Jeszcze jeden problem…
– Julka, no chodź, proszę – błagała Zosia.
– Nie chce mi się. Nikogo tam nie znam. Idź sama albo zaproś Kasię, Anię – odpowiedziała Julka. – Niedługo egzaminy, trzeba się uczyć.
– Kasia wkuwa, Ania bez swojego Darka nigdzie nie ruszy, a samej jakoś głupio, jakbym biegała za Tomkiem.
– A nie biegasz? – spytała Julka.
– Julka, no proszę… – Zosia złożyła ręce w błagalnym geście.
– Dobrze. Tylko jak mnie tam zostawisz, to pożałujesz – ostrzegła Julka, wstając z kanapy.
Jeden ze starszych roczników miał wolne mieszkanie – rodzice wyjechali do pracy w Afryce na rok. W każdą sobotę organizowano tam imprezy. Zbierali się starsi studenci, przychodzili też z młodszych roczników, a nawet ci, którzy niedawno skończyli studia. Dzielili się doświadczeniami, patrząc z góry na młodszych.
Zosia trafiła tam przypadkiem. Spotykała się ze starszym kolegą, który ją wprowadził. Wkrótce się rozstali, ale Zosia zwróciła uwagę na Tomka. Teraz prosiła Julkę, żeby z nią poszła, mając nadzieję, że go spotka. Sesja w pełni, na uczelni się nie zobaczą.
Julka włożyła jeansy i przewiewną białą koszulę. Z jednej strony wpuszczoną w spodnie. Na jej szczupłej, wysokiej sylwetce wyglądało to stylowo. Podkreśliła oczy, rozpuściła włosy i odwróciła się od lustra do Zosi, która niecierpliwie czekała.
– No to co, siedzimy? Na kogo czekamy? – zapytała Julka.
– Słuchaj, podkreślanie oczu naprawdę ci pasuje. Wyglądasz jak tajemnicza orientalna piękność.
– Tylko umowa – jeśli Tomka tam nie będzie, wychodzimy – postawiła warunek Julka.
– Dobra – łatwo przystała Zosia.
Drzwi otworzyła młoda kobieta w jeansach i męskiej koszuli, z papierosem w zębach i burzą kręconych, rozczochranych włosów. Zmrużyła oczy od dymu, przyglądając się dziewczynom. Nie mówiąc nic, skinęła głową w stronę pokoju. Z mieszkania dobiegała cicha muzyka i głosy.
– Nie rozbieraj się, tu się nie przyjęło – szepnęła Julce do ucha Zosia, gdy ta chciała zdjąć buty. Zachowywała się jak stała bywalczyni, choć widać było, że jest równie niepewna jak Julka.
Na środku stał stół z resztkami przekąsek, otwarte butelki wódki i taniego wina. Na kanapie siedział chłopak w towarzystwie dwóch dziewczyn, dwóch innych kłóciło się przy stole. Para tańczyła pod oknem – a raczej dreptała w miejscu, bo miejsca było mało. Nikt nie zwrócił uwagi na nowo przybyłe. A jeśli ktoś spojrzał, szybko tracił zainteresowanie – co można powiedzieć pierwszoroczniakom?
Dziewczyny usiadły na wolną kanapę pod ścianą. Rozległ się dzwonek i wkrótce weszła ta sama kobieta w męskiej koszuli, a za nią dwóch chłopaków. Reszta powitała ich żywiołowo, podchodząc i ściskając dłonie. Nawet tańcząca para przerwała i dołączyła.
– O, jest! – Zosia poderwała się i podeszła do chłopaków, zagadując jednego. Odpowiedział jej z wyraźną obojętnością. Drugi przyglądał się Julce. Był starszy od reszty, wysoki, wysportowany, przystojny, z bystrymi szarymi oczami. Julka spuściła wzrok, zawstydzona.
– Cześć. Nudzisz się? – Usiadł obok niej. Z bliska wydawał się jeszcze starszy. – Nie widziałem cię wcześniej. Chodź potańczyć – podał jej rękę. Jego dłoń była silna i ciepła.
Zaczęli dreptać w miejscu pod oknem, gdzie wcześniej tańczyła para. Cicha muzyka nie przeszkadzała w rozmowie. Pytał, na którym roku studiuje, czy mieszka z rodzicami, czy w akademiku… Co chwilę pojawiali się nowi goście. Julka zastanawiała się, czy mieszkanie, które wydawało się małe, nie ma ukrytych pokoi.
Wkrótce podeszła Zosia i oznajmiła, że wychodzi. Było widać, że jest bardzo rozczarowana.
– Ja też powinnam iść – powiedziała Julka, patrząc z żalem na swojego towarzysza. Nie chciała odchodzić.
– Odprowadzę was – powiedział – tylko się pożegnam.
Wyszły na ulicę.
– Dupek – rzuciła Zosia, mając na myśli Tomka.
Julka ledwie słyszała przyjaciółkę, myślami była przy nowym znajomym. Właśnie wyszedł z klatki i podszedł.
– No to, dziewczyny, przedstawmy się. Krzysztof.
– Krzysztof Nowak? Kapitan drużyny piłkarskiej? Wiedziałam, że gdzieś cię widziałam! – wykrzyknęła uradowana Zosia.
– Lubisz piłkę? – zdziwił się.
– Spotykałam się z fanatykiem. Nie opuścił ani jednego meczu. – Zosia pisnęła. – Niesamowite, jak im powiem, nie uwierzą! Sam Krzysztof Nowak!
Zosia starała się za wszelką cenę skupić jego uwagę. Nie wyszło z jednym, drugiego nie przepuści. Krzysztof to zauważył.
– Zosia, gdzie mieszkacie?
– Ja pokażę – ożywiła się i przez całą drogę paplała bez przerwy.
Julka szła obok w milczeniu.
– To mój dom, a następny Julki. Zobaczymy się jeszcze? – spytała Zosia.
– Nara – powiedziała Julka i skierowała się do sąsiedniego budynku.
– Julka, czekaj! – ruszył za nią Krzysztof.
Zosia spojrzała za nim z żalem. Liczyła na więcej.
Wieczór przyniósł przyjemny chłód po upalnym dniu. Julka i Krzysztof stali pod klatką i rozmawiali. Nie chciało im się rozstawać. Opowiadał, że pracuje w gazecie, że zawsze marzył o dziennikarstwie, o telewizji. Gazeta mała, ale od czegoś trzeba zacząć.
– Jeszcze o mnie usłyszycie – powiedział z pewnością siebie. – A ty będziesz nauczycielką? Bo kochasz dzieci i tak dalej?
– A co? – obruszyła się Julka.
– Nie, nic. Tak tylko spytałem – odpowiedział przepraszającym tonem. – Daj numer.
– Nie masz? – Julka wyjęła telefon i podała mu.
Wybrał numer i w jego kieszeni zadzwonił. Julka zrozumiała, że wymienili się kontaktami. Ogarnęło ją gorąco na myśl, że jeszcze się zobaczą.
– Nie spodziewałam się po tobie, cicha wodZaczęła się uśmiechać, bo zrozumiała, że prawdziwe szczęście przyszło do niej skromnie i cicho, bez wielkich obietnic, ale z sercem, które zawsze było przy niej.



