To ty sprawiłaś, mamo!

26 maja 2023

Dziś znowu miałam ten koszmar. Jak zwykle zaczęło się od kotletów. Stałam w kuchni, smażyłam je na złoty kolor, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Już miałam wyjść z kuchni, gdy usłyszałam głos córki:

– Mamo, to do mnie – zatrzymała mnie w pół kroku. – Ja otworzę.

– Dobrze… Nie wiedziałam…

– No i czego stoisz? Idź smażyć swoje kotlety – syknęła Kasia, odwracając się ode mnie w stronę drzwi.

– Dlaczego “swoje”? Kupiłam przecież mielone w Delikatesach…

– Mamo, zamknij drzwi – przewróciła oczami.

– Mogłaś od razu tak powiedzieć – wróciłam do kuchni, lekko zatrzaskując drzwi.

Podeszłam do kuchenki, zakręciłam gaz pod patelnią. Stałam chwilę nieruchomo, zdjęłam fartuch i wyszłam. W przedpokoju Kasia zakładała kurtkę. Obok stał Marek, jej chłopak, patrząc na nią jak zahipnotyzowany.

– Dzień dobry, Marku. Dokąd się wybieracie? Zostańcie na obiad.

– Dzień dobry – uśmiechnął się niepewnie, spoglądając pytająco na Kasię.

– Nie mamy czasu – rzuciła, nawet na mnie nie patrząc.

– Może jednak zostaniecie? Wszystko gotowe – powtórzyłam. Marek się zawahał.

– Nie! – Kasia poderwała się gwałtownie. – Chodźmy. – Złapała Marka pod rękę i otworzyła drzwi. – Mamo, zamkniesz?

Podeszłam do drzwi, ale nie zatrzasnęłam ich do końca. Usłyszałam ich rozmowę na klatce:

– Dlaczego tak ostro z nią rozmawiasz? Pachnie przepysznie, ja bym się chętnie najadł.

– Chodź już. Pójdziemy do baru. Mam dość jej kotletów – mruknęła Kasia.

– Jak można mieć dość kotletów? Uwielbiam kotlety twojej mamy, mógłbym je jeść codziennie – odpowiedział Marek.

Nie usłyszałam, co odpowiedziała Kasia. Ich głosy oddalały się po schodach. Zamknęłam drzwi i weszłam do pokoju. Mąż siedział przed telewizorem.

– Wojtek, chodź na obiad, póki gorące.

– Hę? Idziemy. – Podniósł się z kanapy, mijając mnie w drodze do kuchni, i usiadł przy stole.

– Co dziś na obiad? – zapytał tonem, który zawsze mnie irytował.

– Ryż z kotletami, surówka – odparłam, odkrywając patelnię.

– Ile razy mam mówić, że nie jem smażonych kotletów – burknął niechętnie.

– Dolałam wody, są prawie gotowane na parze – zatrzymałam się z pokrywką w ręce.

– No dobra, dawaj. Ale ostatni raz.

– W naszym wieku odchudzanie jest niezdrowe – zauważyłam, stawiając przed nim talerz.

– W jakim wieku? Mam ledwie pięćdziesiąt siedem lat. To wiek mądrości i rozkwitu dla mężczyzny. – Nadział kotleta na widelec, odgryzając połowę.

– Co się dziś z wami dzieje? Kasia uciekła, ty się wybrzydzasz. Jak przestanę gotować, to zobaczycie, jak wam zaimprowizujecie. Myślicie, że w barze jedzą lepiej i zdrowiej?

– No to nie gotuj. Tobie też by się przydało zrzucić parę kilo. Niedługo w drzwiach się nie zmieścisz. – Wojtek dojadał kotleta, sięgając już po drugiego.

– Tak? Więc uważasz, że jestem gruba? A ja się głowiłam, nagle zacząłeś dbać o siebie. Spodnie sobie kupiłeś, skórzaną kurtkę, baseballówkę. Głowę ogoliłeś, żeby łysiny nie było widać. Dla kogo się stroisz? Na pewno nie dla mnie. Gruba jestem. Co, masz z kim porównywać? – zapytałam z goryczą.

– Daj mi zjeść w spokoju. – Wojtek nabrał ryżu na widelec, ale nie doniósł do ust, opuszczając go z powrotem na talerz. – Daj ketchup – zażądał.

Wyjęłam z lodówki butelkę, postawiłam ją z rozmachem przed nim i wyszłam w milczeniu. Mój talerz został nietknięty.

Zamknęłam się w pokoju córki, usiadłam na łóżku. Łzy napłynęły mi do oczu.

“Staram się, gotuję, a oni… Wszystko dla nich robię, a w zamian zero wdzięczności. Mąż się odmładza, patrzy w bok. Dla niego jestem gruba. Córka traktuje mnie jak służącą.

Jeśli jestem na emeryturze, to można mną pomiatać? Pracowałabym, gdyby mnie nie zwolnili. Doświadczeni pracownicy już nie są potrzebni, teraz tylko młodzi. A co oni takiego potrafią, ci młodzi?

Wstaję pierwsza, choć nie pracuję, żeby zrobić śniadanie. Kręcę się cały dzień, nawet się położyć nie ma kiedy. Sama sobie winna, rozpuściłam ich. Wsiadło mi na kark, rozsiadło się wygodnie…”

Łzy spłynęły po policzkach, zostawiając błyszczące ślady. Powstrzymałam łkanie, szybko otarłam twarz dłońmi.

Zawsze myślałam, że mamy dobrą rodzinę. Nie idealną, ale nie gorszą niż inne. Córka dostała się na studia, uczy się dobrze. Mąż nie pije, nie pali, zarabia pieniądze. W domu czysto, schludnie, smacznie gotuję. Czego mu jeszcze trzeba?

Podeszłam do lustra w drzwiach szafy, przyjrzałam się dokładnie. “No tak, przytyłam, ale nie jestem gruba. Za to zmarszczki mniej widoczne na pełnych policzkach. Zawsze lubiłam dobrze zjeść. Gotuję smacznie. A im, jak się okazuje, to nie potrzebne. Jak jeszcze pracowałam, układałam włosy, robiłam trwałą. Teraz tylko spięte z tyłu, żeby nie przeszkadzały. Tak wygodniej. Co ja mam, w szpilkach i z fryzurą odkurzać? Chociaż schudnąć by się przydało. I włosy by się przydały…”

Usiadłam z powrotem na łóżku, zamyśliłam się.

Następnego ranka nie wstałam pierwsza jak zwykle. Leżałam, udając, że śpię. “Jestem na emeryturze, mam prawo nie skakać o świcie. Niech sami sobie śniadanie zrobią”.

Zadzwonił budzik. Poruszyłam się lekko, odwracając do ściany.

– Coś ci jest? Chora? – spytał Wojtek. Zero współczucia w głosie.

– Mhm… – mruknęłam, wtulając twarz w kołdrę.

– Mamo, źle się czujesz? – Kasia weszła do pokoju.

– Tak, zjedzcie coś sami – wydusiłam słabym głosem spod kołdry.

Córka prychnęła niezadowolona iNazajutrz obudziłam się z nową energią, włożyłam swoje nowe ubrania i uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, w końcu rozumiejąc, że szczęście zaczyna się ode mnie samej.

Rate article
Fajna Tajna
To ty sprawiłaś, mamo!