Przepraszam za długie oczekiwanie…

Przepraszam, że tak długo…

Kamil dawno nie był w domu. Pierwsze dwa lata studiów w innym mieście jeszcze przyjeżdżał na wakacje. Matka oczywiście karmiła go na zabój, gotując ulubione dania. Po kilku dniach takiego obżarstwa zaczynał się nudzić. Przyjaciele rozjechali się po świecie, nie było co robić.

Małe miasteczko znał na wylot, każde drzewo, każdą uliczkę. Po tygodniu marazmu miał już dość i rwał się z powrotem do wielkiego miasta.

Matka błagała, by został choć tydzień dłużej, ale Kamil wymyślał wymówki i z lekkim sercem wyjeżdżał. Tętniące życiem metropolie go przyciągały – tam nie umierało się z nudów! Znalazł nowych znajomych, życie toczyło się szybko. A tu? Nuda aż do bólu zębów.

Na trzecim roku zaczął pracować w barze szybkiej obsługi. Wieczorne zmiany, tłumy młodzieży – taki rytm mu odpowiadał. Pieniądze też się przydały, samymi stypendiami nie przeżyłby. Dumny, odmówił pomocy matce. Mama dzwoniła, prosiła, by chociaż na święta przyjechał. Obiecał, choć wiedział, że w barze to najgorętszy okres.

Święta minęły, zaczęły się zajęcia. Wyjazd do domu przesunął na letnie wakacje. Ale gdy nadeszło lato, przeszedł na pełny etat. Życie w dużym mieście pochłonęło go bez reszty. I nagle – dyplom w garści. Imprezował z rocznikiem przez kilka dni. Kiedy jeszcze się zobaczą?

A potem kolega zaproponował wyjazd do pracy w Grecji.

– Jedź ze mną. Idealnie się nadajesz. Tylko decyzja musi być teraz. Dokumenty trzeba załatwić szybko. Facet, z którym miałem jechać, nagle się wycofał – dziewczyna zaszła w ciążę, postanowił się ożenić. Więc zgadzaj się, nie pożałujesz. Kontrakt na rok. Angielski znasz, grecki podłapiesz.

Zobaczmy świat, póki młodzi. Później praca, żona, dzieci, urlop raz na trzy lata… Tańcz, póki muzyka gra – zaśpiewał fałszywie przyjaciel.

Kamil zgodził się. Zaczęły się nerwowe dni – lekarze, dokumenty, terminy. Tuż przed wylotem zadzwonił do matki. Więdnącym głosem obiecał, że wróci za rok i na pewno przyjedzie.

– Jak to, synku? Na cały rok?! Choć na jeden dzień, proszę. Już zapominam, jak wyglądasz…

– Przepraszam. Lecę jutro, bilety już mam. Nie mogę zawieść firmy i kolegi. Kocham cię, mamo, będę dzwonił…

W Grecji mieszkali w hotelu, jedli tam samo. Niektórzy wynajmowali mieszkania. Kamil oszczędzał, mało wydawał. Pracowali na różne sposoby, za błędy płacili karami. Ale podobało mu się.

Wrócił po trzech latach. Od razu wziął kredyt na mieszkanie, znalazł pracę. Do matki dzwonił w biegu. Obiecywał przyjazd, jak tylko ogarnie sprawy. Ale jedne sprawy zastępowały drugie.

W weekend wybrał się z kumplem do klubu. Pili, tańczyli, bawili się. Kamil obudził się w łóżku z dziewczyną. Nie wiedział, czy ładna – gęsta, ciemna grzywka zasłaniała jej twarz. Ostrożnie wysunął się spod kołdry, poszedł do kuchni. Wypił wodę z kranu, wskoczył pod prysznic. Długo stał pod strumieniem, zastanawiając się, jak grzecznie wyrzucić ją z mieszkania.

Gdy wyszedł, pachnący żelem, już niemal trzeźwy, dziewczyna krzątała się po kuchni. Na szczęście była piękna. Na gołe ciało narzuciła jego koszulę, odsłaniając zgrabne nogi. Wyglądała tak oszałamiająco, że Kamil zapomniał o wcześniejszych planach. W powietrzu unosił się zapach kawy, na talerzu leżały cienkie plasterki serów.

– Przepraszam, ale w lodówce nic więcej nie było – uśmiechnęła się.

Po kawie wrócili do łóżka…

Dziewczyna nazywała się Maja. Kamil wątpił, czy to prawdziwe imię, ale nie pytał. Co za różnica? Liczyło się, że była bez zahamowań. Maja została u niego miesiąc.

Podobała mu się, ale tylko fizycznie. Czego więcej chcieć? Było z nią łatwo i wesoło. Gotować nie lubiła i nie umiała. Zamawiali pizzę albo chodzili do knajp.

Przez ten miesiąc Kamil ani razu się nie wyspał. Maja nie pracowała, mówiła, że „szuka siebie”. On wychodził do pracy, ona spała. A wieczorem ciągnęła go znowu do klubu.

Zmęczenie i złość narastały. Kamil widział, że tak nie da się żyć. Szef patrzył na niego podejrzliwie. O Maj też nie miał złudzeń – żyła kosztem facetów, którzy płacili za jej urodę. Trzeba było kończyć z hulaszczym trybem, zanim straci pracę. Ale jak ją teraz wyrzucić?

Kamil wpadł na pomysł – uciec na weekend do rodzinnego miasta, odpocząć, przemyśleć sprawę, licząc, że Maja sama zrozumie i wyjdzie. Kupił mamie prezenty, z dworca zadzwonił do Mai, że wyjechał do domu i nie wie, kiedy wróci.

– A co ze mną? – przeciągnęła obrażonym tonem.

Kamil wyobraził ją sobie, jak siedzi w seksownym szlafroku, wyciągając długie nogi. Ale ten obraz już go nie poruszał.

– Rób, co chcesz – rzucił i rozłączył się.

W drodze wyobrażał sobie, jak przyjeżdża, naciska dzwonek, słyszy zza drzwi cichy sygnał, potem kroki. Mama otworzy i krzyknie z radości, wyciągnie ręce do uścisku…

Było mu trochę wstyd, że tak rzadko dzwonił, nie przyjeżdżał. Matka miała prawo się gniewać. Ojciec zmarł, gdy Kamil miał piętnaście lat. Mama jeszcze młoda, mogła się ustatkować. A jeśli tak? Przyjedzie, a przy stole siedzi nowy mąż… Odganiał te myśli.

Wchodząc po schodach, ledwo powstrzymał się, by nie biec co dwa stopnie, jak kiedyś po szkole. Jak dawno to było. Zatrzymał się pod drzwiami, nasłuchiwał. Cisza. Nie, głupoty, mama zdrowa, nic jej nie mogło się stać. Nacisnął dzwonek.

Zza drzwi dobiegł cichy sygnał. Ale kroków nie słyszał. Zaskoczył zamek, drzwi się uchyliły. Kamil ujrzał siedmioletnią dziewczynkę z jasnymi warkoczykami, przytulającą pluszowego misia.

– Do kogo? – spytała rzeczowo.

– Cześć. Dorośli są w domu?Kamil uśmiechnął się, schylił do poziomu jej oczu i odpowiedział cicho: “Do ciebie, córeczko, bo przyszedłem zostać na zawsze.”

Rate article
Fajna Tajna
Przepraszam za długie oczekiwanie…