zauważyłam to. *”Pewnie się krępuje”* – pomyślałam.
“Bartek, rozłóż stół i nakryj obrusem. Jest na górnej półce w szafie” – poprosiłam, żeby rozładować napięcie.
“Tak jest!” – odpowiedział, wyprostowany jak żołnierz na apelu.
“Jesteś już dorosły, a zachowujesz się jak dziecko” – zaśmiałam się.
“Mamo, ilu będzie gości?” – zawołał z pokoju.
“Razem z nami dziewięć” – odparłam po chwili namysłu.
Wychowałam go sama, a mimo to wyrósł na przystojnego mężczyznę. Zawsze marzyłam o dużej, szczęśliwej rodzinie. Tata odszedł wcześnie, a mój mąż zostawił nas, gdy Bartek miał trzy lata. Nigdy nie znalazłam nikogo nowego. *”Może Zosia? Taka spokojna, grzeczna dziewczyna, z dobrego domu. Szkoda, że Bartek się ociąga – dwadzieścia sześć lat, najwyższy czas…”*
Kiedy graliśmy w “Sto lat”, przyjechała Julia – moja dawna sąsiadka, którą znałam jeszcze z dzieciństwa. Bartek patrzył na nią jak zahipnotyzowany.
“Możemy zatańczyć?” – zapytała go przy muzyce.
Zrobiło się ciasno, więc wyszli na korytarz. Julia zarzuciła na siebie płaszcz.
“Już wychodzisz?” – spytał rozczarowany, pierwszy raz mówiąc do niej “ty”.
“Tylko na chwilę wpadłam. Przeproś za mnie mamę” – powiedziała i wyszła.
Bartek rzucił okiem na Zosię, której wzrok mówił więcej niż słowa. Nie wytrzymał – złapał kurtkę i wybiegł za Julią.
*”Co ja zrobiłam?”* – myślałam później, kiedy po kłótni zostaliśmy sami.
Po dwóch tygodniach wrócili z urlopu opaleni i szczęśliwi, a Bartek oznajmił, że biorą ślub.
*”On ją kocha. Mogę tylko modlić się, żeby to była dobra miłość.”*
Dziś, patrząc, jak ich córeczka biega po domu, a oni śmieją się razem, wiem, że miałam rację, ustępując. Może kiedyś spotkam jeszcze Zosię w sklepie, pewnie z jakimś innym chłopakiem. Ale Bartek jest szczęśliwy, Julia go kocha, a ja w końcu mam tę rodzinę, o której zawsze marzyłam.



