Dzisiaj znowu się pokłóciliśmy. Tyle razy obiecywałam sobie, że będę cierpliwa, ale kiedy w końcu przybije tę półkę?
W sobotę po śniadaniu Kasia wzięła się za sprzątanie mieszkania. Kamil usadowił się na kanapie w kuchni z laptopem. Jego zadaniem było później wynieść śmieci, ale na razie przeglądał strony z newsami w mediach społecznościowych.
Nagle wyskoczyło mu zdjęcie uśmiechniętego kolegi, Darka, z którym studiowali na politechnice. Pod spodem podpis: „Nareszcie! Udało się! Wprowadziłem się! Zapraszam wszystkich na domówkę!” Kamil kliknął w znaczek i zobaczył zdjęcia mieszkania, wykonane pod różnymi kątami.
To mieszkanie Darek dostał rok temu w spadku po zmarłej babci. Remontu nie było tam od lat, meble w stylu PRL-owskim. Żeby tam mieszkać, trzeba by włożyć sporo pieniędzy, których on nie miał. Darek wahał się, czy od razu nie sprzedać, ale jego żona, Kinga, postawiła na swoim – mieszkanie było w ścisłym centrum Warszawy. Wzięli się za remont.
Prawie rok zajęło im wykończenie. I co? Efekt – jak marzenie. Zburzyli ścianę między kuchnią a pokojem, powstał duży salon. Wybrali minimalistyczne meble i stylowe tapety. W komentarzach wszyscy zachwycali się, pytając, czy to nie praca profesjonalisty.
„Nie, Kinga wymyśliła wszystko. Tylko ściany burzyli fachowcy” – przekonywał Darek.
Kamil napisał krótkie gratulacje, choć w środku kipiała zazdrość. Oni z Kasią mieszkali w kawalerce, którą pożyczył im wujek, wyjechawszy do córki do Chicago. Nie mogli nawet gwoździa wbić bez pytania.
A Kinga… Kamil kiedyś do niej podbijał, ale wybrała Darka. Miała niesamowity gust. Najprostsze rzeczy na niej wyglądały jak z wybiegu. Pewnie to ona stała za tym remontem.
Kamil rozejrzał się po swojej kuchni. Zwykła, nudna. Wcale mu nie przeszkadzała… aż do teraz.
„No i po co mi to pokazał?” – pomyślał, zanim wpadł do pokoju, zapominając, że lepiej nie przeszkadzać Kasi przy sprzątaniu.
Stała na palcach, sięgając do wiszącej półki. W tej chwili półka się zachwiała – wkręty trzymały się na słowo honoru. Książki leżały w stosie na podłodze.
Chciał się wycofać, ale Kasia odwróciła się, odgarniając włosy.
— Stoisz jak słup? Lepiej byś przybił tę półkę.
— Chciałem ci pokazać… — zaczął, pokazując zdjęcia. — Zobacz, co Darek z Kingą zrobili.
— No ładnie — odparła sucho.
— Mówi, ze sam wszystko zrobił, a Kinga tylko doradzała.
— Nie domyślasz się? Ile razy miałeś przybić tę półkę?! Książki leżą miesiąc! Ja mam zatrudnić kogoś, żeby to zrobił? Dla Kingi byś pewnie i dom postawił!
— O, zaczyna się — westchnął. — Teraz wszystko w internecie, a ty książki kupujesz.
— A twoje płyty z muzyką? W sieci możesz słuchać, ale kolekcjonujesz. Więc może wymienimy: twoje płyty na podłodze, moje książki na półce?
— Kupmy regał.
— A może od razu kupimy nowe mieszkanie? — rzuciła Kasia.
— Nie chcę się kłócić. Głupio mi, że w ogóle to pokazałem.
— Ja też nie chcę. Ale kiedy w końcu przybijesz tę półkę?
— Jutro pojadę do taty po wiertarkę.
— Słyszałam to już sto razy.
Nazajutrz Kasia powoli zbierała się do pracy.
— Idziesz? — spytał Kamil.
— Nie czekaj. Zamówiłam „męża na godzinę”. Wiesz, wiertarka, ale też zamek w łazience pękł.
— Miałem ciężki dzień.
— Codziennie masz ciężki. Chyba nie na budowie pracujesz?
— Po co nam zamek?
— A jak mama przyjdzie?
— Wstydź się, żyjącego męża masz, a obcego wpuszczasz!
Dzwonek do drzwi przerwał kłótnię.
W progu stał przystojniak z wiertarką na ramieniu.
— Zgłoszenie o naprawę? — spytał głosem, jakby czytał role w filmie.
— Tak, proszę wejść — uśmiechnęła się Kasia.
Kamil zamarł. Czy ona specjalnie się tak wystroiła?
— To moja żona — burknął.
— Gratulacje, piękna żona — odparł przystojniak, przekraczając próg.
Kamil wyszedł, dusząc zazdrość. Cały dzień myślał tylko o tym.
Gdy wrócił, półka wisiała na miejscu. A czy ten „mąż” pomagał jej układać książki? Przymknął oczy, by nie widzieć tego obrazu.
Kasia wróciła później.
— Już jesteś? — spytała, patrząc mu w oczy. — Wybacz, nie wiedziałam, kto przyjdzie. Zazdrościłeś?
Przytulił ją.
— To ja przepraszam. Nauczę się wiercić.
— A ja nie będę marudna.
I tak znów się pogodzili. A trzy dni później…
Kasia klęła w łazience, trzymając złamaną mopa.
— Wszystko się psuje!
Kamil wziął go z jej rąk.
— Dobrana z nas para. Ty łamiesz, a ja nie potrafię naprawiać. Pójdę kupić nowego.
— Pójdziemy razem — uśmiechnęła się.
Miłość zbliża ludzi, ale nie chroni przed kłótniami. Czasem nie słyszymy się nawzajem, aż drobiazgi rosną do rozmiaru dramatu. Jedni mówią, że kłótnie to „drewno do ognia miłości”. Inni – że to początek końca. Wszystko zależy od tego, czy potrafimy wybaczać.



