Zdrada

**Zdrada**

*— Małgoś-ś-ś… — wyła do telefonu Kinga.*

*— O co ci chodzi? Mów konkretnie, co się stało? Z Krzysiem? Kinga, czemu milczysz? — krzyczała w słuchawkę Małgorzata.*

*— Łee… Marek… Ooo… — zaniosła się płaczem Kinga.*

*— Z Markiem coś się stało? Miał wypadek? — Małgorzata wyobraziła sobie, jak Kinga kręci głową, myśląc, że przyjaciółka widzi ją przez telefon.*

*— Koniec. Moja cierpliwość się skończyła. Rozłączam się, słyszysz? Będę za dziesięć minut, czekaj — powiedziała Małgorzata, jeszcze przez chwilę słuchała szlochów, ale widząc, że nic więcej nie wyciągnie, odłożyła słuchawkę.*

Szybko przebrana, z torebką w ręce, sprawdziła, czy ma telefon i inne drobiazgi, i wybiegła z mieszkania. Kinga mieszkała tylko jeden przystanek dalej, więc Małgosia szła szybko, co chwilę przyspieszając do biegu i złorzecząc pod nosem: *„Zawsze musi robić dramy i nie umie powiedzieć, o co chodzi. Dostanie po głowie, jeśli znowu panikuje o byle co…”*

Po pięciu minutach stała przed klatką, wciskając guzik domofonu. W głośniku coś zaskrzeczało.

*— Kinga, otwórz, to ja! — krzyknęła.*
Znowu trzaski, potem sygnał i zamek kliknął. Wpadła do ciemnego przedpokoju, który po jasnym świetle dnia wydawał się czarną dziurą. Nie miała czasu, by oczy się przyzwyczaiły, więc ruszyła ku schodom — i natychmiast potknęła się, omal nie upadając. Złapała się poręczy.

*— Cholera, można się zabić. Nie mogą wkręcić porządnej żarówki? — mruknęła.*

Czekając na windę, nerwowo tupała nogą, rozważając wszystkie możliwe scenariusze. Myślała tylko: *„Niech wszyscy będą cali…”* Przed drzwiami Kingi na chwilę przystanęła. Żadnych krzyków ani płaczu — to już było dobrze. Wzięła głęboki oddech i zadzwoniła.

Drzwi otworzyła Kinga — zaczerwieniona, opuchnięta, z twarzą zalzaną łzami. Jak zombie odwróciła się i powlokła do kuchni. Małgosia wzruszyła ramionami, zdjęła buty i poszła za nią.

Kinga osunęła się na krzesło, bezwładna, z rękami opartymi na kolanach. Cała jej postać mówiła jedno: *„Koniec”*.

*— Kinga, co się stało? Przestraszyłaś mnie — Małgosia położyła dłoń na jej plecach. — Mów, bo zwariuję. Biegłam tu jak opętana.*

*— Marek mnie zostawił — wykrztusiła Kinga mechanicznie.*

*— Zostawił? Dla innej?*

Kinga skinęła głową.

*— Jak to się stało? Sam ci powiedział, czy się nakręciłaś? — dopytywała Małgosia.*

Nie była zaskoczona. Marek był przystojnym mężczyzną, zawsze miała to na uwadze. Od lat powtarzała Kindze, że kobiety będą go pożądać. Musi trzymać się ostro, dbać o siebie, by nie miał pokusy.

*— Powiedział, że kocha inną, spakował rzeczy i wyszedł. Małgoś, za co? Gotowałam, sprzątałam, urodziłam mu syna, głodziłam się, by nie przytyć po porodzie… A on i tak odszedł.*

*— Uff… — Małgosia westchnęła głośno. — Wszyscy żyją, a ty zawodzisz jak nad trumną. Ochłonie i wróci.*

*— Wróci? Naprawdę tak myślisz? — Kinga podniosła głowę, iskra nadziei w oczach.*

*— Nie wiem. Wszystko możliwe. A ta druga… Ładna? Młoda?*

*— W moim wieku. Krępa, ruda i zezowata. — Wzruszyła ramionami. — Małgoś, czego mu brakowało? Jestem od niej sto razy lepsza, a on…* — Znowu się rozpłakała.

*— Nie obwiniaj siebie. To hormony, kryzys wieku średniego… Oprzytomnieje.*

Kinga potrząsnęła głową, ramiona znowu drżały od szlochu.

*— Przestań się mazać. Jeśli wróci i zobaczy cię w takim stanie, ucieknie. — Kinga zawyła jeszcze głośniej.*

*— Płacz nic nie da. Myślisz, że jeśli wróci, wszystko będzie jak dawniej? Głupia jesteś. — Małgosia zmieniła taktykę. — Wybaczysz, a potem zaczną się sceny zazdrości. Będziesz go dręczyć, a przy okazji siebie i syna. Gdzie jest Kuba, przy okazji?*

*— U sąsiadki.*

*— Dobrze. Niech nie widzi matki w takim stanie. To przecież mały mężczyzna. — Małgosia westchnęła. — Nie becz! Do psychiatry się doprowadzisz. Masz Kubę. Ciężko, ale nie koniec świata. Skąd wiesz, że ona zezowata? Widziałaś ją?*

*— W telefonie Marka. Był pod prysznicem, a ona zadzwoniła… Potem znalazłam ją w social mediach. Powiedz, czego faceci chcą? Myślimy, że gonią za chuderlawymi lalkami z plastikowymi cyckami? Głupio. Ja ledwo jadłam, bo bałam się utyć, karmiąc piersią… A on i tak odszedł. Ona jest szersza ode mnie trzy razy, a cycki jak… — nie znalazła porównania i machnęła ręką.*

*— Nie chodzi o wygląd — zastanowiła się Małgosia. — Coś innego go w niej urzekło.*

*— Pewnie dusza. Brudna i podła. Ale zapłaci za moje łzy — Kinga otarła twarz.*

*— Kinga, ogarnij się. Jesteś ładna, młoda. Masz trzydzieści dwa? Całe życie przed tobą.*

*— Nie chcę żyć bez niego. Kocham go — jęczała Kinga. — To boli. Wolałabym umrzeć.*

*— Co?! — Małgosia zerwała się. — Nawet nie myśl! Masz coś do picia?*

Znalazła w lodówce niedokończone wino i nalała po brzegi. Wcisnęła kieliszek Kindze.

*— Pij. To najlepsze lekarstwo.*

Kinga posłusznie wypiła jednym haustem.

*— Marzyliśmy, że niedługo dostaniemy nowe mieszkanie. Firma Marka buduje dom dla pracowników… A teraz on tam będzie mieszkał z nią. My zostaniemy w tej norze.*

*— Nie płacz, bo ci twarz spuchnie.*

*— Jest mi tak źle… — Kinga kołysała się na krześle jak wahadło.*

*— Głupia jesteś. Jeśli coś sobie zrobisz, Marek będzie dumny, że dla niego żona się zabiła. A jego nowa też. A ty będziesz gnKiedy Marek w końcu odszedł na dobre, Kinga zrozumiała, że największą zdradą byłaby rezygnacja z siebie dla kogoś, kto jej nie wart.

Rate article
Fajna Tajna
Zdrada