Dzień dobry. Jestem żoną Jacka. Mogę wejść?
Od tygodnia w Akademii Medycznej panowało gorączkowe oczekiwanie na zbliżające się zawody w siatkówce. Drużyna medyków miała zmierzyć się z politechniką. Rano przyjaciółka namawiała Kasię, żeby poszły obejrzeć mecz.
— Nie lubię siatkówki, w ogóle nie interesuję się sportem. Nic w tym nie rozumiem — broniła się Kasia.
— Co tu rozumieć? Będziemy kibicować naszym, żeby wygrali. No proszę, zrób to dla mnie — błagała Agata.
— Nie chodzi ci o zwycięstwo, tylko o Szymona — westchnęła Kasia i w końcu się zgodziła.
W hali było tłoczno, wszystkie ławki wzdłuż jednej ściany zajęte. Gra wciągnęła nawet Kasię. Wkrótce krzyczała razem z innymi i wymachiwała chorągiewkami. Kibice medyków mieli czerwone, politechniki — niebieskie. W końcu medycy wygrali. Przyjaciółki cieszyły się, jakby to był ich własny sukces.
— Idziemy do domu? — zapytała Kasia, kiedy wyszły z budynku uczelni.
Dawno zapadł zmrok, zapaliły się latarnie.
— Poczekajmy na Szymona, pogratulujemy mu. Zaraz się przebierze i wyjdzie — poprosiła Agata ochrypłym od krzyków głosem.
Czekać nie musiały długo. Szybko Szymon wyszedł z jakimś chłopakiem. Zauważył dziewczyny, podszedł i zprzedstawił im swojego przeciwnika z meczu, Jacka, który okazał się jego szkolnym przyjaciółką, i tak zaczęła się ich wspólna historia.



