**Dziennik**
— Ile pani ma lat? — zapytał chirurg plastyczny, dr Jakub Marek Nowak, wpatrując się w piękną twarz Alicji.
Mrugnęła, uśmiechnęła się, spojrzała w bok, a potem prosto w oczy Nowakowi. Ileż to już widział takich min, zmieszanych spojrzeń i kobiecych sztuczek w tym gabinecie. Za każdym razem, gdy pytał o wiek, kobiety nagle przypominały sobie, że przed nimi stoi mężczyzna — młody i atrakcyjny. Alicja nie była wyjątkiem.
— A ile by mi pan dał? — odezwała się kokieteryjnie.
On spojrzał na nią surowo.
— Dwadzieścia dziewięć — skłamała bez mrugnięcia okiem.
Dlaczego ta trzydziestka zawsze tak przeraża kobiety?
— Trzydzieści dziewięć, aby być dokładnym — spokojnie poprawił ją Nowak, z litości odejmując dwa lata.
— Nie da się pana oszukać, doktorze — powiedziała Alicja, doceniając jego takt.
— Po co w ogóle pani próbuje? Jestem lekarzem, a nie potencjalnym narzeczonym. Wiek potrzebny mi jest zupełnie do czegoś innego. Gdyby pani naprawdę miała dwadzieścia dziewięć lat, raczej nie znalazłaby się pani u mnie. Wygląda pani świetnie jak na swój wiek. Nawet powiem więcej — znakomicie. Wiele kobiet mogłoby pani pozazdrościć.
— Straszny z pana człowiek. Widzi nas na wylot, jak rentgen — znów zaczęła się przymilać.
— To moja praca i doświadczenie.
— Żonie pana dobrze. Rozumie pan kobiety jak nikt.
Nowak chciał powiedzieć, że jeszcze nie jest żonaty, ale się powstrzymał.
— Więc po co pani przyszła? Wygląda pani świetnie i nie potrzebuje pani operacji. Przynajmniej na razie.
Po komplementzie w oczach Alicji zapłonęło zainteresowanie.
— A cena, jaką za to płacę, nie interesuje pana? Tak, mam bogatego męża. Mówię o najnowszych zabiegach i kosmetykach, które, nawiasem mówiąc, kosztują majątek. Ale zmęczyło mnie spędzanie godzin na siłowni, a potem leżenie na stole u kosmetyczki z maskami i cudownymi serum. Nie żyję, tylko walczę z czasem, z młodością. Jestem zmęczona — powtórzyła.
— To niech pani odpuści. Niech czas płynie. Każdy wiek ma swoje zalety. Nie trzeba udawać kogoś młodszego. — Nowak obdarzył ją jednym ze swoich promiennych uśmiechów.
— Łatwo panu mówić. Jest pan mężczyzną. Nie musi pan walczyć z wiekiem, liczyć zmarszczek i kalorii, siedzieć na wiecznych dietach. A wszystko dla figury i cery. I kto nas do tego popycha?
— No właśnie, kto? — podchwycił Nowak.
Alicja mu się podobała. Była szczera, piękna, pełna życia. Z nią było łatwo.
— Wy, mężczyźni. To wasza wina. Czujecie się pewniej, gdy u boku macie młodą i piękną kobietę. Jeśli jest z wami, znaczy, że jesteście warci. A im starsi jesteście, tym młodsze wybieracie. — Alicja uśmiechnęła się gorzko, w kącikach ust zastygł smutek, ale i tak wyglądała pięknie.
— Pochodzę z małego miasteczka. Mama pracowała w zakładach drobiarskich, tata też. Potem zakład zamknięto, mama poszła do szpitala jako sanitariuszka, tata do kotłowni. U nas pracy nie ma. Była jedna fabryka, i tę zamknęli. Tata oczywiście pił. Nienawidziłam tego życia, tego miasta, od dziecka marzyłam o wyjeździe — do Warszawy, o aktorstwie. — Jej oczy zaszły mgłą wspomnień.
Nowak rozumiał ją aż za dobrze. Sam przyjechał do stolicy z małej miejscowości.
— Do szkoły teatralnej się nie dostałam. Ale znalazłam pracę. W budce na bazarze. — Widział, że to wyznanie kosztowało ją wiele. — Nie będę opowiadać, jak walczyłam. Miałam szczęście. Zauważyła mnie pewna kobieta. Nawet ją oszukałam przy ważeniu. Zaprosiła mnie do domu mody. Nie takiego, gdzie modelki chodzą po wybiegu, chociaż i to się zdarzało. No, pan rozumie. Tam poznałam przyszłego męża. Byłam młoda, zdesperowana… — Oczy znów zaszły mgłą. Nowak nie przerywał.
— Tak się we mnie zakochał, że oświadczył się. Oczywiście przyjęłam. Nie przeszkadzało mi, że jest starszy. Wygrałam los na loterii. Miałam męża, mieszkanie w Warszawie, dom za miastem, znajomości, pieniądze. Dał mi wszystko, o czym marzyłam. Spełniły się najśmielsze sny.
Z pierwszego małżeństwa ma syna, w moim wieku, mieszka za granicą. Mąż nie chce więcej dzieci. Pogodziłam się z tym. Restauracje, suknie, podróże. Takie życie mi odpowiadało. Ma pan rację, wiele kobiet mi zazdrościło. Uciekłam z prowincji i nie chcę tam wracać. — Alicja westchnęła i na chwilę zamilkła.
— A trzy dni temu wpadłam do biura męża. Tak, bez powodu. Chciałam sprawić mu przyjemność. Lubi pączki. Wie pan, słodkie, w lukrze. Kupiłam kilka i kawę.
Sekretarki w recepcji nie było. A raczej była tam, gdzie być powinna — w gabinecie mojego męża. Nawet drzwi nie zamknęli. Nie widzieli mnie. Wyszłam, zostawiając na jej biurku pączki i kawę. To było okropne. — Alicja zakryła twarz dłońmi.
Nowak czekał, nie przerywał. Słyszał już wiele takich historii. Kobiety zwierzały mu się jak na spowiedzi.
Odsunęła dłonie. Jej oczy były suche. Na moment zdjęła maskę pewnej siebie kobiety. Takie nie lubią pokazywać słabości. Życie nauczyło je, że zawsze trzeba „trzymać fason”.
— Nie byłam naiwna, wiedziałam, że mąż ma inne kobiety. Ale wtedy się wystraszyłam. Zrozumiałam, że czas płynie, ja nie młodnieję, a wokół pełno dziewczyn z długimi nogami, gotowych na wszystko, by zająć moje miejsce.
Wszystkie chcą pieniędzy. Mają to, czego ja już nie mam — młodość. Ma pan rację, skończyłam czterdzieści lat. Nie mogę z nimi konkurować. Tacy mężczyźni jak mój mąż lubią młode, głupie i ładne. Jeśli dla jednej z nich mnie zostawi, nie będę miała drugiej szansy. Do luksusu szybko się przyzwyczajasz. Nie chcę wracać do życia, z którego uciekłam. Wolę umrzeć.
Nowaka poruszyła jej szczerość i desperacja.
— Mógłby pan rzucić Warszawę, dom, mieszkanie, samochód, pieniądze? Wyjechać na prowincję, zostać zwykłym chirurgiem?
Nowak milczał. Alicja nie oczekiwałaNowak spojrzał na nią w milczeniu i po raz pierwszy zrozumiał, że prawdziwe szczęście nie leży w ucieczce od przeszłości, ale w zaakceptowaniu tego, kim się jest.



