Złośliwy Słowik

**Wredna**

„Dobry wieczór, obywatele, sąsiadka z dołu poskarżyła się na hałas i krzyki z waszego mieszkania” – na progu stał dzielnicowy. „Pozwolicie wejść?”

„Oczywiście” – drżącym głosem powiedziała Kasia. „Proszę wejść, tylko muszę uspokoić dziecko.”

Tak naprawdę Kasia trzęsła się nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego że mąż znowu ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do kibla. Kiedy Wojtek to odkrył, wpadł w szał:

„Jestem facetem i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na swoim macierzyńskim, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!”

„Nie pójdę” – odparła Kasia. „Codziennie jesteś pijany, syn już się ciebie boi. Jasiek ma rok, a już tyle widział! Dość tego picia, Wojtek!”

Pod wrzask dziecka matka znów dostała lanie. Hałas usłyszała sąsiadka Jadwiga Zawadzka i, jak zwykle, postąpiła zgodnie ze swoim zwyczajem – wezwała policję.

Co do Jadwigi Zawadzkiej, to była ona nietuzinkową osobą. Trudno nawet powiedzieć, że sąsiedzi jej nie lubili – po prostu nie mogli jej znieść. Na każdego z nich niestrudzona Jadwiga kiedyś donosiła. I niekoniecznie do policji – były też inne instytucje, jak urząd dzielnicy, spółdzielnia mieszkaniowa, a nawet opieka społeczna.

„Wie pani, wydaje mi się, że matka Tomka z piątego piętra go nie karmi. Tak schudł i chodzi jak obdartus” – dzwoniła Jadwiga do opieki społecznej. „Trzeba sprawdzić tę rodzinę, matka chodzi taka zadowolona, to pewnie ćpa albo co gorsza.”

Pracowniczka opieki przyjęła zgłoszenie do wiadomości i obiecała „zainteresowanej obywatelce”, że podejmie odpowiednie kroki.

Biedna matka Tomka, który miał skłonność do tycia, była w szoku, gdy do jej drzwi zapukała cała komisja. Okazało się, że chłopiec był na specjalnej diecie, bo w wieku dziewięciu lat ważył jak nastolatek. Dieta przynosiła efekty, więc matka była zadowolona. A co do ubrań, to choć Tomek był pulchny, to bardzo ruchliwy, więc spodnie i bluzy na nim „płonęły”.

Ale Jadwiga Zawadzka oczywiście o tym nie wiedziała, bo nie lubiła rozmawiać z sąsiadami i wręcz ich unikała.

Starsi mieszkańcy opowiadali, że dawno temu do jej mieszkania wdarli się rabusie. Od tamtej pory przestała ufać sąsiadom, uważając, że to właśnie oni podpowiedzieli łotrom, że ona i mąż wyjęli pieniądze z banku, by kupić używane „malucha”. Mąż wtedy ciężko ucierpiał w walce, próbując obronić dobytek, i wkrótce zmarł, a Jadwiga nigdy nie otrząsnęła się po tym ciosie i już nie wyszła za mąż.

Ale młodsi sąsiedzi, których było większość, o tym nie wiedzieli.

„Sprzątnij po swoim psie, masz modę na rozrzucanie kup! Lepiej to posprzątaj, bo będzie gorzej!” – wrzeszczała Jadwiga na młodego sąsiada wyprowadzającego psa przed snem.

„Jak ci zależy, to sama posprzątaj, stara megera” – prychnął chłopak.

Ogromny kundel, który właśnie załatwił się na trawniku, warknął na obcą kobietę i szarpnął smyczą, próbując dosięgnąć Jadwigę. Ta przestraszyła się i cofnęła, chowając w sercu urazę, która groziła zemstą.

I ta zemsta przyszła następnego ranka, kiedy młody sąsiad znalazł psie „dzieło” pod swoimi drzwiami, nieopatrznie deptając je w nowych białych adidasach.

„Szlag by to trafił!” – wrzasnął i zaczął sprzątać „dzieło” swojego pupila.

Jadwidze Zawadzkiej poszczęściło, że chłopak nie wiedział, w którym bloku mieszka ta, która dotrzymała słowa. Przeklinając, wyrzucił buty do śmietnika.

A tymczasem za białymi firankami uśmiechała się pewna starsza pani, bardzo z siebie zadowolona. Od tamtej pory ścieżki na placu zabaw i przy bloku były czyste. Wieść o przykrości sąsiada szybko rozeszła się wśród właścicieli psów…

„Więc co się stało?” – dzielnicowy rozejrzał się po pokoju, gdzie w łóżeczku, trzymając się szczebelków, płakał mały Jaś.

„Nic” – burknął Wojtek. „Oglądałem mecz w telewizji i za głośno komentowałem. Co mam nie krzyczeć, jak oni tam pełzają jak żółwie!”

Kasia przestraszonym wzrokiem spojrzała na męża. Wiedziała, że musi podtrzymać jego kłamstwo, bo inaczej czeka ją marny los. Policjant spojrzał na nią pytająco. Zrozumiał, o co chodzi, ale bez jej zeznań nie mógł ukarać awanturnika.

„Tak, to przez telewizor” – potwierdziła Kasia. „Przepraszam.”

Dzielnicowy westchnął: „Zawsze tak samo, najpierw bronią swoich oprawców, a potem może być za późno.”

„Dobra, wystawię upomnienie, ale następnym razem będzie mandat za zakłócanie ciszy” – powiedział. „I nie przede mną się przeprasza, tylko przed waszą sąsiadką. Bardzo czujna kobieta, można powiedzieć – macie szczęście, rzadko trafiają się tacy zaangażowani obywatele. Zawsze dzwoni, gdy coś się dzieje, już wszystkich dyżurnych rozpoznaje po głosie.”

„No tak” – mruknął Wojtek, maskując irytację.

Policjant rzucił na niego ostrzegawcze spojrzenie, po czym pokiwał znacząco głową w stronę Kasi i wyszedł.

„Następnym razem skończę z tobą cicho, nawet nie pisniesz” – warknął przez zęby Wojtek, gdy drzwi za dzielnicowym się zamknęły.

A Kasia stała, tuląc synka, przeklinając dzień, w którym zgodziła się zostać żoną Wojtka.

„On ci nie pasuje, Kasiu” – mówiły przyjaciółki. „Ty jesteś dobra i wesoła, a Wojtek niby się uśmiecha, ale ma przerażający wzrok. Nie wiąż się z nim.”

„Dziewczyny, po prostu go nie znacie tak jak ja. On mnie kocha” – odpowiadała Kasia, wzruszająco przewracając oczami. „Wojtek jest silny i odważny, raz nawet za mnie na ulicy stanął.”

I tak Kasia wyszła za Wojtka, który wkrótce pokazał swoje prawdziwe oblicze: zazdrościł kolegom z pracy, urządzał awantury bez skrępowania. A Kasia uważała, że to oznaka wielkiej miłości, myląc ją z okrucieństwemKasia spojrzała w okno, gdzie po raz pierwszy od dawna wschodzące słońce wydało się jej zapowiedzią lepszego jutra.

Rate article
Fajna Tajna
Złośliwy Słowik