„Przyjaźń na zawsze”

“Arek i Tomek – przyjaciele na zawsze”

Tomek omawiał sprawy służbowe z kolegami w swoim gabinecie, gdy telefon na biurku zadrżał. Już miał odrzucić połączenie, ale zobaczył na wyświetlaczu imię dawnego szkolnego kumpla.

– Przepraszam – powiedział współpracownikom, wziął telefon i wyszedł.

– Słucham – odezwał się ostrożnie.
W liceum miał przyjaciela – Arka, ale tyle lat minęło… Sam się dziwił, że numer jeszcze działa, przecież tyle razy zmieniał komórkę.

– Tomek? Serio to ty? To ja, Arek. Myślałem, że dawno zmieniłeś numer, nawet nie miałem nadziei, że się dodzwonię – rozradowany męski głos w słuchawce.

– Cześć, Arek. Co u ciebie? – Tomek wciąż był zaskoczony, mówił sucho, automatycznie rzucił standardowe pytanie. Ale Arek nie zauważył i ciągnął z entuzjazmem:

– Świetnie! Jestem w Warszawie. Słuchaj, wiem, że pewnie pracujesz, może nie najlepsza pora… Spotkamy się? Tyle lat. Kiedy znów będziemy mieli okazję?

– No wiesz, akurat mam spotkanie. Za godzinę mogę. Gadaj, gdzie podjechać. Cholera, dobrze ciebie słyszeć – odpowiedział już cieplejszym głosem.

– No to jestem na Dworcu Wschodnim. Stoję przed wejściem.

– Znajdę. Nie przemieszczaj się, okej? Czekaj. – Tomek wrócił do gabinetu.

Mówił coś, brał udział w dyskusji, ale myślami był przy Arku. Piętnaście lat się nie widzieli, od kiedy wyjechał z rodzinnego miasta na studia.

Zaparkował samochód i ruszył w stronę dworca. Jak zwykle tłok. Rozglądał się, wpatrując w twarze przechodniów.

– Tomek! – Naprzeciw szedł uśmiechnięty facet, którego nie od razu poznał. Stanęli, przez chwilę oceniali się wzajemnie, potem podali sobie dłonie, a w końcu, bez słów, przytulili się.

– Tomek…
– Arek…

– Nie wierzę własnym oczom – Arek znów go uścisnął. – Dobrze wyglądasz. Widać, żeś się dorobił. Zawsze wiedziałem, że zajdziesz daleko. Tu głośno. Może do knajpy?

– Jasne – zgodził się Tomek. – Mam auto. Tu niedaleko jest spoko miejsce. Jesteś w Warszawie w sprawach?

– Wiózłem teściową na operację. Stawy ma rozwalone, ledwo chodzi. Długo czekaliśmy na termin. O rany! To twoe wóz? – Arek niedowierzająco spojrzał na duże SUV.

– Mój, wsiadaj – uśmiechnął się Tomek, zadowolony z wrażenia.

Wśród zachwytów Arka włączył się do ruchu, skręcił w boczną uliczkę i po kilku minutach zatrzymał się przed przytulną kawiarnią. Wnętrze tonęło w półmroku mimo dnia. Kilka stolików, cisza w porównaniu z dworcowym zgiełkiem.

– No, tutaj chociaż pogadamy. Siadaj, opowiadaj. Zanim jednak usiedli, podeszła kelnerka.

– Dla mnie kawa bez cukru, a dla kolegi… – Tomek spojrzał pytająco.

– Też kawa – zdążył powiedzieć Arek.

– Dla niego jeszcze stek z ziemniakami, kawę i kawałek sernika.

Kelnerka odeszła.

– Nie patrz tak. Jeszcze musisz wracać pociągiem. Pewnie od rana nic nie jadłeś.

– No, z teściową jechaliśmy trzy godziny do szpitala… Ale ja sam zapłacę.

Tomek nie skomentował.

– Nie myśl, że potrzebuję pomocy. Operacja na NFZ. Po prostu… chciałem cię zobaczyć. Wybrałem numer, myślałem, że dawno go zmieniłeś, a ty odebrałeś – powtórzył Arek.

– Rozumiem. Gadaj, jak ci leci. Żonaty?

– Tak. Dwójka dzieci. Syn ma jedenaście, a Kasia siedem, kończy pierwszą klasę. Teść zostawił mi warsztat po śmierci, teraz tam rządzę. Jak powiem Małgosi, że cię widziałem, nie uwierzy.

– Jakiej Małgosi? – Tomek zrobił zdziwioną minę. – Czekaj, ożeniłeś się z Małgosią?

– Pamiętasz ją? Z nią. – Arek rozpromienił się. – W szkole za tobą latała. Nie dawała ci spokoju. Pamiętasz, jak uciekaliśmy od niej po lekcjach? A mi się podobała, jeszcze wtedy. Nie wiedziałeś? Jak wyjechałeś, bardzo przeżywała. Chciała nawet za tobą jechać do Warszawy. Matka nie puściła. A potem jakoś się zeszliśmy. Tak to było. Tu cię przegoniłem. A ty? Widać, że żonaty. – Skinął głową na obrączkę.

– Tak – potwierdził Tomek. – Ale dzieci jeszcze nie ma.

– Rozumiem. A pracujesz gdzie?

– W jednej firmie. Kieruję działem sprzedaży.

– No proszę ciebie. W Warszawie mieszkasz, auto z górnej półki… Lepiej niż wszyscy nasi – pokiwał głową z uznaniem.

Tomek uśmiechnął się skromnie.

– A pamiętasz, jak na ryby chodziliśmy? Albo jak uciekliśmy z domu na „biegun północny”? Rodzice nas zlali, że przez parę dni nie mogłem usiąść…

– A jak prawie spaliliśmy szopę na działce? – przerwał mu Tomek.

– No, życie było. – W oczach Arka pojawił się smutek. – Zawsze wiedziałem, że zajdziesz daleko.

– Nie zazdrość – powiedział Tomek.

– Nie zazdroszczę. No może troszkę. Ale nie narzekam. Po teściu został stary Fiat, wyremontowałem go, teraz śmiga jak nowy. Małgosia dobra gospodyni, dzieci. Za nich oddam duszę. Jak tak sobie myślę, to nie mam prawa narzekać. A ty?

– Ja? – Tomek nie zrozumiał.

– W Warszawie siedzisz, praca, auto, kasa jest. Jesteś szczęśliwy? – Arek zrobił poważniejszą minę.

– Nie wiem. Nie myślałem o tym. Do czego zmierzasz?

– Daj spokój. Wszystko rozumiesz. My z tobą z innych światów. Ty w garniturze… Nawet nie wiem, o czym z tobą gadać.

– Arek, przestań. Strasznie się cieszę, że się widzimy – uśmiechnął się Tomek.

– Cieszysz się? To czego nie dzwoniłeś przez tyle lat? Wyjechałeś i ślad po tobie zaginął – odparł trochę urażony.

– Ty też nie dzwoniłeś – nie pozostał dłużny Tomek.
Rozmowa przybrała dziwny obrót.

– Dumni jesteśmy. – Arek nagle mówił o sobie w liczbie mnogiej. – No, nie przejmuj sięTomek spojrzał za odjeżdżającym pociągiem, westchnął głęboko i pomyślał, że może jednak warto wrócić tam, gdzie kiedyś był naprawdę szczęśliwy.

Rate article
Fajna Tajna
„Przyjaźń na zawsze”