*Dziesięć minut przed wyjściem*
Halina obeszła mieszkanie, sprawdzając, czy wszystko wyłączone. Lubiła wracać do czystego domu. Po co właściwie wyjeżdża z tej swojej małej przystani? Żyje przecież jak w sanatorium – robi, co chce. Ale jeśli nie pojedzie, córka się obrazi. Wyjazd nad morze to jej prezent urodzinowy dla Haliny.
Westchnęła, wyciągnęła walizkę na klatkę i zamknęła drzwi na dwa zamki. Szarpnęła klamkę dla pewności, po czym zadzwoniła do sąsiadki.
– Już wyjeżdżasz? – zapytała Zosia.
– Tak, przynoszę klucze – Halina niechętnie podała jej wiązkę.
– Nie martw się, podleję kwiaty i dopilnuję wszystkiego. Odpoczywaj i nie myśl o niczym – zapewniła Zosia. – Masz szczęście do córki, kupiła ci tę wycieczkę. A mój Jurek tylko o butelce myśli. Miał rodzinę, mieszkanie, wszystko przepił…
Halina współczuła sąsiadce, ale dopiero teraz uświadomiła sobie, jak ryzykowne było zostawienie jej kluczy. A nuż jej syn coś ukradnie? Nie miała wprawdzie nic cennego, ale szkoda każdej rzeczy, którą się zarobiło. I nieprzyjemnie, gdy ktoś grzebie w twoich sprawach. Żałowała, że nie poprosiła kogoś innego o doglądanie mieszkania. Za późno na zmiany. Nie chciała też urazić Zosi niewiarą – tyle razy jej pomagała.
Sąsiadka dostrzegła jej wahanie.
– Nie przejmuj się, schowam klucze, Jurek się nie dowie. Jedź spokojnie – obiecała.
Halina skinęła głową i ruszyła z walizką w stronę schodów.
– Szczęść Boże! – krzyknęła za nią Zosia, zamykając drzwi.
Na dworzec poszła piechotą – po co taxi na dwa przystanki? A wsiąść do autobusu z walizą to tylko ludzi irytować. Przeszła przez tunel, wyszła na peron. Stał już pociąg. Szła wzdłuż składu, wypatrując dziewiątego wagonu. Znalazła go i przystanęła. Będzie czekać tu, by potem nie biegać w panice.
*A jeśli numery wagonów liczą od końca?* – zaniepokoiła się nagle. *Nie szkodzi, konduktor ogłosi, zdążę przebiec* – uspokoiła siebie.
Tydzień temu córka niespodziewanie wpadła i oznajmiła, że postanowiła wręczyć prezent urodzinowy wcześniej, by Halina zdążyła się przygotować.
– Jesteś w ciąży? – spytała wtedy.
Drugie dziecko to dobry pomysł, ale pierwsze ma ledwo roczek. Jeszcze nie wyszli z pieluch, za wcześnie na kolejne.
– Nie, nie jestem. Kupiłam ci wycieczkę nad morze. Pociąg wieczorem jedenastego, przedział. Masz. – Podsunęła kopertę. – Tydzień wystarczy na przygotowania.
– Jak to? Sama? Bez was? Co ty wymyśliłaś? W samych urodziny! A goście, a stół? Nie, nigdzie nie jadę. Oddaj bilet – zdecydowała Halina.
– Mamo, specjalnie tak ułożyłam, żebyś nie stała przy kuchni jak przy taśmie. Chciałam, byś miała święto – spotkanie z morzem. Kiedy ostatnio byłaś na południu? Nawet nie pamiętasz. To prezent ode mnie i Jacka. Rób z nim, co chcesz – powiedziała urażona córka. – Jeśli nie chcesz nad morze, siedź w domu, ale biletu nie oddam. Jak zajdę w ciążę, to na lata zapomnisz o wyjazdach. Wybrałam dobry pensjonat, tuż przy plaży – przekonywała.
I co było robić? Pomarudziła oczywiście, że wszystko uknuli bez jej zgody, ale zaczęła się pakować.
I tak oto Halina znalazła się na dworcu. Te podróże, zwłaszcza samotne, przynoszą więcej nerwów niż radości. Tylko strach: czy zdąży na pociąg, kto będzie w przedziale, jak się urządzi… A w jej wieku nadmierny stres to ryzyko.
Gdy konduktor ogłosił przyjazd pociągu i że numery wagonów liczone są od końca, Halina odetchnęła. Wszystko dobrze obliczyła. Wkrótce rozległ się gwizd nadjeżdżającego składu. Halina przysunęła się, mocniej ścisnęła uchwyt walizki, w drugiej ręce trzymała dokumenty. Kilka osób z bagażami też czekało.
Pociąg przeleciał obok, wreszcie ukazał się koniec. Halina miała ochotę ruszyć biegiem za wagonami. Wciąż jej się zdawało, że pociąg odjedzie dalej, a ona w dwie minuty nie dobiegnie do swojego wagonu. Ale skład w końcu stanął, szarpnął i zastygł. Konduktorka dziewiątego wagonu otworzyła drzwi dokładnie naprzeciw Haliny, przetarła poręcz szmatką i przygotowała się do kontroli biletów.
Halina jako pierwsza podała dokumenty, weszła do środka, dotarła do przedziału, usiadła na leżance i westchnęła. Połowa sukcesu – była w pociągu.
Pociąg znów drgnął i ruszył, nabierając prędkości. Drzwi z hałasem odsunęły się, do przedziału wpadły trzy dziewczyny. Od razu zrobiło się ciasno i głośno. Halina wyszła do korytarza, dając im czas na rozpakowanie się.
Za oknami mijały lasy i pola, migotały taflHalina spojrzała przez okno na rozciągające się w oddali morze i uśmiechnęła się, czując, że może właśnie tu, między błękitem wody a zielenią sadu Karpa, odnajdzie swój nowy początek.



