W ślad za marzeniami

– Kryśka, no co ci brakuje? Spójrz tylko – polski dwója, matematyka pała, a z polskiego w ogóle zwiałeś! Dlaczego się nie uczysz i ciągle wagary stroisz? Co ja mam z tobą zrobić, ty moja niedolo! – po raz kolejny westchnęła Irena, przewracając strony dzienniczka swojego ósmoklasisty.

– Nie wiem. – mruknął nastolatek i odwrócił się od matki.

– Irenka, daj chłopakowi spokój! Polski, biologia… Ja też kiedyś wagary robiłem i jakoś żyję, porządny ze mnie facet! – dobiegł z drugiego pokoju pijany głos męża Bogdana, który wylegiwał się na kanapie.

– Aż widać! Żebyś ty chociaż z synem po męsku pogadał, ale nie, bo przecież ty ciągle masz ważniejsze sprawy – trzy dni się nie otrzeźwisz! – krzyknęła Irena.

– No i co z tego? Mam prawo! Nie piję twoich! A poza tego, u Wiesława jubileusz był! Pięćdziesięciolecie, między nami mówiąc! – odparł Bogdan, opadł na poduszkę i znów zapadł w sen.

…Irena urodziła się w inteligenckiej rodzinie. Rodzice wpajali dziewczynce nie tylko dobre maniery, ale i zadbali o porządne wychowanie. Irenka pilnie uczyła się w szkole, dostała się na prestiżowy kierunek. Tylko że przez złośliwy żart losu trafiła na Bogdana.

Poznali się na studenckiej imprezie. Irena była na czwartym roku, a Bogdan już skończył zawodówkę i zaczął pracę w fabryce. Irenka od razu zauważyła przystojnego chłopaka o wyrazistych oczach. Bogdan wyglądał na trochę starszego, niż był. Wtedy jeszcze nie podejrzewała, jak ten człowiek zburzy jej uporządkowane życie.

Zaczęli się spotykać, a ślub wzięli tego lata, gdy Irena zdała wszystkie egzaminy i obroniła pracę dyplomową. Na początku było całkiem nieźle, ale już wtedy drażniło ją, że mąż nie przepuści żadnej okazji do wypicia. Każdy, nawet najdrobniejszy pretekst zamieniał się w wielką imprezę z alkoholem…

W pewnym momencie Irena zrozumiała, że popełniła błąd – ona i mąż w ogóle do siebie nie pasowali. Postanowiła się rozwieść. Ale los znów pokierował inaczej – kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży.

Nie potrafiła pozbyć się dziecka. Zostawić bez ojca też nie było najlepszym pomysłem. Optymistka z natury, Irena wierzyła, że z narodzinami syna mąż się ustatkuje. Ale gdy pijany przywlókł się do niej do szpitala, z goryczą zrozumiała – nic się w tym człowieku nie zmieni.

I tak też się stało. Bogdan pił dużo i często. W domu pomagał byle jak, bo albo szedł na kolejną libację z kumplami, albo odsypiał po imprezie.

Irena specjalnie nie narzekała, ciągnęła wszystko sama: pracowała dużo i zarabiała nieźle, w mieszkaniu było czysto i przytulnie, synowi Kryśkowi poświęcała uwagę. Ale im chłopak starszy, tym bardziej upodabniał się do ojca. Irena nie widziała w nim siebie: uczył się niechętnie, od kółek i zajęć dodatkowych uciekał gdzie pieprz rośnie.

W siódmej klasie zupełnie odbił się od ręki.

– Irena Katarzyno, proszę porozmawiać z synem. Na lekcjach się wygłupia, nie słucha, a o ocenach już lepiej nie mówić… Chyba płakać mi się chce… – takie uwagi słyszała regularnie od wychowawczyni syna.
Z każdego zebrania wracała do domu i w myślach łajała się, że robi coś nie tak, że gdzieś zawiodła.

Na początku Krzysiek tłumaczył się i obiecywał poprawę. Ale wszystkie obietnice były tylko słowami na wiatr.

Skończył gimnazjum. O pójściu do liceum nie było mowy. Trzeba było iść do szkoły zawodowej. Irena z przerażeniem zdawała sobie sprawę, że syn dosłownie idzie w ślady ojca. A Bogdan tymczasem dogorywał na dnie butelki. Kobieta musiała go regularnie wyciągać z ciągów, znosić awantury i – co najbardziej upokarzające – chodzić do fabryki i błagać, żeby go nie zwalniali.

W zawodówce Krzysiek też się nie przykładał: wagarował, odpowiadał nauczycielom, kłócił się z kolegami. Matce w domu oznajmił, że nauka go męczy.

– Mamo, może rzucić szkołę i pójdę do taty do fabryki? Zaraz zacznę zarabiać. Forsa będzie. – powiedział pewnego dnia.

– Synku, co ty wygadujesz? Jaka forsa? Co za język… Trzeba skończyć choć jakieś wykształcenie, potem zawsze można się doszkolić. Naprawdę chcesz żyć tak jak tata?

– No a co w tym złego? Tata żyje normalnie. – bronił się syn.

– Właśnie! Co w tym złego? Czego się czepiasz chłopaka jak rzep psiego ogona? Chce pracować, niech idzie! Tym bardziej, że miejsce mamy. – wtrącił się Bogdan.

Irenie udało się jednak namówić syna, żeby został i skończył szkołę. Biegała do nauczycieli, prosiła, błagała, żeby przymknęli oko na wybryki syna i dali mu jeszcze jedną szansę.

Ledwo ukończył zawodówkę i od razu zaczął gadać o pracy w fabryce. Irena odradzała, bo doskonale wiedziała, jak to się skończy. Tym bardziej, że Krzysiek był uderzająco podobny do ojca – i z wyglądu, i charakterem. Kobieta z przerażeniem stwierdzała, że po niej nie ma w nim ani krzty. To był syn Bogdana.

Ale jak każda matka, do ostatniego tliła w sobie nadzieję, że chłopak się opamięta. Niestety, los znów nie był dla niej łaskawy. Spełniły się jej najgorsze obawy – syn zaczął pracować z ojcem na tej samej zmianie i razem zaczęli pić.

Pewnego dnia Irena wracała z pracy. Ledwo weszła do mieszkania, gdy potknęła się w przedpokoju i o mało nie upadła. Machinalnie sięgnęła po włącznik i zapaliła światło…

Na podłodze leżał kompletnie nieprzytomny Krzysiek. Kobieta uklękła i zaczęła go potrząsać:

– Kryś, Krzysiu, co z tobą? Synku, źle ci? – spanikowała, sięgając już po telefon.

– Eee, mamo… Daj mi spać… Zostaw… – machnął ręką i znów zasnął.

Irena poczuła zapach alkoholu. Było jasne – syn był nawalony. Upadł w przedpokoju, bo nie dał rady dojść do łóżka. Dokładnie tak samo robił Bogdan, gdy był młodszy.

Przeszła dalej. W kuchni, z głową naNa blacie leżał pijany Bogdan, a Irena, zamiast go budzić, po prostu wzięła torbę i wyszła, wiedząc, że już nigdy tu nie wróci.

Rate article
Fajna Tajna
W ślad za marzeniami