Muszę wszystko wyjaśnić, córeczko…

**Dzisiaj muszę ci wszystko wyjaśnić, córeczko…**

„Smacznego!” – powiedziała Elżbieta, siadając do stołu.
Każdy w rodzinie miał swoje ulubione miejsce. Mąż zawsze siadał twarzą do okna, dwunastoletnia Kinga naprzeciwko, a Elżbieta, jak przystało na panią domu, między nimi, plecami do kuchenki i zlewu.

Uwielbiała te wieczorne spotkania, kiedy cała rodzina zbierała się przy stole. Rano wszyscy spieszyli się do pracy i szkoły – nie było czasu na rozmowy. Elżbieta z mężem jedli obiady w pracy, a Kinga u koleżanki, której babcia piekła pierogi i gotowała rosół z kluskami. Więc jedyna okazja, aby spotkać się razem, porozmawiać bez pośpiechu, był właśnie wieczorny posiłek.

Elżbieta zawsze marzyła o bliskiej rodzinie. Miała wprawdzie mamę, ojca, później ojczyma i młodszą siostrę, ale czuła się jakby na uboczu, osobno. Tak już bywa.

Ojca pamiętała słabo. Nie krzyczał, nie beształ jej, przeważnie milczał, ale patrzył na nią zimno i obojętnie. Może dlatego się go trochę bała. Mama też nie była rozmowna. Jej usta zawsze były mocno zaciśnięte, nigdy się nie uśmiechała.

Kiedy Elżbieta wyszła za mąż i założyła własną rodzinę, wprowadziła zasady: wspólne obiady w weekendy i kolacje w tygodniu. I nie tylko siedzenie przy jednym stole, ale dzielenie się nowościami, rozmawianie, planowanie.

Gdy zaspokoili pierwszy głód, Elżbieta zapytała:

– Gdzie pojedziemy na wakacje? Trzeba zdecydować i zamówić bilety, zarezerwować hotel, bo wszystko rozchwytają.

– Może spędzimy urlop u moich rodziców na działce? Tata prosił, żeby pomóc z płotem i dachem – zaproponował Wojciech.

– Eee… Ja chcę nad morze, do Trójmiasta – jęknęła niezadowolona dwunastoletnia Kinga.

– Żeby jechać nad morze, trzeba mieć pieniądze, a my jeszcze spłacamy kredyt. W samochodzie trzeba wymienić opony. Na działce zaoszczędzimy sporo. Można gdzieś wybrać się na wycieczkę, np. do Zakopanego. Latem tam świetnie.

Kinga i tata jednocześnie spojrzeli na Elżbietę, czekając na jej propozycję.

– Zgadzam się z tatą. Chociaż nad morze też bardzo bym chciała.

– No właśnie! – uradowała się Kinga.

W tej chwili zadzwonił telefon.

– Twój – mruknął Wojciech, wkładając do ust ostatni kęs kotleta.

Elżbieta odłożyła widelec i wyszła do pokoju. Dzwoniła mama.

– Mamo, co się stało?

– Nie przeszkadzam? Ela, musimy porozmawiać. Przyjedź – krótko powiedziała mama.

– Teraz? Źle się czujesz? – zaniepokoiła się Elżbieta.

– Wszystko w porządku. Przyjedź. – Mama się rozłączyła.

– Co się dzieje? – zapytał mąż, gdy Elżbieta wróciła do kuchni.

– Mama dzwoniła, kazała przyjechać, chce pogadać. Czuję, że to znów przez Kasię.

– Skoro trzeba, to trzeba. Odwiozę cię.

– Nie, pojadę sama. Jak coś, to po mnie przyjedziesz?

– Oczywiście.

Elżbieta szybko się spakowała i wyjechała. Mieszkali niedaleko od mamy, kilka przystanków autobusem. Przez całą drogę Elżbieta zastanawiała się, o co chodzi. Mama nigdy nie radziła się jej, a teraz nagle chce pogadać. Przeczucie podpowiadało, że nie bez powodu i że nic dobrego z tego nie wyniknie.

