Wiedziałem, że mnie słyszysz, mamo.
– Babciu, opowiesz bajkę? – zapytał sześcioletni Kuba.
– Tylko krótką. Już dawno powinieneś spać. Jutro nie wstaniesz do przedszkola. – Halina poprawiła kołdrę na wnuku.
– Wstanę – obiecał Kuba.
Halina zgasiła górne światło, pozostawiła tylko lampkę nad łóżkiem, sięgnęła po książkę z półki, założyła okulary i znów usiadła na brzegu jego łóżka.
– Nie tak, połóż się ze mną – poprosił Kuba i odsunął się, robiąc miejsce babci.
– Tak zasnę. – Ale wnuk patrzył tak błagalnie, że Halina westchnęła i położyła się obok niego.
Kuba natychmiast przytulił się mocniej i ziewnął.
Halina zaczęła czytać, co chwila przysłuchując się oddechowi wnuka. Gdy upewniła się, że śpi, ostrożnie wstała z łóżka i wyszła z pokoju, cicho zamykając drzwi.
W kuchni dotknęła boku czajnika. Wydawało się, że jeszcze gorący. Nalała herbatę do kubka i usiadła przy stole. *Gdzie jest Ola? Już jedenasta, a obiecała wrócić o dziewiątej. Może została u koleżanki? Zadzwoniłaby chyba. Zadzwonić do niej? A jeśli jest w drodze? Rozproszę ją, może spowodować wypadek. Boże, broń.* – Przeżegnała się na ikonkę wiszącą na szafce. – *Poczekam jeszcze chwilę.*
Pociągnęła łyk i skrzywiła się. Herbata wystygła, nie miała ochoty pić. Wylała ją do zlewu, podeszła do okna, za którym zalegała gęsta, niepokojąca ciemność.
Nagle za plecami rozbrzmiał dzwonek telefonu. Halina podskoczyła z zaskoczenia, rzuciła się do stołu, by przerwać głośną melodię i nie obudzić Kuby. Zamarła z telefonem w dłoni. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer, a nie zdjęcie córki.
Oszuści? Za późno jak na nich. A może Oli padła bateria? I Halina odebrała.
– Dzień dobry. Major Jerzy Nowak. Olga Kowalska to pani córka?
– Tak. Co się stało? Dlaczego… – zaczęła Halina.
– Jak mam się do pani zwracać? – przerwał jej męski, obojętny głos.
– Halina Wiśniewska.
– Pani Halino, proszę się nie martwić…
– Jak nie mam się martwić? Policja w nocy nie dzwoni bez powodu. A może pan oszust? Będzie pan teraz prosił o pieniądze? Bo nie mam, a nawet gdybym miała, nie dałabym. Dlaczego pan milczy?
– Olga Kowalska miała wypadek na autostradzie…
Po słowie „wypadek” Halina przestała rozumieć cokolwiek. Przycisnęła dłoń do piersi, starając się uspokoić gwałtowne, nierówne bicie serca. Major wciąż mówił i mówił. Wzięła głęboki wdech i zakrztusiła się. W oczach pojawiły się łzy.
– Proszę mi powiedzieć… – wyszeptała ochrypłym głosem – czy ona żyje?
– Żyje, ale jest w śpiączce. Stan ciężki.
– W którym szpitalu? – Halina z trudem wypychała słowa z gardła.
– W czwartym, ale niech pani teraz nie jedzie. Jest pani z jej synem? Niech pani zostanie przy nim. I tak jest na sali operacyjnej. Proszę przyjechać jutro, lekarz wszystko wyjaśni. Jak się tam znalazła na autostradzie? – zapytał nagle major.
– Zaraz, skąd pan wie o synu?
– Stamtąd, skąd poznałem jej numer – z telefonu. Jak się tam znalazła? – powtórzył major Nowak… czy może Kowalski? Halina próbowała przypomnieć sobie jego nazwisko, jakby to było teraz najważniejsze.
– Nie wiem… – zaczęła automatycznie i urwała. – Pojechała do koleżanki, na urodziny. Jak ją odradzałam… – Pokręciła głową, jakby major mógł ją widzieć. – Pewnie zatrzymała się dłużej. Obiecała wrócić o dziewiątej. Jej syn czeka… Boże, co mu powiem, jak się obudzi? – zaczęła zawodzić.
– Więc pojechała na urodziny… Mogła pić?
– Co pan wygaduje? To porządna kobieta, wiedziała, że syn czeka, że trzeba wracać, nie piłaby – zaprotestowała gorąco. *A kto wie?* – pomyślała. – Może jednak postanowiła zostać na noc, a potem zmieniła zdanie…
– Przepraszam, że przeszkodziłem. – Major rozłączył się.
– Przeszkodził. O, tak. Po prostu zabił. Co teraz?
Halina rwałaby się teraz do szpitala, ale przypomniała sobie o Kubie. Ciężko podniosła się ze stołka, na który osunęła się po tej wiadomości. Otworzyła lodówkę i wyjęła buteleczkę z kroplami nasercowymi. Zaczęła je kapać do kubka, licząc, pomyliła się, strzepnęła parę razy buteleczką i wylała więcej płynu o ostrym zapachu.
– Żeby na pewno – powiedziała głośno, dolała wody z czajnika i wychyliła duszkiem, nawet nie mrugnąwszy.
Usiadła na stołku, trzymając buteleczkę w dłoni.
– Boże, ocal i wróć nam Olgę, służebnicę twoją. Ma syna, nie zostawiaj chłopca sierotą. – Halina przeżegnała się szerokim znakiem krzyża w stronę małej ikonki na szafce.
Modliła się długo, aż w końcu, wyczerpana, przymknęła oczy.
– Babciu, obudź się! Babciu. Mama nie wróciła?
Wnuk potrząsał ją za ramię. Halina długo wydobywała się z lepkiej mgły snu. W głowie przypomniała jej się wczorajsza rozmowa i ocknęła się całkowicie.
– Nie wróciła. Dzwoniła, powiedziała, że zostaje na noc – skłamała, choć wiedziała, że będzie musiała powiedzieć prawdę. I lepiej zrobić to od razu. I tak się dowie.
– Kłamiesz. Słyszałem, jak z kimś rozmawiałaś. Ale to nie była mama.
– Kubusiu, mama jest w szpitalu – wyznała z pokorą i przytuliła wnuka, by nie widział łez w jej oczach.
– Zachorowała? – zaniepokoił się Kuba, wyrywając się z jej objęć.
– Tak. Miał operację. Może… Może posiedzisz z ciocią Ireną, moją sąsiadką? A ja szybko pojadę do szpitala i się wszystkiego dowiem?
Chłopiec energicznie pokręcił głową.
– Jadę z tobą!
– Dobrze. Idź się umyć, a ja zagrzeję wodę. – Halina popchnęła Kubę w stronę drzwi. Sama wstała i zatocHalina i Kuba trzymali się za ręce, gdy szli przez szpitalny korytarz, a w ich sercach, mimo wszystko, zaczynała kiełkować nadzieja, bo teraz miała już twarz – twarz Oli, która powoli otwierała oczy i uśmiechała się do nich słabo, jakby dopiero uczyła się na nowo, jak to się robi.



