Męska przyjaźń

**Męska przyjaźń**

Zatrzymałem «Volvo» pod galerią handlową. Nie miałem ochoty wychodzić z ciepłego wnętrza. Wczoraj padał mokry śnieg, który zmienił się w deszcz, a w nocy mróz skuł wszystko lodem, który teraz połyskiwał nierówną, zdradliwą skorupą. Przechodnie ślizgali się, walcząc z wiatrem, który zdawał się wyrywać szalik z szyi.

Jutro urodziny mojej mamy, a ja, jak zawsze, zostawiłem zakupy na ostatnią chwilę. W tak dużym centrum na pewno znajdę coś odpowiedniego.

Wysiadłem, ale pierwszy podmuch wiatru rozwiał poły mojej kurtki i niemal zerwał szalik. Przytrzymując ubranie, zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę wejścia, ale po chwili poślizgnąłem się, ledwo utrzymując równowagę. Lód jeszcze nie został posypany piaskiem, a na moich butach nie było odpowiedniego bieżnika.

Dotarłem do drzwi, w końcu wciągnąłem w płuca ciepłe powietrze galerii i odetchnąłem z ulgą. Już miałem skierować się do działu z chustami, gdy przypomniałem sobie, że w zeszłym roku dałem mamie właśnie szal.

— Krzysiek, stary! — usłyszałem nagle radosny okrzyk przy wystawie jubilera.

Obok mnie stał Wojtek, mój dawny i, jak się okazało, jedyny prawdziwy przyjaciel.

— Myślałem, że to ty! Ile czasu minęło? Wyglądasz świetnie, styl zagraniczny.

— Cześć. Dopiero co wróciłem — odpowiedziałem, trochę zmieszany i zawstydzony własnym zaniedbaniem.

— Akurat o tobie myślałem. Słuchaj, może wpadniemy gdzieś na kawę? — zaproponował Wojtek.

— Muszę kupić prezent — odparłem.

— Moment… Przecież urodziny pani Jadwigi są niedługo, prawda?

— Pamiętasz? — ożywiłem się. — Jutro. Znowu zwlekałem i teraz się śpieszę…

— No dobra, szukaj, nie będę przeszkadzał. Ja już mam zakupy — Wojtek pokazał wypełnione torby. — Ale umawiamy się w tym tygodniu, jasne? Masz, weź. Czekam na telefon. Jeśli nie zadzwonisz, znajdę cię nawet pod ziemią — dodał z uśmiechem, wręczając mi wizytówkę.

Wybierając kolczyki dla mamy, wciąż myślałem o tym spotkaniu. Czegoś mi brakowało w mojej reakcji. Czy byłem wystarczająco radosny? Owszem, cieszyłem się, ale po prostu zaskoczyło mnie to tak bardzo, że nie potrafiłem tego okazać.

Gdy zapłaciłem za zakupy, sięgnąłem po kartę i zobaczyłem wizytówkę Wojtka. „Zastępca dyrektora w firmie budowlanej «Nowy Dom»”.

— Przepraszam — zwróciłem się do kasjerki, która cierpliwie czekała. — Spotkałem kolegę po latach. Sam rozumiesz…

Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu, myśląc tylko o nim…

***

Nasza przyjaźń zaczęła się na pierwszej szkolnej akademii. Staliśmy obok siebie, trzymając niemal identyczne bukiety z mieczyków. Mieliśmy te same szerokie uśmiechy i lekko przestraszone spojrzenia. Gdy ruszyliśmy do szkoły, nie umawiając się, chwyciliśmy się za ręce. W klasie usiedliśmy w jednej ławce.

Tak się zaczęło. Kłóciliśmy się, oczywiście, ale szybko godziliśmy. Były to drobne sprzeczki, głupstwa. Wojtek zawsze pierwszy wyciągał rękę na zgodę.

Nawet gdy po maturze wybraliśmy różne uczelnie, nie kłóciliśmy się, choć rozstanie bolało. Rozumieliśmy, że każdy musi pójść swoją drogą. Nikt nie zabroni nam się spotykać. Wszystko zależało od nas.

Wojtek poszedł na politechnikę, ja na filologię angielską. Nie widywaliśmy się codziennie, ale w weekendy zawsze mieliśmy dla siebie czas.

Na jego wydziale było niewiele dziewczyn. U mnie — całe morze kobiet. Jedna piękniejsza od drugiej. Ale moje serce należało tylko do jednej — niewysokiej, żywiołowej Kingi. Wydawała się nie znać smutku. W jej oczach zawsze krył się uśmiech, gotowy wybuchnąć i rozświetlić wszystko wokół. Lekka, zwiewna, z długimi kręconymi włosami. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.

Długo nie mogłem się zebrać, by do niej podejść. Aż pewnego dnia poprosiłem o pomoc z tłumaczeniem.

— Mógłbyś od razu powiedzieć, że chcesz się ze mną umówić — odparła, patrząc na mnie tym swoim rozbawionym spojrzeniem.

— Chcę… Chcę cię odprowadzić po zajęciach. Można? — wyrwało mi się.

— Można — zgodziła się bez wahania, obdarzając mnie uśmiechem.

Szliśmy przez wiosenny Kraków, a ja byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Całą noc wspominałem każdy jej gest, każde spojrzenie, choć słów już nie pamiętałem. Ledwo doczekałem się ranI wtedy zrozumiałem, że choć miłość może być ulotna, to prawdziwa przyjaźń przetrwa nawet największe burze.

Rate article
Fajna Tajna
Męska przyjaźń