**Trzecia próba**
Zanotowałam to dziś w moim dzienniku, choć wstyd mi trochę tych myśli.
Zamknęłam oczy, wdychając głęboko powietrze, by uspokoić nerwy. Biały fartuch lekko szeleścił przy ruchach, a za drzwiami rozległo się pukanie. *„Kto tam znowu? Nie dadzą mi nawet minuty spokoju”* – pomyślałam z irytacją.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy drzwi uchyliły się, a w szparze pojawiła się męska twarz.
— Mogę?
Spojrzałam na niego zimno.
— Przyjęcia od czternastej — wymamrotałam, udając, że wertuję ważne dokumenty.
Minutę później zerknęłam w stronę drzwi. Mężczyzna wciąż stał w przejściu.
— Czy nie mówię po polsku? — zaczęłam ostro, lecz on nawet nie drgnął.
— Jest druga — odparł, wskazując głową zegar wiszący między oknami.
Rzeczywiście, wskazówka właśnie dotykała dwunastki. Czas zacząć przyjęcia. Złość wezbrała we mnie na nowo.
— Proszę wejść — westchnęłam.
Wszedł, a ja obrzuciłam go rutynowym, lekarskim spojrzeniem. Żadnych oznak choroby — zadbany, wysportowany, z krótko przystrzyżonymi włosami.
— Nazwisko? — Siegnęłam po kartotekę.
— Nowak, Tomasz.
Usiadł wygodnie, opierając łokieć o blat. *„Rozsiadł się jak u siebie”* – przemknęło mi przez myśl.
Znalazłam jego cienką teczkę — tylko dwie notatki od okulisty.
— Słucham pana — mruknęłam, gotowa odprawić go z kwitkiem.
— Doktor, źle sypiam. W dzień ledwo zipię, a w nocy oczy jak patyki. Albo zasnę, a potem budzę się i do rana przewracam z boku na bok.
— Od kiedy?
— Od dwóch miesięcy, od kiedy żona wróciła. Zostawiła mnie dla kogoś innego, a jak już się przyzwyczaiłem, nagle wraca. I nie mogę jej wyrzucić, mamy córkę.
— Proszę oszczędzić mi szczegółów. Skierowanie na badania i RTG. Po wynikach wrócicie.
— Nie da się bez tego? — zdziwił się szczerze.
— Rzadko bywa pan w przychodni, prawda? Warto sprawdzić zdrowie.
— A co mam robić z bezsennością? — przewracał kartki w dłoniach.
— Usunąć stres. Rozstać się z żoną.
— Chętnie, ale gdzie pójdę? Mieszkanie za małe na podział, rodzice nie żyją. Nie zamierzam wynajmować w moim wieku. Niech mi pani coś przepisze.
Z niechęcią wyjęłam blankiet.
— A pani sama? — nagle spytał. — Wygląda pani na zmęczoną. Też ma kłopoty?
Długopis zawisł w powietrzu. *„Co za bezczelność!”*
— To pana nie dotyczy — warknęłam.
— Tylko spytałem z życzliwości. Lekarze też ludzie. Mąż panią zostawił?
Chciałam rzucić, że tak, dawno temu — dla młod— Tak — odpowiedziała w końcu cicho, patrząc mu prosto w oczy — i od tamtej pory nikt już nie zapukał do mojego życia tak, jak ty to robisz teraz.



