Zbyt wcześnie na miłość

Nieodpowiednia miłość

Zosia zajrzała do pokoju matki, zobaczyła, że ta śpi, i cicho zamknęła drzwi.

— Zosia — zawołała nagle mama słabym głosem.

— Tak, mamo. — Zosia znów zajrzała do pokoju. — Myślałam, że śpisz. Potrzebujesz czegoś? Chciałam wyjść na chwilę z koleżankami.

— Idź, ja się zdrzemnę — odparła Barbara i zamknęła oczy. Nawet podniesienie ciężkich powiek kosztowało ją ogromny wysiłek.

Zosia odetchnęła z ulgą i pobiegła się ubierać. Przez czas choroby matki przyzwyczaiła się chodzić i robić wszystko cicho. Schodziła po schodach niemal bezgłośnie. Przed blokiem czekał na nią kolega z klasy, Tomek Nowak.

— Czemu tak długo? — zamiast powitania burknął niechętnie.

— Gotowałam mamie rosół. Gdzie idziemy? — Zosia uśmiechnęła się, próbując złagodzić winę.

— Ona wciąż chora?

— Tak, właśnie zasnęła. Nie długo, dobrze? Nagle będzie czegoś potrzebować — poprosiła Zosia.

— Nic się nie stanie, prześpi się, będzie lepiej — lekko powiedział Tomek.

Zosia przygryzła wargę. Nikomu nie mówiła, na co choruje jej matka. Nie chciała, żeby jej współczuli, żeby w szkole wybuchła panika.

— No i zaczyna padać. Chodźmy do Darka, jego rodzice wyjechali na działkę — szepnął Tomek i objął dziewczynę, próbując ją pocałować.

Ale Zosia gwałtownie odsunęła głowę.

— Co ty? Ktoś może zobaczyć.

— Kto? Mama śpi. No to idziemy? — spytał Tomek.

Zosia zawahała się. Ostatnim razem, gdy poszli do Darka, Tomek zaczepiał ją. Podobał się jej, ale zbyt się spieszył.

— Zosiu, tylko na pół godzinki. Obiecuję, nie będę się narzucał — błagał Tomek. Deszcz rzeczywiście przybrał na sile.

— Dobrze, ale tylko na chwilę — zgodziła się Zosia.

— Jasne. — Tomek starał się nie okazywać radości.

Darek otworzył drzwi i uśmiechnął się, widząc przyjaciela z Zosią.

— Wchodźcie.

Zosia nie ruszyła się z miejsca. Nie chciała zostać sam na sam z dwoma chłopakami.

— Wczoraj ściągnąłem świetny film — powiedział Darek.

Tomek zdjął buty i poszedł za nim do pokoju. Zosia pomyślała, że to dobry moment, żeby wyjść. Ale nie chciało jej się też wracać do domu.

Zamknęła drzwi i weszła do pokoju, usiadła obok Tomka. Ten natychmiast położył rękę na oparciu kanapy za jej plecami. Darek przyniósł każdemu puszkę piwa. Zosia odmówiła, a Tomek wziął jej puszkę dla siebie. Dziewczyna spojrzała na niego ukradkiem, ale nic nie powiedziała.

Film okazał się naprawdę ciekawy, od pierwszych scen wciągnął Zosię. Ocknęła się, gdy poczuła gorącą, natrętną dłoń Tomka pod bluzką. Szarpnęła się, ale Tomek przytrzymał ją za ramię, a drugą ręką boleśnie ścisnął jej piersi.

— Bolii! — krzyknęła.

Tomek poluzował uścisk, a Zosia zerwała się z kanapy. Darka nie było w pokoju. Nawet nie zauważyła, kiedy wyszedł.

— Zosiu, przepraszam — zamruczał Tomek.

— Obiecałeś! — wybuchnęła gniewnie.

— No co ty. Czego się rzucasz, jakby to był pierwszy raz? Przecież cię kocham. — Też wstał.

Tomek pierwszy raz powiedział, że ją kocha, i Zosia nie potrafiła go odepchnąć. Zaczął ją całować. Z ust śmierdziało piwem. Jego dłonie nagle stały się szorstkie, natarczywe.

— Nie, muszę już… — wyszeptała Zosia i oparła dłonie na jego piersi.

Tomek nagle chwycił Zosię w pół i przewrócił na kanapę, przygniatając ją całym ciężarem. Zosia ze wszystkich sił próbowała go z siebie zrzucić. Udało jej się zgiąć kolano i uderzyła nim Tomka między nogi.

Zaklął i zsunął się z niej. Zosia natychmiast zerwała się i pobiegła do przedpokoju, złapała buty i zaczęła szarpać się z zamkiem.

— No to spierdalaj… — krzyknął za nią Tomek.

Zosia wypadła za drzwi i w skarpetkach pobiegła po schodach w dół. Gdy zorientowała się, że nikt jej nie goni, zatrzymała się i założyła buty.

Jak mogła mu uwierzyć? Jej matka leży chora, a on… On chce od niej tylko jednego.

Wróciwszy do domu, Zosia długo zmywała z twarzy i szyi ślady wilgotnych pocałunków Tomka. Potem siedziała w ciemności w swoim pokoju i myślała, co będzie, jeśli mama umrze? Zostanie zupełnie sama. Z czego będzie żyć? Za dwa miesiące skończy osiemnaście lat i przestaną przychodzić alimenty od ojca. Pieniędzy nie ma. Nawet na sukienkę na studniówkę. No trudno, jakoś przeżyje, byleby mama wyzdrowiała.

Że mama ma raka, Zosia dowiedziała się sama. Czuła, że choroba jest poważniejsza, niż mówiła mama. Wpisała w wyszukiwarkę nazwy leków, które brała matka, i wszystko zrozumiała.

Na telefon przyszła wiadomość od Tomka: „Zosiu, przepraszam”. Nie odpowiedziała. Wiadomości posypały się jedna za drugą. Tomek raz przepraszał, raz obrażał ją i wyzywał. Zosia wyłączyła telefon.

Przed snem weszła do pokoju mamy.

— Mamo, śpisz?

Barbara z trudem otworzyła oczy.

— Coś potrzebujesz? Wody? Do toalety?

Barbara ledwo zauważalnie pokręciła głową i zamknęła oczy.

Rano Zosia obudziła się od hałasu i wpadła do pokoju matki. Mama próbowała utrzymać się na drżących nogach, trzymając się poręczy łóżka. Na podłodze leżał przewrócony stołek.

Zosia podbiegła, ułożyła mamę w łóżku, zdziwiona, jak lekkie i wychudzone stało się jej ciało.

— Po co wstawałaś? Zawołałabyś mnie — zirytowana mówiła do matki.

— Myślałam, że dam radę… — ledwo łapiąc oddech, powiedziała Barbara.

— Przyniosę ci herbatę. — I Zosia pobiegła do kuchni.

Mama zrobiła kilka łyków i przestała pić. Już od kilku dni prawie nic nie jadła,Zosia zamknęła oczy, czując na twarzy ciepły wiatr przez otwarte okno, i pomyślała, że mimo wszystko los dał jej drugą szansę — taką, której jej mama nigdy nie dostała.

Rate article
Fajna Tajna
Zbyt wcześnie na miłość