Niekochana

Dziś znów przeglądam w pamięci swoje życie. Od zawsze nie cierpiałam imienia Weronika. Brzmiało staroświecko, niemodnie. Gdy podrosłam, mama wyjaśniła, że w młodych latach ojciec kochał się w pięknej Weronice. Była jego pierwszą miłością, lecz odrzuciła go, wychodząc za innego.

“Potem spotkał mnie. A gdy urodziłaś się, dał ci jej imię. Nigdy nie zapomniał tamtej miłości” – mówiła mama spokojnie.

“A ty nie jesteś o to zazdrosna?”

“Nie. Kocha ciebie i mnie. Ale pierwszą miłość pamiętamy zawsze. I ty kiedyś taką będziesz miała” – pogłaskała mnie po głowie.

“A tamta Weronika też była taka brzydała?” – dąsałam się.

“Co za głupoty? Pamiętasz bajkę o brzydkim kaczątku? A jeśli naprawdę nie lubisz imienia, możesz je zmienić, gdy dorośniesz. Jakie byś wolała?”

Stałam przed lustrem, przymierzając różne imiona jak sukienki. Żadne nie pasowało. Westchnęłam – przecież inne imię nie uczyni mnie piękniejszą. I tak się do niego przyzwyczaiłam.

Ale nie wierzyłam, że ktoś pokocha mnie tak, jak ojciec tamtą Weronikę. Nudne włosy, wąskie oczy, spiczny podbródek. Brzydula, i tyle.

Ojciec kochał mnie prawie tak bardzo jak piwo. Wracając z pracy, wpadał do taniej knajpy. Po drinku stawał się czuły. Zawsze przynosił coś dla mnie – czekoladkę, cukierki, zabawkę. A jeśli nie zdążył kupić, dawał pieniądze. Zbierałam je, kupując sobie, na co miałam ochotę.

Gdy kończyłam szkołę, ojciec utonął. Dzieci grały nad rzeką, piłka wpadła do wody. Prawie pijany, rzucił się ją wyciągać.

Mama złorzeczyła, że zostawił nas samych. “Co teraz? Ninka musi się uczyć, ale za co? Jaka przyszłość czeka ją w tej dziurze?”

Biegły mi łzy, ale nie chciałam jechać. Mama jednak nalegała:

“Tu nie ma nic dla ciebie. Wyjedź, może jakiś chłopak cię znajdzie.”

Pojechałam. Marzyłam o medycynie, ale po wiejskiej szkole nie miałam szans. Zdałam do szkoły pielęgniaczki. Podobały mi się te białe fartuchy.

W akademiku dzieliłam pokój z piękną Kingą. Los obdarzył ją urodą – krucze loki, ciemne oczy, smukła sylwetka. Przy niej wyglądałam jak cień.

Zazdrościłam jej, a ona przy mnie błyszczała jeszcze bardziej. Ale się przyjaźniłyśmy, dopóki nie poznała studenta z politechniki.

Gdy tylko zobaczyłam Darka, straciłam głowę. Ciężko było się oprzeć. Czasem przychodził po Kingę, ale ona uczyła się zawzięcie, marząc o dyplomie z wyróżnieniem.

“Zaraz kończę” – mówiła, gdy niecierpliwie pytała: “Długo jeszcze?”

“Idź do kina z Weroniką. Mam jutro egzamin.”

Chciałabym siedzieć z nim w ciemnej sali, ale on nie zapraszał. Czekał, wzdychał i odchodził.

“Dlaczego go tak traktujesz? Gdyby ktoś tak na mnie czekał, byłabym w siódmym niebie!” – oburzałam się.

“Po co ci on? Wiadomo, że tylko się bawi. I tak się nie zmieni. Znajdź sobie kogoś prostszego” – radziła “dobrotliwa” Kinga.

Początkowo nic się nie działo, aż pewnego dnia Kinga została w bibliotece, a Darek przyszedł na pusty pokój. Na stole stała patelnia z ziemniakami smażonymi na smalcu – przepis od mamy. Zapach rozchodził się po całym piętrze.

“Może zjesz ze mną? Kinga zaraz wróci.”

Nie trzeba go było długo namawiać. Jadł z apetytę, a ja patrzyłam z zachwytem, marząc, by Kinga wróciła jak najpóźniej.

“Z ciebie byłaby dobra żona” – powiedział w końcu, odsuwając talerz.

W sobotę Darek przyszedł umówiony do kina, ale Kinga wyjechała do rodziny.

“Przeproś za mnie Darka” – rzuciła, odjeżdżając.

Przygotowałam kolejne danie, a gdy przyszedł, zaproponowałam:

“Chodźmy razem. Chyba się mnie nie wstydzisz?”

“Głupoty. Ubieraj się, czekam na dole.”

Nie wierzyłam własnemu szczęściu. Cały seans obok niego! Może nawet weźmie mnie za rękę… SzykowWeronika westchnęła cicho, patrząc, jak Darek niepewnie krocząc o lasce, sięga po jej dłoń, i w końcu zrozumiała, że prawdziwa miłość nie musi być głośna ani gwałtowna – wystarczy, że jest cierpliwa i wytrwała, jak ona przez te wszystkie lata.

Rate article
Fajna Tajna
Niekochana