Mama otworzyła drzwi i Elżbieta od razu zauważyła, że jest poważnie zmartwiona.

– Chodź do kuchni. Herbaty? – zapytała mama.

– Właśnie wstaliśmy od stołu – machnęła ręką Elżbieta.

Kuchnia u mamy była ciasna. Stół przyciśnięty bokiem do lodówki, nie dało się usiąść naprzeciwko. Siedziały więc przez wierzch. Gdy mama zbierała myśli, Elżbieta przyglądała się jej napiętej twarzy z drobnymi zmarszczkami. Czy to jej się wydawało, czy od ostatniego spotkania przybyło ich jeszcze więcej? Mama nerwowo kręciła w palcach jakąś wstążkę. Elżbieta przykryła jej dłonie swoimi.

– Mamo, uspokój się. O co chciałaś porozmawiać? – zapytała łagodnie.

– Kasia dzwoniła… – zaczęła ostrożnie mama.

– A nie mówiłam – nie wytrzymała Elżbieta.

Mama spojrzała na starszą córkę z wyrzutem.

– Co się stało tym razem? Nie przeciągaj – ponagliła ją Elżbieta.

– Pieniędzy chciała.

– Tak? I dużo?

– Pięćdziesiąt tysięcy.

– Po co jej? Wyszła za tego bogatego Włocha. Pamiętasz, jak się tu chwaliła?

– Coś z biznesem Marka. Jest im winien sporo pieniędzy. Albo go oszukali, albo okradli. Nie zrozumiałam. Pieniądze potrzebne natychmiast, inaczej go zabiją.

– Nie wielka strata – uśmiechnęła się ironicznie Elżbieta.

– Ela… – skarciła ją mama.

– No dobra, już milczę. Skąd my mamy takie pieniądze? Zapomniała, jak tu żyjemy? Chwaliła się, że jej Marek bogaty, że jego ojciec ma poważny interes. Jego ojciec nie może pomóc synowi? Tam pewnie pełno krewnych. Zawsze podejrzewałam, że z nim coś nie tak.

– Kasia powiedziała, że Marek sprzedał dom, mieszkają u jego rodziców. Ojciec częściowo spłacił dług, ale brakuje jeszcze pięćdziesięciu tysięcy.

– Euro? Dolarów? – skrzywiła się Elżbieta.

– Złotych. Już podjęłam decyzję. Sprzedam mieszkanie. Ale boję się, że sama nie dam rady. Dlatego się do ciebie zwróciłam, żebyś mi pomogła.

– Mamo, co ty mówisz? Sprzedać mieszkanie, i to w pośpiechu! Zrozumiałabym, gdyby Kasia wpadła w tarapaty, ale ty chcesz sprzedać dom, żeby pomóc Markowi. A sama gdzie będziesz mieszkać?

– Myślałam, że do was się wprowadzę, jeśli mnie przyjmiecie – cicho powiedziała mama i rozpłakała się.

Elżbieta siedziała, nie wiedząc, co robić. Kasia zupełnie postradała rozum, jeśli zwaliła na mamę taki ciężar. O czym ona w ogóle myśli?

– Mamo, nie płacz, coś wymyślimy. Może Kasia powinna wrócić, dopóki Marek nie rozwiąże swoich problemów? Na bilet jakoś się zbierze.

– Nie może. Czeka dziecko – wyszeptała mama przez łzy.

– Znowu?! I to akurat teraz – załamała ręce ElżElżbieta przytuliła mamę, wiedząc, że mimo wszystko zawsze będzie przy niej, bo w głębi serca rozumiała, że rodzina to jedyne, co naprawdę się liczy.

Rate article
Fajna Tajna
Muszę wszystko wyjaśnić, córeczko…