Losy życia

– Dziś rozmawiałam z Ludmiłą. Wyobraź sobie, Aleksander znowu poszedł na boczki – powiedziała Bożena, gdy w telewizji zaczęły się reklamy, przerywając serial na drugim kanale.

Spojrzała na męża. Leżał półsiedząc, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem oglądał reklamę.

– Wiesiek, słyszysz mnie? Aleksander znów się zagubił – powtórzyła, nie doczekawszy się odpowiedzi.

– Słyszę. A co cię to obchodzi? – spytał.

– Jak to? Ludmiła to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Aleksander ci nic nie mówił? – Bożena przyglądała się uważnie jego profilowi.

– Nie musi mi się tłumaczyć. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, powiem ci szczerze, to histeryczka. Ja też bym od takiej uciekał. I skończmy ten temat. Serial się zaczyna.

– Tak? To on ci to powiedział? To Ludmiła jest winna? Kobieta zawsze u was wszystkiemu winna, byle tylko usprawiedliwić swoją kurewską naturę. A kto zrobił z niej histeryczkę? Całe życie się włóczy. – Bożena zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.

– Słuchaj, ja też cię często krytykuję. Ile razy ci mówiłam, żebyś wycierał buty w przedpokoju? Wszystkie błoto i piasek wnosisz do domu. Wanny nigdy po sobie nie spłukujesz… Więc może i ja jestem histeryczką? A może i ty chodzisz na boki? Dla towarzystwa? – Bożena wbiła wzrok w męża.

– No i zaczęło się. Dopadłaś mnie. – Wiesław odsunął kołdrę i wstał z łóżka. – Obejrzę tę część w kuchni.

– Po prostu żal mi przyjaciółki – rzuciła Bożena za nim.

– A jaka była ich miłość! Wspinał się do niej po kwiaty na drugie piętro. I czego wam brakuje, facetów? – krzyknęła w stronę otwartych drzwi.

– Dopóki się staracie o nas, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, księżniczkami. A jak znajdziecie sobie kochankę, od razu stajemy się histeryczkami – mówiła do siebie, jakby mąż mógł ją słyszeć. – Ludmiła tyle razy mu wybaczała. Za pierwszym razem klęczał, przysięgał na wszystko, że już nigdy nie spojrzy w inną stronę, płakał. Wybaczyła przez dzieci. Ale ten człowiek, Aleksander, dobry czy nie, wycisnął z niej całą duszę. Pewnie dopóki mu nie odpadnie, będzie się włóczył… – Bożena zamilkła i nasłuchiwała. Z kuchni nie dochodził żaden dźwięk.

*A może Wiesiek też mnie zdradza? Dlaczego tak się porwał? Dotknęło go? Nie, on jest leniwy. Aleksander przynajmniej dba o siebie, chodzi na siłownię. A mój ma już brzuch, łysina się rysuje…*

Lecz zasiane w sercu wątpliwości zaczęły kiełkować niepokojem. Bożena już nie patrzyła na ekran, straciła zainteresowanie serialem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i poszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, skrzyżował nogi i palił, kierując strumienie dymu w uchylone okno. Powiał przeciąg, aż wzdrygnęła się.

– Dlaczego nagle zapaliłeś?

Mąż drgnął, słup popiołu spadł na stół.

– Tfu, przestraszyłaś mnie. – Wiesław zdmuchnął popiół na podłogę. – Może też się martwię. W końcu jesteśmy z Leszkiem przyjaciółmi.

– To z nim porozmawiaj. Nie wstyd mu przed dziećmi? Jaki daje przykład synom? – Bożena podeszła do okna, wzięła popielniczkę z parapetu i postawiła ją przed mężem.

– A on mnie będzie słuchał. Nie będę się wtrącał. To jego życie, wie, co robi. – Mężczyzna zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.

– Chodźmy spać. – Minął żonę.

Bożena pokręciła głową, zgasiła światło i też poszła do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony plecami. W telewizji już leciał program z Krzysztofem Skórzyńskim. Bożena wyłączyła telewizor i lampkę, położyła się. Od kilku miesięcy zasypiali tak, odwróceni od siebie.

Poznali się w szczęśliwych studenckich czasach, nie mogli się sobą nacieszyć. Po dwóch latach wzięli ślub. Wszystko było jak u innych – kłócili się, godzili, żyli dalej. Córka wyrosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. O szczęściu Bożena nie myślała. A przecież była szczęśliwa. Przyjaciele się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją historię. A oni już dwadzieścia siedem lat razem, dwadzieścia pięć w małżeństwie. Ćwierć wieku.

Myśli znów wróciły do Ludmiły. W uszach wciąż brzmiał jej głos: *Za co on tak ze mną? Wszystko dla niego robiłam. Dzieci urodziłam. A teraz ani młodości, ani męża, na starość sama zostałam…*

Po drugiej stronie łóżka Wiesław leżał z otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie poruszać.

Dwa dni później Wiesław spóźnił się z pracy. Bożena się nie denerwowała. Zdarzało się to wcześniej. Powody mogły być różne – korki w godzinach szczytu, spotkanie ze znajomymi, pilna robota w biurze. Po samym wyglądzie męża potrafiła odgadnąć przyczynę. Jeśli wracał wesoły i podchmielony, znaczyło, że wpadł na kolegów i wypili po jednym. Jeśli ponury i rozdrażniony – problemy w pracy.

W końcu klucz obrócił się w zamku. Bożena słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłego sapania i stękania. Potem przeszedł do kuchni.

Gdy weszła, Wiesław siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na rozluźnionego, wręcz przeciwnie – przypominał ściśniętą sprężynę. CzBożena spojrzała na niego długo, po czym cicho powiedziała: “Chodź do domu, Wiesiek,” i wtedy po raz pierwszy od miesięcy wyciągnął do niej rękę.

Rate article
Fajna Tajna
Losy życia