Kochające serce

**Kochające serce**

Krzysztof stał przy oknie i patrzył na zalane słońcem podwórko. W sąsiednim bloku był sklep „Biedronka”, ludzie chodzili tam na skróty przez podwórze. Ale ludzi Krzysztof nie interesował. Czekał tylko na jedną – Kingę.

Od kiedy zamieszkał w tym bloku, był w niej zakochany. Kinga była dwa lata starsza i mieszkała dwa piętra niżej. Nic szczególnego, dziewczyna jak dziewczyna, takich są miliony. Ale dla Krzysztofa była wyjątkowa. Serce nie sługa – pokochało i już.

Kinga zdawała maturę i szykowała się do szkoły medycznej. Teraz nie mógł iść za nią do szkoły, nie widywał jej na przerwach. Pozostało tylko dyżurować przy oknie, żeby ją zobaczyć.

Kinga nie zwracała na niego uwagi. Dla niej Krzysztof był tylko chłopakiem z bloku. Dlatego ukrywał swoje uczucia. Bał się, że Kinga odepchnie ucznia. Czekał na pełnoletniość, na świadectwo, żeby wyznać miłość. A gdy w końcu skończył liceum i szykował się na studia, Kinga nagle wyszła za mąż. I to dosłownie „wyskoczyła”.

Z okna Krzysztof widział, jak pod blok podjechała przystrojona wstążkami srebrna toyota, jak wysoki facet w granatowym garniturze wysiadł i nerwowo krążył przy samochodzie, zerkał na okna drugiego piętra. W końcu z klatki wypadła Kinga w białej chmurze tiulu i koronek. Zbiegając po schodkach, potknęła się i wpadła w ramiona narzeczonego, który złapał ją w ostatniej chwili. Wsadził ją do auta, zdjął pantofel i coś dyskutował z kierowcą. Krzysztof domyślił się, że złamał się obcas.

Mama Kingi wyniosła białe adidasy. W nich właśnie wyszła za mąż. Nie było czasu jechać po nowe buty.

Cały blok – a właściwie całe osiedle – tylko o tym mówił. Wszyscy byli zgodni: to zła wróżba, małżeństwo nie przetrwa i szczęścia nie przyniesie.

Po ślubie Kingi Krzysztof dwa dni leżał na kanapie, twarzą do ściany. Mama już chciała wzywać lekarza, myślała, że syn się rozchorował. Na trzeci dzień wstał i wrócił na pozycję przy oknie. Ale Kinga zniknęła. Mama powiedziała, że zaraz po ślubie młodzi pojechali nad morze. Krzysztof bał się, że wyprowadzi się do męża i już jej nie zobaczy. Ale po dwóch tygodniach opalona i jeszcze ładniejsza Kinga znów szła przez podwórko. Wróciła! Serce Krzysztofa o mało nie wyskoczyło z piersi.

Mama Kingi wyjechała do starszego syna, któremu urodziła się córeczka. Nie chciała przeszkadzać młodym w budowaniu życia. Czas płynął, a Kinga z mężem żyli szczęśliwie, wbrew przepowiedniom i złym wróżbom.

Życie wróciło do normy, Krzysztof znów mógł codziennie widzieć obiekt swego westchnienia. Tyle że teraz często towarzyszył jej mąż. Na jego szczęście po pół roku rozwiedli się.

Tę nowinę przyniosła mama przy kolacji. Wróżba się spełniła. Małżeństwo nie przetrwało. Skąd się dowiedzieli? Nie wiadomo, ale plotkowano, że była żona męża Kingi się pojawiła. Mieli małego synka. Pokłócili się, rozwiedli w afekcie, on poznał Kingę i ożenił się, ale nadal odwiedzał dziecko. A z byłą żoną jakoś się dogadali. Zrozumiał, że za szybko wszedł w nowy związek, ale nie miał odwagi się przyznać. Więc była żona wzięła sprawy w swoje ręce i powiedziała Kingi wszystko.

„Decyduj sama. Syna kocha, do niego ciągnie. Ja mu już dawno wybaczyłam. Odbolej i odpuść. Jeszcze znajdziesz swoje szczęście.”

Kinga oczywiście odpuściła. Krzysztofowi wydawało się, że słyszy jej płacz, chociaż przez ściany nic nie dochodziło. Czekał przy oknie trzy dni, ale Kinga nie wychodziła. A jeśli coś sobie zrobiła? Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach i pobiegł do niej. W kilku susach pokonał cztery piętra i zadzwonił.

Otworzyła zapłakana, z opuchniętymi oczami, ale z iskrą nadziei w spojrzeniu. Zobaczywszy Krzysztofa, wróciła do pokoju, rzuciła się na kanapę, wtuliła w poduszkę i rozpłakała. Krzysztof nieśmiało wszedł. Widok szlochającej dziewczyny rozrywał mu serce. Przysiadł obok i ostrożnie pogładził ją po plecach.

Kinga powoli się uspokajała, w końcu odwróciła do niego spuchniętą od łez twarz. W tej chwili kochał ją jeszcze bardziej – rozczochraną, zapłakaną, bezbronną. Chociaż bardziej już chyba nie mógł.

„Nie płacz. Poczekaj trochę, po studiach się z tobą ożenię.”

Krzysztof poszedł na studia. Czasem spotykał Kingę na ulicy. Szła powoli ze sklepu lub z pracy, patrząc w ziemię. Serce ściskało mu się z żalu i miłości. Zabierał jej siatkę, żartował, opowiadał śmieszne historie. Pod drzwiami odbierała zakupy i żegnała się. Nigdy nie zapraszała go do środka.

Oczywiście mama wszystko widziała, ale liczyła, że syn dorośnie, odzyska rozum i zakocha się w rówieśnicAle Krzysztof nigdy nie przestał kochać Kingi, więc kiedy wreszcie stanęli przed ołtarzem, jej biała suknia była tak samo piękna jak tamtego dnia, gdy pierwszy raz próbowała wyjść za mąż, tylko tym razem – ku radości całego osiedla – obcasy zostały w całości.

Rate article
Fajna Tajna
Kochające serce