**Podróż nad morze**
– Kinga, nie pozwalam, słyszysz? Masz dopiero osiemnaście lat. Nie rozumiesz… – Beata raz po raz podnosiła głos. Kłóciły się z córką od kilku godzin.
– To ty nie rozumiesz. Wszyscy jadą, a ja jak zwykle nie mogę – upierała się Kinga.
– Jacy wszyscy? Twoja Ola? Jej matka pozwala jej na wszystko… – Beata nagle zamilkła, czując, że posunęła się za daleko. – Posłuchaj, córeczko…
– A ty mnie słuchałaś, gdy mówiłam, że nie chcę żadnego Jacka Kowalskiego? Ach tak, zdanie dziecka nikogo nie obchodzi. Zrobiłaś po swojemu. Mówiłaś, że chcesz być szczęśliwa. I co? Jesteś szczęśliwa, mamo? Już nie jestem dzieckiem, jestem dorosła. Też chcę być szczęśliwa. Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Pieniędzy mi nie trzeba, jeśli o to chodzi. – W oczach Kingi błyszczały łzy rozpaczy.
– Właśnie dlatego chcę, żebyś była szczęśliwa, naprawdę. Możesz popełnić błąd, którego pożałujesz. Pomyśl, Kinga. Tam będziesz zależna od tego swojego Krzysia. Jesteś pewna, że go znasz? Ledwo się spotykacie. Nikogo obok nie będzie…
– Nie martw się, nie przyniosę ci wnuka w fartuchu – zaśmiała się Kinga gorzko.
– Nie słyszymy się nawzajem. – Beata osunęła się na kanapę, wyczerpana.
Była zmęczona tłumaczeniami. Mąż zostawił ją z trzyletnią Kingą, alimentami i zniknął. Gdy poznała Jacka, nie spodziewała się, że znów pokocha i zaufa mężczyźnie. Jacek przez wszystkie te lata starał się zastąpić Kingi ojca, być dla niej przyjacielem. Ale Kinga nigdy go nie zaakceptowała.
Pamiętała, jak córka przyjęła Jacka z wrogością, gdy po raz pierwszy przyszedł w odwiedziny. Gdy wyszedł, zapytała:
– Będzie z nami mieszkał?
– Tak. Jesteś przeciw?
– Kto mnie pyta? I tak zrobisz po swojemu – prychnęła dwunastoletnia Kinga.
Beata próbowała jej wytłumaczyć, że Jacek jest dobry, że zrozumie to wkrótce.
– Po prostu go nie znasz. Zobaczysz, polubisz go.
– Twoja córka po prostu zazdrości – powiedziała wtedy przyjaciółka. – Nie możesz iść na jej smyczy. Nim się obejrzysz, dorośnie, wyjdzie za mąż, a ty zostaniesz sama. Takich facetów jak Jacek nie spotyka się często. Nie wybieraj między nim a Kingą. Da się to pogodzić, daj tylko czas. – Poradziła przyjaciółka, psycholog.
Beata starała się nie zaniedbywać córki. Ale nie szło jej to najlepiej. Ciągnęło ją do Jacka, a Kinga stale wymuszała uwagę. Beata rozrywała się na części. Gdy Kinga zrozumiała, że mama już nie należy tylko do niej, odsunęła się. I oto efekt. Nie słyszą się nawzajem.
Teraz Kinga się mści. Krzyś to miły, dobrze wychowany chłopak z dobrego domu. Nic przeciwko niemu nie miała. Ale pozwolić córce jechać z nim nad morze…
Gdy ktoś przychodzi poznać rodziców dziewczyny, zawsze stara się pokazać z najlepszej strony. Jaki jest naprawdę? Widzimy wierzchołek góry lodowej, a co kryje się pod powierzchnią?
Może rodzicom chłopaka jest łatwiej. Beata ma tylko córkę. Nigdy właściwie się nie rozstawały. A teraz Kinga chce jechać z chłopakiem nad morze. Wiadomo, co tam będzie – wino, seks. Beata wychowywała ją sama. Drżała o nią. Oczywiście, trudno jej zaakceptować, że córka dorosła, że ma chłopaka, swoje życie.
Ale nie można jej trzymać na uwięzi. Jacek też uważa, że trzeba dać wolność. Dziewczyna nie jest głupia, sama zrozumie. Gdy Beata powiedziała mu, że gdyby Kinga była jego córką, pewnie nie puściłby jej z chłopakiem nad morze, Jacek się zdenerwował, ale milczał. Nie przekonywał jej. Oczywiście, nie puściłby. Beata była mu wdzięczna, że nie rozpętał kłótni. Odstąpił. Niech matka i córka same rozwiążą ten problem.
No cóż, pozostaje się pogodzić i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Może powinna była rozstać się z Jackiem, zapomnieć o sobie, poświęcić się córce? Ale jak zapomnieć o sobie, gdy ma ledwo ponad trzydziestkę i chce miłości, szczęścia?
Teraz córka chce być szczęśliwa. Nie słucha matki. I co robić? Łatwo radzić, gdy chodzi o cudze dzieci, ale gdy dotyczy to własnej córki, zdrowy rozsądek milknie przed miłością i strachem. Każda matka chce uchronić dziecko przed błędami. A może to właśnie jest ten największy błąd?
Beata westchnęła, zmęczona myślami, i weszła do pokoju córki. Kinga siedziała na łóżku, podkurczywszy nogi, i wpatrywała się w telefon. „Narzeka do Krzysia” – domyśliła się Beata.
– Zmęczyła mnie ta walka. To naturalne, że się boję, chcę uchronić cię przed błędami. Masz tylko osiemnaście lat… Jedź. Tylko obiecaj, że będziesz dzwonić i nie wyłączysz telefonu.
Kinga spojrzała na matkę zaskoczona. Pewnie nie spodziewała się, że ta się podda, pozwoli jej jechać.
– Dobrze – odparła.
„Wcześniej rzuciłaby mi się na szyję, przytuliła, nazwała mamusi„A teraz patrzy, jakbym robiła jej łaskę, zgadzając się nie wyłączać telefonu” — pomyślała Beata, czując, jak córka powoli odpływa w swój własny świat, ale w głębi serca wiedziała, że to tylko początek ich wspólnej drogi do zrozumienia.



