Dar losu

**Dziennik, 11 lipca**

Spakowana walizka stała w przedpokoju, a ja obeszłam mieszkanie, sprawdzając, czy wszystko wyłączone. Wracać do czystego domu to przyjemność. Po co właściwie wyjeżdżam z tej swojej małej przystani? Żyje jak w sanatorium – robię, co chcę, niczego mi nie brakuje. Ale jeśli nie pojadę, córka się obrazi. Taka jest – uparta. Wyjazd nad morze to jej prezent dla mnie na urodziny.

Westchnęłam, wyciągnęłam walizkę na klatkę i zamknęłam drzwi na dwa zamki. Szarpnęłam klamką dla pewności, a potem zadzwoniłam do sąsiadki.

— Już wyjeżdżasz? — spytała Zosia, wyglądając zza drzwi.

— Tak, klucze zostawiam — podałam jej wiązkę z rezygnacją.

— Nie martw się, podleję kwiaty, dopilnuję wszystkiego. Odpocznij i nie przejmuj się niczym — zapewniła. — Masz szczęście do córki, kupiła ci tę wycieczkę. Mój Jurek tylko o piwie myśli. Miał rodzinę, mieszkanie, wszystko przepił…

Współczułam Zosi, ale dopiero teraz dotarło do mnie, że może to ryzykowne zostawić jej klucze. A nuż jej syn wtargnie do mojego mieszkania? Nic cennego tam nie mam, ale każdy drobiazg ma dla mnie wartość. Poza tym, sama myśl, że ktoś grzebie w moich rzeczach… Żałowałam, że nie poprosiłam kogoś innego. Za późno już na zmiany. I nie chciałam urazić Zosi nieufnością. Tyle razy mi pomagała.

— Schowam klucze, Jurkowi nie powiem — dodała, widząc moje wahanie.

Skinęłam głową i ruszyłam z walizką w stronę schodów.

— Szczęśliwej drogi! — krzyknęła za mną Zosia, zamykając drzwi.

Na dworzec poszłam pieszo. Po co taxi na dwa przystanki? A w autobusie z walizką tylko ludzi będę męczyć. Przeszłam tunelem na peron. Stał tam pociąg. Szłam wzdłuż składu, szukając dziewiątego wagonu. Znalazłam i przystanęłam. Tutaj zaczekam, żeby potem nie biegać.

“A jeśli numery wagonów są od drugiej strony?” — przemknęło mi przez myśl. — “Nie szkodzi, konduktor zwykle ogłasza, zdążę.”

Tydzień temu córka zjawiła się niespodziewanie i oznajmiła, że postanowiła wręczyć prezent urodzinowy wcześniej, żebym zdążyła się przygotować.

— Jesteś w ciąży? — spytałam wtedy.

Drugie dziecko to dobrze, ale pierwsze ma ledwie roczek. Za wcześnie.

— Nie, nie w ciąży. Kupiłam ci wyjazd nad morze. Pociąg jedenastego wieczorem, przedział. Masz. — Podsunęła mi kopertę. — Tydzień ci wystarczy, żeby się spakować.

— Jak to? Sama? Bez was? Co za pomysł! W sam dzień urodzin! A goście, stół? Nie, nigdzie nie jadę. Oddaj bilet — stanowczo odmówiłam.

— Mamo, specjalnie tak zaplanowałam, żebyś nie stała przy garach jak przy taśmie. Chciałam, żebyś miała święto — spotkanie z morzem. Kiedy ostatnio tam byłaś? Nawet nie pamiętasz. To prezent ode mnie i od Tomka. Rób z nim, co chcesz — powiedziała urażona. — Jeśli nie chcesz jechać, siedź w domu, ale biletu nie oddam. W końcu i tak pewnie zajdę w ciążę i zapomnisz o morzu na kilka lat. Wybrałam dobry pensjonat, tuż przy plaży…

No i co było robić? Pomarudziłam, że zadecydowali za mnie, ale zaczęłam się pakować.

I oto stoję na peronie. Te wyjazdy, szczególnie w pojedynkę, to więcej stresu niż radości. Czy zdążę, kto będzie w przedziale, jak się urządzę… W moim wieku nerwy to ostatnie, czego potrzebuję.

Gdy konduktor ogłosił przyjazd pociągu, a numery wagonów liczyły się od końca, odetchnęłam z ulgą. Dobrze obstawiłam. Wkrótce usłyszałam sygnał nadjeżdżającego składu. Ścisnęłam mocniej uchwyt walizki, w drugiej ręce trzymałam dokumenty. Kilka osób z bagażami również czekało.

Pociąg przeleciał obok, wreszcie pokazał się koniec. Już chciałam biec, ale skład zatrzymał się gwałtownie. Konduktorka dziewiątego wagonu otworzyła drzwi dokładnie naprzeciwko mnie, przetarła poręcz i zaczęła sprawdzać bilety.

Podbiegłam pierwsza, weszłam do przedziału, usiadłam na leżance i westchnęłam. Połowa sukcesu — jestem w pociągu.

Ruszyliśmy. Drzwi otworzyły się z hukiem, wpadły trzy rozgadane dziewczyny. Zrobiło się ciasno i głośno. Wyszłam do korytarza, żeby mogły się rozpakować.

Za oknami migały lasy i pola, mieniły się taflNadszedł wreszcie dzień, gdy słońce wzeszło nad naszym domem nad morzem, a ja, patrząc na śpiącego obok Wiktora, zrozumiałam, że los czasem daje nam drugą szansę — trzeba tylko odważyć się ją złapać.

Rate article
Fajna Tajna
Dar losu