Trzecia próba
Halina przebierała się w biały fartuch, usiadła przy biurku i oparła się o oparcie krzesła. Zamknęła oczy, próbując się uspokoić i skupić na pracy. Ktoś zapukał do drzwi. „Kto tam znowu? – pomyślała Halina Władimirowna. – Nie mogą dać człowiekowi chwili spokoju…”
Nie doczekawszy się odpowiedzi, drzwi uchyliły się, a w szparze pojawiła się głowa mężczyzny.
— Można?
Halina Władimirowna spojrzała na niego surowo.
— Przyjęcia od czternastej — odcięła i udawała, że czyta bardzo ważny dokument.
Po chwili spojrzała ukradkiem na drzwi. Głowa mężczyzny wciąż tkwiła w przejściu.
— Przecież powiedziałam jasno… — zaczęła z irytacją, ale głowa nie zniknęła.
— Już jest druga — odparł mężczyzna i skinął głową w stronę zegara wiszącego między oknami.
Spoglądając na ścienny zegar, Halina Władimirowna zobaczyła, że duża wskazówka rzeczywiście stała na dwunastej, gotowa ruszyć w drogę. Czas zacząć przyjęcia. Już i tak kiepski humor pogorszył się jeszcze bardziej.
— Proszę wejść — westchnęła.
Drzwi otworzyły się szerzej, a do gabinetu wszedł mężczyzna. Obejrzała go wprawnym, zawodowym wzrokiem, gdy podchodził do biurka. Wyglądał na zdrowego — wysportowany, zadbany, starannie uczesany, bez śladu cierpienia na otwartej twarzy.
— Nazwisko? — spytała Halina Władimirowna, sięgając po stosik kartotek na rogu biurka.
— Nowak Marek.
Mężczyzna usiadł na krześle, oparł się o oparcie, kładąc łokieć na krawędzi biurka. Ta jego poza dopełniła miary w Halinie. „No proszę, rozsiadł się jak u siebie w domu” — pomyślała.
Znalazła jego cienką kartę w stosie, otworzyła. Tylko dwie notatki od okulisty.
— Słucham pana — powiedziała niechętnie i przygotowała się, by odprawić zdrowego pacjenta z kwitkiem.
— Proszę pani doktor, źle sypiam. W dzień na pracy ziewam, wydaje mi się, że ledwo się położę, a już zasypiam. A w nocy ani drzemki. Albo zasnę, ale budzę się w środku nocy i męczę do rana.
— Od dawna tak pan nie śpi?
— Od dwóch miesięcy, odkąd żona wróciła. Poszła do kochanka, właśnie się uspokoiłem, a ona wróciła. I nie mogę jej wyrzucić, mamy dziecko. Córkę.
— Oszczędź mi pan szczegółów. Proszę, skierowanie na prześwietlenie płuc i badania. Jak pan zrobi, to niech pan wróci.
— A bez tego się nie da? — szczerze zdziwił się pacjent.
— Bywa pan w przychodni niezwykle rzadko, nie przechodził pan badań profilaktycznych, prawda? Więc niech pan to zrobi przy okazji. Tak trzeba. Przynajmniej raz w roku należy się przebadać.
— A potem wrócić do pani? A co mam robić z bezsennością? — spytał Nowak, obracając w dłoniach plik skierowań.
— Wyeliminować stres z życia. Niech pan odejdzie od żony. Bez niej chyba pan spał, prawda? — odparła Halina.
— Chętnie, ale dokąd? Mieszkanie mamy małe, nie da się wymienić. Żona sama nie odejdzie, a i dziecko też. Rodziców już nie mam. Nie wynajmę sobie czegoś w moim wieku. I z jakiej racji? Niech mi pani przepisze jakieś tabletki, to pójdę.
Halina niechętnie wyjęła z szuflady blankiet recepty i zaczęła wypisywać lekki środek nasenny.
— A pani sama? To znaczy, bez męża? Wygląda pani nie najlepiej. Też dokuczają problemy? — nagle spytał Nowak.
Długopis w dłoni Haliny zawisł nad blankietem. „Co on sobie pozwala?”
— A pana co to obchodzi? — odcięła ostro.
— Tak tylko spytałem z życzliwości. Lekarze też chorują. Mąż panią zostawił?
Halinie chciało się powiedzieć, że zostawił ją dawno, dziesięć lat temu. Znalazł sobie młodszą i odszedł, zostawiając ją z trójką dzieci. Co prawda najstarszy już wyleciał z gniazda, wyjechał do pracy w Niemczech, tam się ożenił i nie planuje wracać. Pracuje jako informatyk, tak jak ojciec. To on zrobił synowi wodę z mózgu. Sam nie zdążył wyjechać w porę, więc przepchnął starszego.
Córka też w zeszłym roku wyjechała do pracy do Warszawy i tam została. A najmłodszy do niedawna mieszkał z nią. Ale jej nadzieja na niesamotną starość runęła. Córka przeciągnęła brata do stolicy. Mówi, że tu nie ma perspektyw. I dzisiaj rano, mimo jej protestów, wyjechał. Nikt o niej nie myśli. A ona już nie młoda, pięćdziesiątka, przed nią emerytura i samotność. Przyjaciół nie ma, rodziców też, nie ma komu się poskarżyć.
Halina otrząsnęła się z myśli.
— Proszę, recepta. I niech pan zrobi badania oraz prześwietlenie. — Halina przesunęła receptę w stronę Nowaka.
— Dziękuję — powiedział mężczyzna, biorąc blankiet, ale nie ruszał się z miejsca.
— Coś jeszcze? Jeśli nie, to proszę nie zatrzymywać, ludzie czekają. — Halina skinęła w stronę drzwi.
— Tak, tak. Dziękuję, do widzenia. — Nowak w końcu wstał i ruszył w stronę drzwi. Obejrzał się. Halina nie zdążyła odwrócić wzroku.
Do gabinetu weszła staruszka, taka, co chodzi do przychodni jak do pracy, by pogadać o swoich chorobach jak o czymś bliskim i miłym…
Dopiero zdejmując fartuch, Halina przypomniała sobie, że czeka na nią puste mieszkanie. I desperacja znowu ją objęła. Przygryzła wargę, by nie wybuchnąć płaczem. WciągnęHalina wyszła na ulicę, a promień słońca, przedzierający się przez chmury, oświetlił jej twarz – może życie jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa.



