Życie pełne niespodzianek

Życie pełne jest niespodzianek

— Mamo, wychodzę — rzuciła przez ramię Ola, zatrzymując się na chwilę w drzwiach kuchni.

Halina odłożyła drewnianą łyżkę i przyjrzała się córce uważnie.

— Co? — Ola demonstracyjnie westchnęła i przewróciła oczami.

— Nic. Dlaczego tak się wystroiłaś o tej porze? Umalowałaś się. Randka? Nie przedłużaj, dobrze?

— Dobrze — mruknęła niechętnie Ola i wybiegła z mieszkania.

„Zupełnie dorosła” — pomyślała Halina, przykrywając garnki. Podeszła do dużego lustra w przedpokoju. — „Gdzie moje siedemnaście lat? Jak szybko czas uciekł. Myślałam, że przede mną całe życie, a teraz już połowa za mną. Szkoła ciągnęła się w nieskończoność, a potem życie potoczyło się jak kula ze stoku. Studia, małżeństwo… Szczęście wyjrzało jak słońce zza chmur i zniknęło.” Przeciągnęła dłonią po włosach. — „Ale cóż. Córka jest mądra i piękna… O, ziemniaki!”

Halina klasnęła w dłonie i pobiegła do kuchni. Chwyciła za pokrywkę, o mało nie upuszczając jej na podłogę. Syknęła z bólu, dmuchając na oparzone palce. — „Nakręciłam się przed lustrem, o mało ziemniaków nie spaliłam…” — połajała się w myślach.

Zjadła kolację bez apetytu, potem usiadła przed telewizorem, włączając serial na drugim kanale. Za oknem szybko zapadał zmierzch. Nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudził ją dzwonek telefonu. Nie spojrzała na wyświetlacz, pewna, że to Ola. Kto inny dzwoniłby o tak późnej porze? Przyjaciół nie miała, tylko koleżanki z pracy, łączyła je samotność.

Zdumiała się, słysząc męski głos.

— Czy to pani, mama Oli Kowalskiej?

— A kto mówi? — zapytała ostrożnie Halina.

— Lekarz z drugiego miejskiego szpitala. Proszę przyjechać, pani córka miała wypadek, potrzebna jest pilna operacja. Jest niepełnoletnia, więc wymagana jest pani zgoda…

— Jaka operacja? — Halina wciąż nie mogła się otrząsnąć. Ale w słuchawce rozległy się już krótkie sygnały.

Próbowała ogarnąć to, co usłyszała. To pomyłka, córka wyszła na spacer. Jaki wypadek? Ale lekarz wymienił jej nazwisko. Głowa po drzemce myślała ospale. Halina zebrała siły, powtarzając w myślach, że trzeba jechać do drugiego szpitala, i zamówiła taksówkę. Szybko przebrała się, złapała torebkę i wybiegła z mieszkania. Nie czekała na windę, schody były szybsze. Wybiegła z klatki, gdy pod blok podjeżdżała już taksówka, oślepiając ją światłami.

— Proszę szybciej… Córka w szpitalu… — zdyszana od biegu po schodach poprosiła.

Przez całą drogę Halina raz poganiała kierowcę, by jak najszybciej przekonać się o pomyłce, to znów chciała, by jechał wolniej, by oddalić nieuchronność nieszczęścia, od którego ściskało się serce.

Wpadła na izbę przyjęć i od razu zauważyła chłopaka w brudnej kurtce na leżance. Twarz w zadrapaniach, plaster nad brwią, wzrok zagubiony.

— Gdzie moja córka? Co jej zrobiłeś?! — rzuciła się na niego, chwytając za poły rozpiętej kurtki i potrząsając nim.

— To nie moja wina! Zza zakrętu wyskoczył samochód… Spróbowałem skręcić, ale i tak nas uderzył… Nie moja wina…

— Kto uderzył? Dlaczego? — krzyczała zdezorientowana Halina.

— A kto tu hałasuje? — do izby wszedł starszy lekarz. Halina zauważyła jego puszyste, jasne wąsy. — Pani jest matką Kowalskiej? Proszę podpisać zgodę na zabieg.

— Jaki zabieg? Po co? Gdzie moja córka?! — krzyczała dalej Halina.

— Jest nieprzytomna. Ma krwiaka wewnątrzczaszkowego, ciśnienie rośnie. Jeśli nie zatrzymamy krwawienia, to… Proszę podpisać tutaj. — Lekarz podał jej kartkę i długopis.

Od obcych słów kręciło się jej w głowie, litery rozmazywały się przed oczami. Halina drżącą ręką podpisała dokument i osunęła się na leżankę obok chłopaka. Lekarz natychmiast wyszedł.

— Nie rozumiem… Wyszła na spacer… — szeptała, kołysząc się na leżance.
— Najpierw spacerowaliśmy, potem zaproponowałem przejażdżkę motocyklem…

Halina gwałtownie odwróciła głowę w stronę chłopaka.

— To twoja wina! Ty…
Chłopak odsunął się od jej pełnego nienawiści wzroku.

— Nie jestem winny… Nawet się nie zatrzymali, by sprawdzić, czy żyjemy… — tłumaczył się.

— Kamil! Jak się masz? — do izby wszedł wysoki mężczyzna. Chłopak zerwał się z leżanki i podbiegł do niego.

— Nie moja wina, tato. Nie jechałem szybko… On na nas wyskoczył… Gdybym nie skręcił, rozjechałby nas… Jakiś kierowca zawiózł nas do szpitala. Lekarz powiedział, że gdyby spóźnili się o dziesięć minut, Ola by… — Chłopak wtulił się w ojca i wybuchnął płaczem.

Mężczyzna objął go i pogładził po drżących plecach.

— Wierzę ci. Zapamiętałeś samochód? Kolor, markę? Gdzie to było? Obiecuję, że go znajdę.

— Znajdziecie, oczywiście. Twój syn wyszedł cało, a moja dziewczyna… Przez twojego syna… — Halina się zawahała i rozpłakała.

— Kto to? — zapytał mężczyzna syna.

— Mama Oli.

— Opowiedz mi wszystko, co pamiętasz — poprosił ojciec.

— Tak, opowiedz tacie, jak prawie zabiłeś moją córkę — szlochała Halina.

— Pani, rozumiem pani ból, ale trzeba wyjaśnić fakty. Jeśli mój syn jest winny, poniesie konsekwencje. Kamil, znasz adres dziewczyny? — Chłopak skinął głową, wciąż łkając.

— Nie jestem winny… — powtarzał jak mantrę.

— Oto moja wizytówka. Jeśli czegoś pani potrzebuje, proszę dzwonić. — Podał kartkę Halinie. Ta nie wzięła, odwracając głowę. Mężczyzna wsunął wizytówkę do jej otwartej torebki. — Chodź, wracamy do domu? — zwrócił się do syna.

— A Ola? — Chłopak nie rusHalina po raz pierwszy od miesięcy poczuła, że może zaufać komuś poza sobą, gdy Kamil wyciągnął do niej rękę i cicho powiedział: „Przepraszam”.

Rate article
Fajna Tajna
Życie pełne niespodzianek